Zagrał Łukasza w „M jak miłość” i nagle zniknął. Nikt nie wiedział, że choruje

2 min. czytania
13.11.2024 10:08
Obserwuj nas na Google

Franciszek Przybylski przez 6 lat wcielał się w Łukasza Wojciechowskiego w serialu „M jak miłość”. Swoją przygodę z hitem Dwójki zakończył jako nastolatek, jednak nie oznaczało to, że zupełnie żegna się z branżą. Dziś ma 30 lat i doskonale odnajduje się… po drugiej stronie kamery. Od czasu do czasu wraca także wspomnieniami do początków swojej pracy zawodowej i przygody na planie popularnego serialu. Dopiero niedawno zdradził, że z aktorstwa zrezygnował z powodu choroby.

Franciszek Przybylski i Dominika Ostałowska
fot. Screen, YouTube

Dzięki „M jak miłość” zyskał sympatię milionów widzów

Choć „M jak miłość” dziś wciąż cieszy się ogromną popularnością, na początku lat 2000. było prawdziwym telewizyjnym hitem, bijącym wszelkie rekordy oglądalności. To właśnie wtedy w roli Łukasza, syna Marty i Norberta, mogliśmy oglądać Franciszka Przybylskiego. Chłopiec dołączył do obsady, mając zaledwie 7 lat. „Od 7. do 13. roku życia, ‘M jak miłość’ towarzyszyło mi dzień w dzień. Bycie przed kamerą, ale i w centrum uwagi sprawiało mi wielką przyjemność” – opowiadał jakiś czas temu w jednym z postów na Instagramie.

Z pracy w serialu jednak ostatecznie zrezygnował, a jego miejsce zajął Adrian Żuchewicz, którego później zastąpił Jakub Józefowicz. Przybylski kilka lat później wystąpił jeszcze w „Galeriankach” i na dobre zniknął z ekranów. Dopiero tuż przed 30. urodzinami zdecydował się  wyznać, co tak naprawdę skłoniło go do podjęcia tej decyzji.

Quiz: Jeden serial, trzy słowa. Odgadną tylko prawdziwi serialomaniacy

1/13 Stark, Winterfell, Bran

Dziecięcy gwiazdor „M jak miłość” mierzył się z chorobą

Praca na planie „Emki”, mimo że przyniosła mu sporo frajdy, w pewnym momencie zaczęła mieć również ciemne strony. Występy w telewizji mocno odbiły się na relacjach dorastającego chłopca z rówieśnikami. „Inne dzieci mi zazdrościły lub twierdziły, że myślę, że jestem lepszy od nich. bo gram w serialu. Nie myślałem tak. Ale ponieważ one i ich rodzice często tak myśleli i to mówili, to ja sam zacząłem wierzyć w to, że tak jest. Czułem się winny temu, że ktoś czuje i myśli, że jest ode mnie 'gorszy'" – opisywał Przybylski.

 

Poczucie winy i ciągłe przytyki wpłynęły negatywnie na psychikę nastolatka. Chłopiec po kilku latach pracy na planie serialu powiedział „dość” i skupił się na sobie. Rozpoczął terapię, która, jak twierdzi, pomogła mu przepracować przykre doświadczenia z przeszłości i ułatwiła funkcjonowanie. „Lata terapii i leczenia pozwalają mi powiedzieć głośno: 'Moja chęć bycia super nie oznacza mojej chęci bycia lepszym od Ciebie'” – dodał.

U aktora zdiagnozowano poważną chorobę, dystymię – depresję nerwicową, która jest rodzajem długotrwałej, przewlekłej depresji. Dzięki terapii i wsparciu bliskich, dziś Franciszek Przybylski może realizować swoją wielką pasję. Choć nie gra już w serialach, wciąż pracuje w branży. Jest reżyserem oraz operatorem kamery i od lat współpracuje m.in. z Janem Holoubkiem. Panowie spotkali się m.in. na planie „Wielkiej wody”, „Rojst’97”, a niedawno podczas realizacji zdjęć do filmu „Doppelganger. Sobowtór”.

Źródło: Radio ZET/Onet/Super Express