Obserwuj w Google News

Kinga Preis: "Dzisiejsze czasy są dla mnie dużo bardziej dramatyczne od czasów PRL-u" [WYWIAD]

8 min. czytania
27.08.2021 10:11
Zareaguj Reakcja

Kinga Preis to jedna z najbardziej lubianych i cenionych aktorek w Polsce. W szczerym wywiadzie, którego udzieliła nam w związku z premierą filmu "Zupa nic" Kingi Dębskiej, opowiada o swojej nowej roli, mówi o urokach dzieciństwa i mrokach dzisiejszych czasów, a także zachęca do szczepień.

Kinga Preis wywiad Zupa nic
fot. Kinga Preis na uroczystej premierze filmu "Zupa nic"/TRICOLORS/EAST NEWS

Natalia Hluzow: "Zupa nic" opowiada o dzieciństwie w epoce PRL-u. Pani również dorastała w tamtych czasach. Czy odnalazła Pani w tym filmie swoje wspomnienia z najmłodszych lat?

Kinga Preis: Myślę, że tak. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam "Zupę nic" już zmontowaną, dostrzegłam w niej ten rodzaj dziecięcego otwarcia na wszystkie przygody, który jest dany tylko osobom w tym wieku. To poczucie, że nieważne są wszystkie przeszkody – wtedy akurat polityczne – ale i życiowe, bo dzieci w tym wieku po prostu cieszą się życiem. To odnalazłam w tym filmie z własnego dzieciństwa. I też tę konieczność dochrapywania się do najmniejszych rzeczy, które potrafiły nas potem naprawdę ucieszyć. A jeśli chodzi o konkretne meble i tym podobne rzeczy? Miałam malucha. To znaczy, oczywiście, moi rodzice mieli. Malucha białego, nie pomarańczowego jak w filmie, który nam towarzyszył jeszcze długo, długo – to też na pewno jest rzeczą wspólną.

A tytułowa "Zupa nic"?

A tytułowa "Zupa nic" nie jest moim smakiem. (śmiech) Ale to tylko dlatego, że to jest taki budyniowo-waniliowy, słodki smak, a ja dużo bardziej lubię wszystkie pikantne rzeczy. Ale nasze dzieciaki [Barbara Papis i Alicja Warchocka, odtwórczynie ról Marty i Kasi – przyp. red.] się nią objadały, naprawdę, i bardzo żeśmy je podziwiali, jak już przy dziesiątym dublu, kiedy trzeba było dalej z zapałem jeść tę zupę okropnie słodką, z cukrem i jeszcze ubitym białkiem do tego, to one to robiły. Ale to były takie dzieci, które oddawały temu projektowi siebie w całości. Kompletnie niezmanierowane, że tak to nazwę, złym aktorstwem. Tylko takie, dla których to była taka sama przygoda, jak każda inna zabawa z dzieciństwa.

No właśnie miałam o to zapytać – jak się współpracuje z dziećmi? Czy to jest trudne grać z takimi nieopierzonymi aktorami?

Ja myślę, że gdy zada Pani takie pytanie większości aktorów – czy trudno grać z dziećmi – to oczywiście każdy aktor powie, że tak jest. Bo jak dzieci są dobrze dobrane, to są po prostu bardzo naturalne. Tak samo wygląda gra ze zwierzętami. I to jest zawsze zabawna rzecz, że aktor wymyśli sobie postać, wykreuje swojego bohatera, a obok niego na sekundę stanie dziecko lub pies i to zawsze będzie dużo bardziej atrakcyjne, niż aktor z wymyślonym od początku do końca imagem.

Ale te dziewczyny były świetne, bo są takimi bardzo prawdziwymi dziećmi, które nie mają kłopotu z tym, jakie są, jak wyglądają, w co są ubrane, tylko po prostu potrafią się cieszyć z bycia razem. Naprawdę niewiele razy na swojej drodze zawodowej spotkałam takie dziewuchy jak te, które miały świetnych, wspaniałych, czułych wobec nich i całej ekipy filmowej rodziców; które wyniosły z domu pewne zasady takiej pokory i stosowały je na planie. A to się rzadko zdarza, bo naprawdę czasem trudno nawet w wieku dorosłym o takich rzeczach marzyć.

Tak, tutaj widać, że te dziewczynki się świetnie rozumieją ze sobą na planie i fajnie się ze sobą czują. Ten film też bardzo pięknie wpisuje się we współczesny trend ciałopozytywności, bo nie kreuje jakiegoś wyidealizowanego obrazu dorastających dziewcząt. Ukazuje je takimi, jakie są naprawdę.

Tak. One są piękne, bo są normalne. Nie myślą o tym, żeby wciągać brzuch czy nie zjeść słodkiego. Po prostu są dzieciakami. Są dzieciakami właśnie takimi, jakie ja wspominam sprzed 30 lat, czyli takimi, które nie zamknęły się w świecie komputera, telefonu, internetu… To są dzieci, które chętnie rozmawiają, które mają potrzebę przytulenia się i bliskości, i które mają poczucie własnej wartości, bez względu na to, w co są ubrane i jak my na nie patrzymy.

