Obserwuj w Google News

"Amsterdam": czy film ukrywa prawdę na temat amerykańskiego faszyzmu?

5 min. czytania
09.11.2022 13:06
Zareaguj Reakcja

Film "Amsterdam" z gwiazdorską obsadą jest oparty na faktach. Co ze scenariusza produkcji pokrywa się z prawdą historyczną? Czy tytuł zakłamuje rzeczywistość?

Amsterdam - Christian Bale, Margot Robbie, John David Washington
fot. 20th Century Studios/materiały prasowe

W kinach można oglądać "Amsterdam" - najnowszą produkcję kilkukrotnie nominowanego do Oscara Davida O. Russella. Film z gwiazdorską obsadą, w której znaleźli się Christian Bale, Margot Robbie, John David Washington, Chris Rock, Robert De Niro i Taylor Swift został stworzony na podstawie prawdziwej historii. W jakim stopniu fabuła pokrywa się z rzeczywistością?

"Amsterdam" to film oparty na faktach?

Tuż po rozpoczęciu seansu twórcy informują widza, że w jakimś stopniu wydarzenia ukazane w "Amsterdamie" są oparte na faktach. Nie precyzują jednak w żaden sposób jak bardzo, a fragmenty materiałów archiwalnych pojawiających się w trakcie napisów, potęgują wrażenie, że film Russella to zaskakująca i prawdziwa historia.

Redakcja poleca

Okazuje się, że wcale tak nie jest. Twórcy jedynie lekko zainspirowali się rzeczywistymi wydarzeniami... rozmywając kompletnie ich sens. Emily Zemler z Los Angeles Times rozmawiała na temat "Amsterdamu" z Jonathanem M. Katzem - dziennikarzem i autorem książki "Gangsters of Capitalism: Smedley Butler, the Marines, and the Making and Breaking of America’s Empire". Pojawiający się w tytule Smedley Butler to generał będący inspiracją dla Gila Dillenbecka, w którego wcielił się De Niro. Katz doskonale zna więc historię, na której bazuje "Amsterdam". Według niego prawdy historycznej w filmie jest około 10%.

Akcja "Amsterdamu" rozgrywa się w 1933 roku. Głównymi bohaterami są doktor Burt Berendsen (Christian Bale) oraz jego przyjaciel Harold Woodsman (John David Washington) - prawnik, którzy razem służyli podczas I wojny światowej i zbliżyli się ze sobą za sprawą nieco ekscentrycznej Valerie Voze (Margot Robbie). Po latach trio ponownie łączy siły, by rozwikłać tajemniczą zagadkę śmierci ich byłego dowódcy - generała Meekinsa oraz jego córki Elizabeth (Taylor Swift). By wyciągnąć intrygę na światło dzienne, potrzebują pomocy generała Dillenbecka. Okazuje się, że od dawna jest kuszony sporą sumą gotówki przez tajemniczą organizację, która chce, by wojskowy wygłosił przemówienie, mające na celu obalić prezydenta Franklina D. Roosevelta.

Redakcja poleca

"Amsterdam": czy bogacze planowali spisek?

Intryga przeciwko Roosveltowi i próba zaangażowania generała marines rzeczywiście miała miejsce. Generał Butler twierdził, że w 1933 roku grupa bogatych biznesmenów zwróciła się do niego z planem obalenia głowy USA. Mężczyzna w następnym roku zeznawał w tej sprawie przed komisją Izby Reprezentantów ds. Działalności Antyamerykańskich, twierdząc, że pewna grupa planuje zamach stanu. To właśnie nagranie z tego przesłuchania wykorzystano na końcu "Amsterdamu". Katz przytoczył w swojej pracy fragment raportu sporządzonego po przesłuchaniu.

Nie ma wątpliwości, że próby te zostały omówione, zaplanowane i mogły zostać wprowadzone w życie, kiedy i jeśli sponsorzy finansowi uznaliby to za stosowne.

W "Amsterdamie" generała Dillenbecka nachodził tajemniczy mężczyzna o nazwisku Maguire, który oferował pieniądze generałowi. Katz wyjaśnił, jak naprawdę wyglądała próba przekupstwa Butlera.

- Rzeczywiście był Spisek Biznesowy albo przynajmniej Butler twierdził, że był taki spisek. I jest dobry powód, by sądzić, że coś było na rzeczy. Nie wiemy, ile osób było w niego zaangażowanych. Nie wiemy, czy wszyscy ludzie, których Butler zgłosił, byli w niego zaangażowani. Co ciekawe, najdokładniejszą częścią filmu był fakt, że istniał facet o imieniu Gerald C. MacGuire. Zmienili wszystkie nazwiska z wyjątkiem MacGuire'a, chociaż zapisali je "Maguire". Gerald C. MacGuire rzeczywiście poszedł do domu Butlera. Chciał, żeby Butler udał się na konwencję Legionu Amerykańskiego i wygłosił przemówienie, które napiszą, potępiając prezydenta za usunięcie dolara z systemu waluty złotej. Liczy się tylko to, że Butler powiedział: "Spadaj".

