Zagrała w największych arcydziełach polskiego kina. Jedna rola zniszczyła jej życie
Choć nazwisko Grażyny Staniszewskiej może nie brzmieć znajomo, z pewnością jej twarz znają miliony Polaków. To ona bowiem wcieliła się w Danusię w filmie „Krzyżacy” Aleksandra Forda, najbardziej dochodowej i uznawanej za arcydzieło polskiej produkcji z 1960 roku. Kreacja w hicie PRL, jak sądziło wielu, miała nie tylko uczynić z niej największą gwiazdę rodzimego kina, ale i stać się trampoliną do kolejnych wielkich ról. I rzeczywiście, Staniszewska cieszyła się ogromną popularnością, ale na nowe, ciekawe propozycje musiała czekać aż kilkanaście lat. Nigdy nie udało jej się pozbyć „łatki Danusi”.
- Grażyna Staniszewska była cenioną polską aktorką filmową i teatralną.
- Największa popularność przyniosła jej rola Danusi Jurandówny w „Krzyżakach”.
- Mimo ogromnej sławy i sympatii widzów, aktorce nie udało się już stworzyć kolejnej filmowej kreacji, dzięki której mogłaby powtórzyć sukces z początków kariery.
Występ w „Krzyżakach” pogrzebał jej karierę
O takim początku kariery zapewne nawet nie śniła. Grażyna Staniszewska miała 24 lata, kiedy została wytypowana do głównej roli kobiecej w ekranizacji „Krzyżaków” w reżyserii Aleksandra Forda. Młoda aktorka, która co prawda zaliczyła już ekranowy debiut (zagrała m.in. w „Krzyżu walecznych” i „Popiele i diamencie”), zapewne nie spodziewała się, że to właśnie na nią spadnie ten zaszczyt. Reżyser szukał jednak nowych, mało opatrzonych twarzy, dlatego artystka idealnie pasowała mu do roli Danusi Jurandówny. Ten sam klucz obowiązywał zresztą przy doborze aktora do głównej roli męskiej – Zbyszka z Bogdańca grał Mieczysław Kalenik.
„Wydawało się po premierze ‘Krzyżaków’, że świat legł u naszych stóp. Lecz, jak to się często zdarza w aktorskim życiu, olbrzymia popularność obróciła się przeciw nam. Trudno uwierzyć, ale po filmie Forda nie dostałem już naprawdę interesującej roli. Podobnie było z Grażyną” – wspominał artysta w swoim „Wspomnieniu do albumu”.
Quiz: Ikony PRL. Poznasz ich wszystkich po zdjęciu? Polacy już dziś nie pamiętają
I rzeczywiście, kiedy widzowie tłumnie gromadzili się w kinach (rekord oglądalności sięgnął imponujących 33 milionów widzów), a krytycy zachwycali się rozmachem produkcji, talentem Forda i wspaniałą obsadą, na czele ze Staniszewską i Kalenikiem, aktorzy obserwowali te wydarzenia z dość dużą rezerwą. Szybko stało się bowiem jasne, że występ w „Krzyżakach” zamiast pomóc, zaszkodził ich karierze.
Skupiła się na teatrze
Grażyna Staniszewska, czekając na kolejne filmowo-serialowe role, zdecydowała się poświęcić teatrowi. W jej dorobku znajdziemy wiele wybitnych kreacji, jednak aktorka z rozczarowaniem wspominała, że nigdy nie zdołała zaprezentować na scenie pełni swojego talentu i zerwać z wizerunkiem Danusi z wielkiego hitu Forda. Świat filmu przypomniał sobie o niej dopiero po 13 latach od pamiętnego występu. Zagrała wtedy drugoplanową rolę w dramacie Janusza Majewskiego „Zazdrość i medycyna” i… ponownie zniknęła z ekranów. Widzowie w kinie mogli ją później oglądać jeszcze raz – w 1989 roku w filmie „Lawa” Tadeusza Konwickiego.
Jej zmarnowanego talentu przez wiele lat najbardziej żałował filmowy Zbyszko, czyli Mieczysław Kalenik. Artysta raz za razem powtarzał, że Staniszewska była jedną z najlepiej zapowiadających się polskich aktorek. Ona z czasem pogodziła się z tym, jak potraktowała ją branża. „Najbliższe są mi role żony, matki, babci i widza, bo jestem z gatunku tak zwanych kur domowych” - wyznała przy okazji swoich 80. urodzin. Zmarła rok później – 4 marca 2018 roku.
Źródło: Radio ZET/Onet/Interia Film