Widzowie go pokochali, a tej roli nie było nawet w scenariuszu. Zdecydował przypadek
Franciszek Pieczka miał na koncie setki ról filmowych i serialowych. Dla starszych pokoleń był przede wszystkim Gustlikiem z serialu „Czterej pancerni i pies”, młodsi natomiast kojarzą go gównie z „Rancza”, gdzie przez prawie dekadę wcielał się w Stacha Japycza. Sympatyczny senior z czasem stał się jednym z najbardziej lubianych bohaterów produkcji. Niewielu wie jednak, że tej postaci nie było pierwotnie w scenariuszu.
Franciszek Pieczka zachwycał na ekranach
To niewiarygodne, ale Franciszek Pieczka był aktywny zawodowo przez blisko… 70 lat. W ciągu tych dekad wykreował 450 ról, na zawsze zapisując się w historii polskiego kina i telewizji. Po raz pierwszy na ekranach pojawił się w 1954 roku w filmie „Kanał” Andrzeja Wajdy. Jego kariera na dobre rozkręciła się jednak dopiero w latach 60., a sława przyszła wraz z angażem do serialu „Czterej pancerni i pies”. Kiedy Telewizja Polska wyemitowała pierwsze odcinki produkcji, Pieczka z miejsca stał się ulubieńcem widzów.
Gustlik Jeleń był jednak dopiero pierwszą z kreacji, które zachwyciły publiczność. Polacy docenili aktora także za role w filmach: „Ziemia obiecana”, „Potop”, „Quo Vadis”, „Sprawa się rypła”, czy „Jańcio Wodnik”, a w XXI wieku za występ w serialu „Ranczo”, gdzie w latach 2007-2016 wcielał się w Stacha Japycza.
Quiz: Jeden serial, trzy słowa. Odgadną tylko prawdziwi serialomaniacy
Dołączył do serialu w drugim sezonie
Kiedy Robert Butter w połowie lat 2000. pisał scenariusz pierwszych odcinków „Rancza”, planował, że na słynnej wilkowyjskiej ławeczce zasiądzie tylko jeden Japycz. Mowa oczywiście o Janie Japyczu, w którego wcielał się Leon Niemczyk. Postać brata seniora – Stacha, pojawiła się dopiero w momencie, gdy okazało się, że słynny aktor poważnie zachorował. - Nikt nie przewidywał udziału Franciszka Pieczki w serialu „Ranczo" i tym bardziej w filmie fabularnym „Ranczo Wilkowyje". Pan Franciszek pojawił się zupełnie przypadkiem. Była to konsekwencja nieuleczalnej choroby, która zabierała w błyskawicznym tempie drugiego giganta polskiego filmu - Leona Niemczyka – opowiadał po latach w rozmowie z PAP reżyser „Rancza” – Wojciech Adamczyk.
Decyzja o umieszczeniu tej postaci w fabule i zaproszeniu do udziału w serialu Franciszka Pieczki okazała się strzałem w dziesiątkę. Stach Japycz szybko zyskał sympatię widzów, którzy chętnie śledzili jego perypetie. To właśnie on wypowiada ostatnie słowa w odcinku wieńczącym serię: „Co złego, to nie my. Wspominajcie nas dobrze. I na miłość Boską ludzie – lubcie się trochę bardziej”.
Źródło: Radio ZET/kultura.gazeta.pl