`

Jak kochała (się) polska szlachta? Głośna powieść wchodzi do księgarni

5 min. czytania
23.10.2024 15:18
Obserwuj nas na Google

Książka „Spowiedź szlachciców 1670. Szczera rozmowa z najgorszym królem Polski (tak, tym!)” wchodzi na rynek. Można będzie w niej przeczytać m.in. o szlachcicach, którzy mieli do pomocy chłopów, a sami spędzali dnie na biesiadach i zabawach z paniami lekkich obyczajów. Poniżej prezentujemy fragment powieści – to rozmowa pary szlachciców z królem Michałem Korybutem Wiśniowieckim.

Jak kochała (się) polska szlachta? Głośna powieść wchodzi do księgarni
fot. Materiały prasowe

Czy prawdą jest, że służący jaśnie Stanisława ukradkiem mieli ściągnąć z mej karocy koła?

– No tak, a co w tym dziwnego? To normalne, że gdy do szlachcica przyjeżdża jaki gość, to pachołki ściągają koła, by gość za wcześnie nie wyjechał. Nie inaczej jest z królem!

– Tak właśnie myślałem. Niestety ku nieszczęściu mych służących nie dane im było nigdy słyszeć o tym zwyczaju. Ja słyszałem, dlatego gdy przerażony pachoł przekazał mi te wieści, jedynie parsknąłem śmiechem.

– Dobrze król wie, że życie szlachty oparte jest przede wszystkim na hulankach i wizytach gości. Gdy już zjawia się jakiś gość, to trzeba go zatrzymać i odpowiednio ugościć. Stąd to ściąganie koła. To zapewnia rozrywkę, na którą tak bardzo jesteśmy łasi!

– Chcecie mi powiedzieć, że najzwyczajniej w świecie się nudzicie i stąd bierze się ta polska gościnność?

– Jedno nie wyklucza drugiego. Lubimy hulanki, a gdy jeszcze pojawiają się goście, to można wysłuchiwać kolejnych dykteryjek i raczyć się wytrwanie przyrządzonym mięsiwem. Zresztą, wasza wysokość, co my mamy robić? Jesteśmy wolnymi ludźmi, nic nie musimy. Jedyne nasze zmartwienie to obawa, czy pogoda się uda w żniwa lub gdy będziemy organizować polowanie. No i po nim konieczne jest, by podać bigos zmieszany ze słoniną lub innym mięsiwem. Bez tego żadna wyprawa do lasu nie może być uznana za udaną.

– Jestem zdania, że warto pomówić o waszych kobietach i o tym, jak im się wiedzie u waszego boku!

– A po co?

– By potomni wiedzieli, jak im się żyło.

– Za wiele nie ma co opowiadać.

– Ale jest o czym mówić, o waszych ukochanych, jaśnie panowie. Mówcie więc!

– Prawda jest taka, że szlachecka wolność tyczy się w pierwszej kolejności mężczyzn. Szlachcianki mają nieco mniej swobód, to prawda.

– Kochankowie?

– Jak mawia mój sąsiad szlachcic: „Kochanki? Tak. Kochankowie? Nie!” – wrzasnął Stanisław.

– Podkreślmy, że zamążpójście jest wydarzeniem, na który kobiety nie mają większego wpływu. O tym, za kogo wyda się córkę, decydują rodzice. Młode kobiety mają wybór.

– Jaki?

– Zgodzić się. Albo… zgodzić się.

– No to chyba nie mają wyboru…

– Zależy, jak na to patrzeć. Jakiś tam wybór jest!

– Ciekawe, co by powiedziały na ten temat kobiety.

– Raczej nic. Żyjemy w czasach, w których kobiety właściwie nie mają nic do powiedzenia. Za kogo wyjdą, decydują majątki ich potencjalnych mężów.

– Czasem się mówi, że czas nie gra roli – przyznał Stanisław. – Tutaj to uczucia nie grają roli. Jednak co robić, takie czasy. Jeden rodzi się chłopem, inny mieszczaninem, a jeszcze inny kobietą szlachcianką.

– Jakoś zwinnie, jaśnie panowie, uciekliście od tematu kochanek. No to jak z nimi jest?

– Nie uciekliśmy. Tu nie ma co kryć. Mamy kochanki i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. My mamy, nasze szlachcianki mieć nie powinny.

– Tak. Jest nawet taka słynna opowieść o jednej ze szlachcianek, co to wzięła sobie kochanka i musiała za to odpowiedzieć dość srogo – odparł Stanisław.

– Mowa o szlachciance Falbowskiej? – zapytał Zygmunt.

– Owszem. O jej losach słyszał niemal każdy.

– To opowiedzmy ze szczegółami. Niech potomni wiedzą, z czego szlachecki lud miał ubaw.