Po części film Russella powtarza prawdziwą historię. Scenariusz ubarwia ją jednak i dopowiada pewne wątki, których w rzeczywistości nie potwierdzono. Pod koniec "Amstedamu" okazuje się, że spisek został zaplanowany przez grupę biznesmenów znaną jako Komitet Pięciu. Tego typu organizacja nigdy nie istniała.

- Nie było żadnej tajnej organizacji, jak ta, która czaiła się po kątach, mordując ludzi. W filmie stworzono nieprawdziwą klikę cieni. To znaczy, możliwe, że ktoś został przez kogoś zamordowany, ale nie wydarzyło się to w ramach żadnego zapisu historycznego.

Twórcy poszli więc w kierunku uatrakcyjnienia historii i spłycenia nieco historii faszyzmu w USA. "Amsterdam" pokazuje bowiem, że amerykańscy bogacze dali się uwieść wizji Hitlera. Katz uważa, że "Amsterdam" tym samym wybiela rodzimych faszystów, powielając przy okazji błędną narrację o utożsamianiu tej zbrodniczej ideologii jedynie z nazistami Hitlera.

- Najbardziej zirytował mnie sposób, w jaki film przedstawia to zjawisko jako rodzaj operacji kadetów niemieckich nazistów, i że chodzi jedynie o to, że bogaci Amerykanie mają po prostu ciągoty do prawdziwego nazizmu do tego stopnia, że ich topiary przystrzygane są swastykę na trawniku przed domem. Russell inscenizuje całkowicie fałszywe spotkanie, na którym przemawia Butler/Dillenbeck. Są tam chłopaki z Hitlerjugend w nazistowskich mundurach. To wizualnie i narracyjnie wzmacnia ideę, że faszyzm jest obcym europejskim zjawiskiem i że to był jedyny sposób, w jaki faszyzm kiedykolwiek wychylił łeb w Stanach Zjednoczonych.

W rzeczywistości wydarzenia związane ze Spiskiem biznesowym dotyczyły amerykańskiego faszyzmu. Chociaż zazwyczaj przedstawia się Stany Zjednoczone jako zadeklarowanego wroga nazistowskich Niemiec, przed wybuchem II wojny światowej (a nawet chwilę po) w USA było wielu zwolenników Hitlera i jego sposobu rządzenia krajem. Poza tym wiele pomysłów ze zbrodniczej ideologii Hitlera istniało od pokoleń w USA. Wystarczy, chociażby wymienić legitymizowany rasizm.

- Spisek biznesowy nie jest przykładem niemieckiego machania swastyką, noszącego mundury Hitlerjugend faszyzmu, który prawie doszedł do władzy. Spisek biznesowy pokazuje amerykańskich kapitalistów, bardzo, bardzo bogatych Amerykanów, bawiących się pewnego rodzaju autorytaryzmem, który dominował w Europie, ale także czerpał z tradycji, historii i tendencji, które istniały w Stanach Zjednoczonych.

"Amsterdam" nie wykonał więc swojego zadania należycie, bo chociaż przesłanie jest niezwykle ważne, miałoby o wiele mocniejszy i prawdziwszy przekaz, gdyby postanowiono trzymać się faktów.

Redakcja poleca

"Amsterdam": kim był generał Butler?

Katz kwestionuje też rzekomą krystaliczną czystość Butlera, na którym był wzorowany Dillenbeck. Chociaż twórcy filmu nigdy nie twierdzili, że prawdziwy generał był moralnym wzorem do naśladowania, jego fikcyjny odpowiednik pełnił taką rolę, co w widzowi może sugerować pewien określony obraz postaci historycznej. Był odznaczonym wojskowym, ale daleko mu do postaci granej przez De Niro, brzydzącej się okrucieństwem.

- Zdobyłby te dwa Medale Honoru, (...) miażdżąc opór przeciwko amerykańskiej okupacji i inwazji na Haiti. A co do zabijania kobiet i dzieci. Był ogromną częścią sił inwazyjnych, które w Meksyku w 1914 roku zabijały głównie kobiety i dzieci. Prawie wszystkie te odznaczenia pochodziły z miejsc, do których Butler jeździł i miażdżył demokrację.

Nie powinno więc dziwić, dlaczego zdecydowano się opłacić Butlera, by stał się twarzą obalenia Roosvelta.

- Powodem, dla którego Spisek biznesowy był w ogóle do pomyślenia, był fakt, że wszyscy ci potężni ludzie, którzy byli, rzekomo lub bardziej prawdopodobnie, zaangażowani w tę sprawę – w tym Smedley Butler, który w końcu odwrócił się od nich na pięcie – robili takie rzeczy na całym świecie. To była próba odbudowy Amerykańskiego imperium i tak naprawdę tak wygląda to dzisiaj.

Film poszedł oczywiście w kierunku lekko bajkowej komedii kryminalnej, więc nic dziwnego, że pojawia się w nim wiele skrótów fabularnych i charakterologicznych. Dziwi jednak, że twórcy mieli do dyspozycji opowieść o potężnym przesłaniu, którą postanowili przykryć opowiastką o dwójce weteranów z marginesu społecznego, którzy przypadkowo pokrzyżowali plany zniszczenia demokratycznej wizji USA.

RadioZET.pl/Los Angeles Times