Ten film jest przede wszystkim o relacjach. Jak Pani ocenia te relacje małżeńskie granej przez Panią Eli i Tadka, czyli rodziców dziewczynek?

Ja uważam, że one są wspaniałe. Są właśnie takie pełne napięć i prawdziwych emocji – że jak Ci ludzie się sprzeczają i kłócą, to cały blok o tym wie. Ale jak się kochają, to poszliby za sobą w ogień. Nie ma w tej relacji niczego wydumanego i takiego na pokaz. Wszystko, co w sercu, to od razu w emocjach i na języku, i w czynach, i w gestach… I to jest świetne. To nie jest para, która jak się pokłóci, to się przez tydzień do siebie nie odzywa. Tu nie ma takiej możliwości. W tym domu kipi od emocji – i tych dobrych, i tych złych – ale one są bardzo czytelne i bezpieczne. I chyba nie ma wątpliwości, że Ci ludzie naprawdę się kochają.

Oglądaj

A gdzie szukała Pani inspiracji, żeby zbudować postać Elżbiety?

Dla mnie zwykle największą inspiracją jest scenariusz. I on rzeczywiście był dobrze, mądrze i tak bardzo "ludzko" napisany. Tak blisko człowieka. W związku z tym nie trzeba było wymyślać i nakładać na to działań o nie wiadomo jakiej skali skomplikowania, ani się do tego jakoś nadmiernie przygotowywać. Myśmy oczywiście bardzo dużo rozmawiali o tych czasach. O tym, jakie każdy z nas miał doświadczenia. Ale dla mnie tym pierwszym źródłem inspiracji jest scenariusz; drugim – wspaniały reżyser, który niesie, który podpowiada, który inspiruje; a trzecim jest właśnie partner. I tutaj wszyscy, z którymi miałam szansę i zaszczyt zagrać – od Ewy Wiśniewskiej, przez Adasia Woronowicza i wspaniałe córki [Basię Papis i Alicję Warchocką], po Kasię Kwiatkowską i Rafała [Rutkowskiego], i Przemka [Bluszcza] – to wszystko są znakomici aktorzy, przy których chce się tylko stać, patrzeć i spijać im z ust, jak oni grają, i się do tego dopasowywać.

Wspomniała Pani o "wspaniałym reżyserze". To nie była Pani pierwsza współpraca z Kingą Dębską. Dlaczego lubi Pani z nią pracować?

Wiem, że teraz epatuje się tym słowem, ale nie uważam, by przesadą było powiedzenie, że jest nieprawdopodobnie kobiecą reżyserką. I nie ma w tym żadnej mojej negacji. Jest tylko uwielbienie dla jej wrażliwości, spontaniczności, ogromnego przeżywania tego, w czym bierze udział, pomagania aktorowi w taki właśnie bardzo czuły i emocjonalny sposób. To nie jest wyrachowany reżyser, który coś sobie wymyśli i w te tryby usiłuje wcisnąć aktorów. To jest bardzo otwarta kobieta, która czujnym okiem patrzy na propozycje aktorskie, ale też bardzo wspiera swoimi wskazówkami. Ale właśnie w ten sposób, że to przeżywa, a nie że sobie coś wydumała. Na pewno tak jest, że się wcześniej świetnie technicznie przygotowuje, ale już na planie ja spotykam osobę, która potrafi się śmiać w trakcie ujęcia i potrafi się wkurzać, i która o tym mówi od razu, przepuszczając to przez swoją wrażliwość. Ja to bardzo cenię.

I to widać, bo te autentyczne emocje przenoszą się też potem na ekran. Ale teraz chciałabym już zostawić sam film i porozmawiać jeszcze o Pani aktorskich preferencjach. Pani rola w "Zupie nic" jest lekka, komediowa – czy czuje się Pani lepiej w takich właśnie rolach czy raczej woli Pani role ciężkie, dramatyczne?

Nie mam czegoś takiego. Myślę, że taki płodozmian jest zawsze dla aktora bardzo cenny i ja oczywiście lubię się śmiać i żartować, i w takim filmie być. Ale gdybym miała szanse grać tylko tego typu postaci czy występować tylko w komediach, czy tylko w dramatach, to każda ta konwencja by mi się znudziła. I myślę, że znudziłaby się przede wszystkim widzowi. Więc myślę, że dla aktora jest bardzo istotne to, że może się zmieniać. Może się zmieniać fizycznie i niejako psychicznie (w postaciach, które gra), i może pracować z ilomaś reżyserami, i za każdym razem coś u tych reżyserów dla siebie znajdzie. Ja trafiam na swojej drodze zawodowej na tak skrajnie inne temperamenty, osoby, tematy, którymi się te osoby zajmują, że nie narzekam na nudę. A w związku z tym, że te propozycje wymagają ode mnie mobilizacji i szukania, to w konsekwencji jest to – mam nadzieję – też ciekawe dla widza.

