Miał 37 lat, gdy pierwszy raz otarł się o śmierć. Gwiazdor „Rancza” przeżył chwile grozy

2 min. czytania
08.07.2025 15:04
Obserwuj nas na Google

Bogdan Kalus jakiś czas temu podzielił się z fanami kilkoma szczegółami ze swojego życia. Serialowy Tadeusz Hadziuk z „Rancza” zdradził, że przed laty doświadczył kilku trudnych momentów. „Już drugi raz ktoś mi próbował zdmuchnąć świeczkę” – relacjonował.

Bogdan Kalus
fot. Screen, "Ranczo", TVP VOD
  • Bogdan Kalus to ceniony aktor teatralny i telewizyjny.
  • Widzowie pokochali go za rolę w hitowym „Ranczu” TVP.
  • Artysta zdradził niedawno, że ma za sobą bardzo trudne doświadczenia.

Niezapomniany Hadziuk z „Rancza”

Bogdan Kalus ma na koncie dziesiątki ról, ale miliony widzów do dziś kojarzą go głównie dzięki jednej kreacji. Aktor przez 10 lat wcielał się w Tadeusza Hadziuka, bohatera hitowego „Rancza”, czym zaskarbił sobie sympatię Polaków. Fani serialu bardzo polubili jego postać – choć Hadziuk zdecydowanie nie był wzorem męża, sprawdzał się jako doskonały towarzysz biesiad na wilkowyjskiej ławeczce.

Rola w przeboju TVP, choć uczyniła z niego gwiazdę, w pewnym stopniu mocno go „zaszufladkowała”. Dziś artysta rzadko pojawia się na ekranach, wciąż jednak można podziwiać jego talent na deskach teatralnych i scenach kabaretowych. „Z jednej strony gram jakieś role epizodyczne w serialach czy filmach, ale z drugiej strony dzięki temu, że stałem się aktorem popularnym, dostawałem i dostaję dużo propozycji teatralnych. Gram na tyle dużo i intensywnie w teatrze, że mam z czego żyć, co jest najważniejsze dla mnie i dla mojej rodziny. Zawsze byłem bardziej aktorem teatralnym.” – tłumaczył jakiś czas temu w rozmowie z prowadzącymi „Dzień dobry TVN”.

 

Przeżył zawał i… trzęsienie ziemi

Podczas tej samej rozmowy, lubiany aktor podzielił się także kilkoma historiami ze swojego życia prywatnego. Kalus zdradził m.in., że od dekad mocno dba o zdrowie. W wieku 37 lat przeszedł bowiem zawał serca, a wydarzenie to sprowokowało go do wprowadzenia radykalnych zmian. Artysta przeszedł na dietę, ograniczył spożywanie alkoholu, a od pewnego czasu – dla rozładowania napięcia i chwil relaksu – podróżuje do Azji. To właśnie podczas jednej z takich wycieczek doszło do kolejnej groźnej sytuacji.

„Obudziliśmy się rano, ósma z minutami. Ziemia zaczęła się trząść. Na szczęście parę lat wcześniej byliśmy w symulatorze trzęsienia ziemi w Singapurze, bo uwielbiamy jeździć do Azji. Mniej więcej wiedzieliśmy, z czym to się je. [...] Na szczęście nie było wstrząsów wtórnych. To już drugi raz ktoś mi próbował zdmuchnąć świeczkę i się nie udało” – opowiadał, wspominając swoją wyprawę na Bali.

Wojciech Olkusnik/East News
Fot.

Źródło: Radio ZET/dziendobry.tvn.pl