– Historia tyczy się przyprawiania rogów – zaczął Stanisław. – Mianowicie szlachcianka Falbowska mieszkała na Wołyniu. I tak się składało, że sprowadzała sobie chłopów, gdy jej mąż wyjeżdżał w delegacje. Uściślając – jednego chłopa, kozackiego pazia i posła króla Jana Kazimierza Iwana Mazepę. Pech chciał, że pan Falbowski dowiedział się o wszystkim, gdy któregoś razu wrócił do domu. Zdaje się, że wyszło to na jaw, gdy nie był wstanie wejść do dworku, gdyż tak bardzo wadziły o futrynę jego przysłowiowe rogi. Wściekł się, a jak mawiają chłopi – wk**wił niemiłosiernie. Narobił rabanu i postanowił zrobić porządek. Dopadł jaśnie Mazepę, rozebrał go przy wszystkich do naga, lał po d**sku i po plecach z każdej strony, wystrzelił mu kilka razy w okolicach głowy z broni, po czym przywiązał do konia, tak że jego facjata przylegała do ogona, a wręcz zadu końskiego. Następnie puścił tego całego Mazepę wraz z koniem, by jego ludzie wszystko dostrzegli. Wstyd dla niego był to niemiłosierny.

– I prawidłowo! – krzyknął Zbigniew. – Szlachta musi trzymać porządek. I karać równie swe żony, jeśli te przejawiają niewierność. Do tego może służyć pas lub bat. Cokolwiek, byle było bolesne.

[…]

– Nim odejdziemy od spraw uczuciowych, napomknijmy jeszcze o tym, jak to jest ze sprowadzaniem pań lekkich obyczajów do sypialni szlachciców.

– Nie ma co tu rozważać. Nie ma nic złego w spotkaniach z niewiastami lekkich obyczajów.

– No, ale wy, szlachcice, ciągle opowiadacie o czystości moralnej.

– Owszem, jednak to nie tyczy się szlachciców, ale szlachcianek. Jeśli chodzi o szlachecką alkowę, to sam szlachcic decyduje, kogo do niej zaprasza. Jeśli ma ochotę na chędożenie z panną lekkich obyczajów, to z tego korzysta. To się nazywa wolność szlachecka! Gwałt służącej, prostytutka, kto co woli. A przy tym szlachecka małżonka może o wszystkim wiedzieć, nie ma jednak prawa tego komentować.

– Już teraz rozumiem, skąd tłumy takich pań „usługujących” posłom przy okazji sejmowych obrad…

– Jak mawia mój sąsiad szlachcic: „Dobra panna lekkich obyczajów nie jest zła”!

– Mawia się, że prostytucja to najstarszy zawód świata…

– No popatrz, jaśnie panie! Najstarszy zawód świata, a do teraz nikt nie zajął się, by go opodatkować. Przypadek?

– Nie sądzę. Skoro prostytutki od dawien dawna są blisko ludzi władzy, to trudno, by je kto chciał opodatkować, bo gdyby to uczynili, to kto by wskakiwał do szlacheckich łóżek i się chędożył? […]

– Prostytutki były, są i zawsze będą poza prawem! A to dlatego, że z prawem w naszym kraju to jest po naszemu. Może sąd i sądem, ale prawo nie powinno, a wręcz musi być po naszej stronie! I tyczy się to nie tylko kwestii związanych z paniami lekkich obyczajów. Po prostu szlachcic przed sądem jest zgoła traktowany inaczej niż, dajmy na to, chłop. Chłop za zabicie szlachcica zostanie zabity, ale gdy szlachcic zamorduje chłopa, to będzie musiał zapłacić jaką karę – główszczyznę – i tyle.

Autorzy:

KRZYSZTOF PYZIA

dziennikarz Radia ZET. Poczucia humoru uczył się od swego mistrza, aktora Wojciecha Pokory, którego nakłonił na książkę (jak sam przyznaje, metodą „na wnuczka”) – wywiad rzekę „Z Pokorą przez życie”. W przeszłości dziennikarz m.in. „Playboya”, „Focusa Historia” i „Angory”. Poza tym autor kilku książek (nawet trafiły mu się bestsellery!, takie jak „Wyszło jak zwykle”), ojciec kilku dzieci i mąż jednej żony. W kontakcie bezpośrednim nawet sympatyczny. Miłośnik książek, historii i spania.

CHRISTOPHER MACHT

niemiecki pisarz o polskich korzeniach sięgających Pomorza Zachodniego. Odkrywca m.in. zapisków ostatnich rozmów Adolfa Hitlera – autor bestsellerowej serii książek „Spowiedź Hitlera”. Od wielu lat interesuje się tematyką drugiej wojny światowej i nazistami a także dawniejszą historią. Mieszka w Niemczech.