To kolejny polski akcent na Oscarach, ale wszyscy o nim zapomnieli! Może wygrać
Czy animacja o porcelanowych figurkach może wywalczyć Oscara? Wiele na to wskazuje. "Wojna porcelanowa" to coś więcej, niż zwykła animacja. To opowieść o sile obywateli Ukrainy, którzy znaleźli się w przerażających okolicznościach. Choć figurki zostały stworzone w Ukrainie, "Wojna porcelanowa" nie powstałaby bez wsparcia Polaków.
- "Wojna porcelanowa" to opowieść o agresji Rosji na Ukrainę.
- Animowany film powstał dzięki uporowi dwóch ukraińskich artystów.
- Produkcja "Wojny porcelanowej" odbyła się w Polsce.
Czy opowieść o figurkach jest godna Oscara?
"Wojna porcelanowa" powstała dzięki kilku, porcelanowym figurkom. Ich autorem jest Slava Leontyev, były wojskowy, który w 2014 r. wyjechał z Krymu po anektowaniu go przez wojska Władimira Putina i zamieszkał w Charkowie, gdzie wypala figurki. Charakter mini rzeźbom nadaje jego żona Anya, która maluje na nich fantazyjne wzory. W 2022 roku świat Slavy ponownie stanął w miejscu. Rosja rozpoczęła agresję na Ukrainę, a na bezpieczny dotychczas Charków zaczęły spadać bomby. Mimo realnego zagrożenia życia Slava Leontyev nie wyłączył pieca, w którym wypalał swoje figurki. Zamiast tego wykorzystał je, aby opowiedzieć historię Ukrainy.
Quiz: Polska sztuka. Najsłynniejsze obrazy, artyści, muzea
26 lutego 2022 roku para opublikowała na Facebooku zdjęcie figurki zająca stojącej w śniegu. To jednak opis fotografii wzbudzał ogromne emocje. Artyści napisali w nim: "Ta radosna figurka została sfotografowana w ostatni dzień pokoju przed rosyjską inwazją. To może być nasze ostatnie dzieło. Miejsce, w którym wykonano to zdjęcie, zostało już zniszczone i zajęte przez rosyjskie wojska. Nasze miasto jest obecnie ostrzeliwane przez rosyjskie rakiety, cywile giną. Prosimy, pomóżcie Ukrainie się bronić! Każdy, kto może wpłynąć na swój rząd – prosimy, apelujcie do NATO o zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. Rosjanie nie mogą nas zabijać bez swoich samolotów. Każdy, kto chce wesprzeć finansowo – prosimy, zróbcie to tutaj".
Teraz "Wojna porcelanowa" ma szansę na Oscara. Film został nominowany w kategorii "Najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny". Oprócz niego o najważniejszą statuetkę w świecie filmowym zawalczą "Dzienniki Black Box", "Nie chcemy innej ziemi", "Ścieżka dźwiękowa zamachu stanu" oraz "Sugarcane: rozliczenie z przeszłością".
"Każda wojna jest brzydka"
Slava Leontyev nie ukrywa bolesnych przeżyć, które spotkały go w związku z agresją Rosji na Ukrainę. W rozmowie z Brendanem Bellomo, bazującym w USA reżyserem, który nakręcił "Wojnę porcelanową", twórca figurek powiedział: - Każda wojna jest brzydka. Zawsze wygląda tak samo: masa zniszczeń, dym, ciała, śmierć. Widzieliśmy te obrazki już w tak wielu filmach. My więc pokażmy piękno. Piękno naszego ducha, naszego kraju. O niego w końcu walczymy.
Transport sprzętu filmowego z Los Angeles do Ukrainy był szalenie trudny. Kamery poleciały najpierw do Nowego Jorku, a następnie, samolotem z pomocą humanitarną, trafiły do Polski. Sprzęt filmowców podróżował między lekami, żywnością długoterminową czy przedmiotami dla wojska. Problemem było także znalezienie miejsca, w którym bezpiecznie można byłoby nakręcić film. Ostatecznie twórcy znaleźli dobre rozwiązanie.
Gdzie nakręcono "Wojnę porcelanową"?
Ze względu na trwające w Charkowie walki nakręcenie tam filmu byłoby praktycznie niemożliwe i skrajnie niebezpieczne. Brendanem Bellomo oraz jego żona, producentka filmowa Aniela Sidorska szukali więc studia, w którym nad głowami nie latałyby bomby. Takim miejscem okazało się Studio BluBlu. Jędrzej Skrzypczyk, dyrektor kreatywny BluBlu i reżyser animacji w "Wojnie porcelanowej", powiedział w rozmowie z "Wyborczą": - Propozycja przyszła ze Stanów Zjednoczonych. Aniela Sidorska, producentka filmu i żona Brendana Bellomo, najpierw szukała studia w Ukrainie, ale z uwagi na toczącą się wojnę było to szalenie trudne. Stąd Polska.
Od razu zabraliśmy się do pracy. Pierwszy miesiąc to faza eksperymentu. Sprawdzaliśmy, czy jesteśmy w stanie odtworzyć bardzo charakterystyczny styl Anyi, jej kreskę, szczegóły maleńkich figurek, wypustki, kropki. Dopiero potem ruszyliśmy z produkcją animacji, a właściwie trzech mikrofilmów. Historię Ukrainy opowiedzieliśmy przez pryzmat ślimaka niosącego na sobie swój dom, sowy funkcjonującej w realiach dzisiejszej wojny i pegaza, idyllicznie zwiastującego pokój i wolny, niepodległy kraj. Porcelanowe zwierzęta były naszym płótnem. Ich kształt wymuszał na nas sposób konstrukcji opowieści. Historię opuszczania Krymu i uchodźczej podróży przedstawiliśmy spiralnie, na traconej, pękającej muszli. Obraz nowej Ukrainy tkamy z kolei z dywanu, który wcześniej spruł pies Frodo. Zupełnie tak, jakbyśmy nadpisywali kolejny rozdział, konstruowali go ze strzępków tego, co pozostało po wojnie.
W ciągu roku pracy animatorzy stworzyli kilka tysięcy klatek, z których powstała sześciominutowa animacja. W filmie rzeźbiarz mówi; "My jesteśmy zwykłymi ludźmi. Tylko żeśmy się znaleźli w niezwykłych okolicznościach". Po chwili narrator dodaje, że Ukraina jest jak porcelana - łatwa do zbicia, ale nie da się jej zniszczyć.
Źródło: Radio ZET/Wyborcza