Jak najbardziej. A czy ma Pani taką swoją wymarzoną rolę? Czy chciałaby Pani zagrać na przykład…

Calineczkę? (śmiech) Nie!

Miałam bardziej na myśli – na przykład seryjną morderczynię?

Wie Pani co, to zwykle jest tak, że pomimo naszej niechęci do szufladkowania aktora, to jak już nie daj bóg coś mu się uda lepiej zagrać, to wpada w takie tory oczekiwań. Bo tak jest najprościej i najkrótszą drogą – aktor to dobrze zagrał, to teraz idźmy właśnie w tę stronę i wykorzystajmy te jego umiejętności. Patrząc na to, śmieję się zawsze, że oczywiście chciałabym zagrać jakąś seksbombę z bronią. I żeby to był mocny film akcji. I to za kolosalne pieniądze – żeby to był budżet na miarę Jamesa Bonda. To byłoby prawdziwe wyzwanie! No ale to każdy aktor o tym marzy. Więc tak – naprawdę zagrałabym w filmie akcji. Ale podejrzewam, że może nie być mi to dane. (śmiech)

Kto wie, kto wie… (śmiech) Tymczasem porozmawiajmy o bliższej przyszłości – 27 sierpnia do kin trafi "Zupa nic". A potem? Gdzie Panią zobaczymy?

We wrześniu wracam do pracy w serialu "Ojciec Mateusz". W październiku zaczynam zdjęcia do nowego serialu Canal Plus. Mam też pewne plany filmowe, które wiążą się – jak to w Polsce – z niepewnymi finansami, więc póki co szczerze sekunduję tym pomysłom, ale zobaczymy, jak to będzie. Zobaczymy też, czy kolejna fala, którą mamy w perspektywie, czy ona w ogóle będzie i czy znów popsuje szyki ludziom w życiu, a nam w naszej pracy. Mam nadzieję, że tak nie będzie i że wszyscy się dzielnie i karnie zaszczepimy. Ja to zrobiłam z całą rodziną i do tego zachęcam.

No i bardzo pięknie! A skoro już jesteśmy w temacie współczesności… Oglądając ten film, miałam takie przemyślenie, że – oczywiście – są w nim pokazane trudne momenty, szczególnie jeśli chodzi o historię, ale mimo wszystko on jest lekki, nostalgiczny, sympatyczny. Czy myśli Pani, że za trzydzieści czy czterdzieści lat ktoś będzie mógł o naszych czasach nakręcić taki film i pośmiać się z tego, co się dzieje teraz?

Trudno mi tak wyrokować. Dla mnie te czasy, które są teraz, z mojej perspektywy osoby dojrzałej, oczywiście są dużo bardziej dramatyczne. Oczywiście, ja rozumiem, że ta potrzeba wolności, która wtedy była w ludziach, była ogromna. I pewnie my, będąc dziećmi, po prostu aż tak jej nie doświadczaliśmy, tak nie pragnęliśmy i tak nie zauważaliśmy. A teraz mam ogromny dyskomfort w związku z tym, że po trzydziestu latach dochodzenia do tej wolności, tę wolność odbiera mi się krok po kroku. I to w taki przekupny, w taki sprzedajny sposób. Jestem tym co najmniej przerażona. Wielu osobom może się wydawać, że nic się nie dzieje, bo właśnie jesteśmy pozbawiani tej wolności tak niezauważalnie – krok po kroku, centymetr po centymetrze… Ale środki, przy użyciu których teraz wprowadza się takie rzeczy, są – mam wrażenie – dużo ostrzejsze, dużo brutalniejsze niż kiedyś. Bardzo mi się to nie podoba i jestem zwolenniczką tego, żebyśmy się wszyscy ogarnęli i nie zabierali sobie tej wolności albo przynajmniej dali sobie nawzajem możliwość korzystania z tej wolności w taki sposób, w jaki każdy z nas jej pragnie. Jestem za niesegregowaniem nas, nienapuszczaniem jednych na drugich. Jestem za daniem możliwości wyboru. I z tym bym chciała ludzi zostawić.

A ja bym chyba chciała zobaczyć taki obraz, jak w tym filmie…

Że to się wszystko dobrze skończy? (śmiech)

Tak. By było tak jak w "Zupie nic" – że ktoś należy do partii, ktoś do opozycji, ale można usiąść przy jednym stole…

Tak. I możemy się przy tym jednym stole nawet o to pokłócić, ale nie należy tej możliwości wyboru komukolwiek odbierać.

Oglądaj

"Zupę nic" można oglądać w kinach w całej Polsce od 27 sierpnia 2021 roku. Zachęcamy do zapoznania się z naszą recenzją filmu.

"Zupa nic", reż. Kinga Dębska: Świat prosty i czysty jak pierwsze kochanie [RECENZJA]

RadioZET.pl

Polskie filmy i seriale XXI wieku, które stały się międzynarodowymi hitami [GALERIA]