Tarantino zaskoczył fanów. Reżyser niespodziewanie pokazał 17 minut nowego filmu
Quentin Tarantino zaskoczył fanów podczas festiwalu filmowego w Los Angeles. Twórca „Pulp Fiction” pokazał 17 minut długo wyczekiwanej kontynuacji „Pewnego razu... w Hollywood”, w której Brad Pitt ponownie wciela się w Cliffa Bootha. Za kamerą stanął tym razem David Fincher.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie niespodzianki przygotował Tarantino podczas festiwalu w Los Angeles.
- Kto odpowiada za reżyserię kontynuacji „Pewnego razu... w Hollywood”.
- Który bohater doczekał się kontynuacji i jakie są jego nowe losy.
- Dlaczego Tarantino zrezygnował z reżyserii nowej produkcji.
Co podczas festiwalu filmowego w Los Angeles pokazał Quentin Tarantino?
Quentin Tarantino zrobił fanom niespodziankę, na którą nie byli przygotowani. Podczas festiwalu filmowego w Los Angeles zaprezentował aż 17 minut długo wyczekiwanej kontynuacji „Pewnego razu... w Hollywood”. Choć tym razem nie zasiadł na fotelu reżysera, jego wkład w produkcję jest ogromny. Scenariusz okazał się tak obszerny, że – jak zdradził David Fincher – mógłby posłużyć za podstawę dwóch filmów.
Rozwiąż quiz, w którym pytamy o teksty z filmów Tarantino. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Najlepsze teksty z filmów Quentina Tarantino. Pamiętasz, skąd pochodzą?
Na tegorocznym AFI Fest, organizowanym przez Amerykański Instytut Filmowy, pojawił się sam Quentin Tarantino. Podczas spotkania z publicznością w formule Q&A w TCL Chinese Theatre w Hollywood twórca postanowił zrezygnować z długich opowieści o swoim najnowszym projekcie i zamiast tego pokazać zgromadzonym coś wyjątkowego. Na ekranie wyświetlono aż 17 minut kontynuacji jego głośnego filmu, wzbudzając zainteresowanie fanów, którzy od dawna czekają na kolejne przygody jednego z bohaterów.
O czym opowiada fabuła „Pewnego razu... w Hollywood"?
Tarantino od lat powtarza, że zamierza zrealizować zaledwie dziesięć filmów. Dziewiąty z nich, „Pewnego razu... w Hollywood”, trafił do kin w 2019 roku i zdobył dwa Oscary. Produkcja była nie tylko hołdem dla Fabryki Snów końca lat 60., lecz także sentymentalną podróżą do czasów kina klasy B, spaghetti westernów i przemian kulturowych, które na zawsze odmieniły amerykańskie społeczeństwo.
W centrum opowieści znaleźli się Rick Dalton ( Leonardo DiCaprio), aktor próbujący odnaleźć się w zmieniającym się Hollywood, oraz jego wieloletni dubler Cliff Booth (Brad Pitt). Na drugim planie rozgrywały się wydarzenia związane z kontrkulturą, sektą Charlesa Mansona, Sharon Tate i Romanem Polańskim, a także postacią Bruce'a Lee. Tarantino połączył fikcję z prawdziwymi wydarzeniami, tworząc charakterystyczną dla siebie opowieść o świecie kina, sławie i końcu pewnej epoki.
Szczególną sympatię widzów zdobył Cliff Booth, którego Brad Pitt zagrał z typowym dla siebie luzem i charyzmą. Rola przyniosła aktorowi pierwszego w karierze Oscara za występ drugoplanowy. Nic więc dziwnego, że właśnie ten bohater doczekał się własnej kontynuacji. W czasach, gdy Hollywood coraz chętniej wraca do sprawdzonych historii i znanych postaci, nowe perypetie Bootha mogą okazać się jedną z ciekawszych premier.
„Dalsze perypetie Cliffa Bootha” mają trafić do kin IMAX 24 listopada, a 23 grudnia zadebiutować na Netfliksie. Za projekt odpowiada David Fincher, podczas gdy Tarantino skupił się na napisaniu scenariusza. To istotna różnica w porównaniu z poprzednią częścią, którą reżyserował osobiście.
Dlaczego Tarantino nie stanął za kamerą?
Nowa produkcja nie zostanie zaliczona do zapowiadanej przez Tarantino dziesiątki filmów. Powód jest prosty: tym razem twórca „Pulp Fiction” nie objął stanowiska reżysera, powierzając je Davidowi Fincherowi. Sam przygotował jednak rozbudowany scenariusz, który ponownie przenosi widzów do świata Hollywood i pozwala śledzić dalsze losy Cliffa Bootha.
Bohater nie jest już wyłącznie kaskaderem. Kończy karierę w tej profesji, pracuje jako barman i kinooperator, a jednocześnie pozostaje człowiekiem, do którego hollywoodzkie gwiazdy zwracają się w trudnych sytuacjach. Jego rola wykracza więc poza świat filmowych planów – Booth pomaga rozwiązywać problemy, z którymi inni woleliby nie mieć do czynienia.
O skali przedsięwzięcia opowiedział David Fincher w rozmowie z magazynem „Empire”. Reżyser ujawnił, że musiał usunąć ze scenariusza aż 60 stron. Pierwsza wersja tekstu liczyła bowiem imponujące 230 stron. „To był materiał na dwa filmy” – komentował Fincher. Tak obszerny scenariusz pokazuje, jak rozbudowana była wizja Tarantino. Jednocześnie praca nad nim wymagała selekcji materiału, aby nadać historii odpowiednie tempo i formę. Dla widzów pozostaje pytanie, jak wiele z pierwotnego pomysłu ostatecznie trafiło na ekran.
Co wiadomo o kontynuacji hollywoodzkiego hitu?
W „Dalszych perypetiach Cliffa Bootha” ponownie zobaczymy Brada Pitta, który wraca do roli nagrodzonej Oscarem. Towarzyszyć mu będzie międzynarodowa obsada, w której znaleźli się między innymi Elizabeth Debicki, Scott Caan, Carla Gugino, Yahya Abdul-Mateen II i Peter Weller. W filmie wystąpią również Matt Groove, JB Tadena, Corey Fogelmanis oraz Karren Karagulian.
Kontynuacja „Pewnego razu... w Hollywood” została zapowiedziana już w 2024 roku. Początkowo Tarantino sam rozważał jej wyreżyserowanie, ale ostatecznie zmienił plany. Za kamerą stanął David Fincher, znany z takich produkcji jak „Podziemny krąg”, „Siedem” czy „Zaginiona dziewczyna”.
Podczas spotkania w Hollywood Tarantino nie zamierzał jednak zdradzać zbyt wiele szczegółów fabuły. Zamiast tego postawił na konkretną niespodziankę dla zgromadzonych widzów. „Mógłbym opowiedzieć parę słów o tym filmie, ale wolę po prostu pokazać wam pierwsze 17 minut produkcji” – rzucił do publiczności.
Ten gest wystarczył, by ponownie rozbudzić zainteresowanie projektem. Połączenie scenariusza Tarantino, reżyserii Finchera i powrotu Brada Pitta do jednej z najbardziej lubianych przez widzów ról sprawia, że oczekiwania wobec filmu są wysokie. Pozostaje przekonać się, czy nowe przygody Cliffa Bootha dorównają atmosferze i wyjątkowemu stylowi poprzedniej części.
Te filmy zdobyły najwięcej Oscarów w historii. Polacy je uwielbiają
Źródło: Radio ZET/Kultura Gazeta