Jeden z najpopularniejszych niemieckich zespołów w rozmowie z RadioZET.pl: „Polacy są niesamowicie mili i przyjaźni”

8 min. czytania
20.10.2026 12:30
Obserwuj nas na Google

Zaczynali w niemieckim Hamm, a dziś podbijają sceny daleko poza granicami swojego kraju. Giant Rooks mają na koncie miliony odtworzeń, koncerty na całym świecie i albumy, które ugruntowały ich pozycję na scenie indie rockowej. W rozmowie z portalem RadioZET.pl muzycy opowiedzieli o nowej muzyce, koncertowych doświadczeniach i tym, co napędza ich do dalszego rozwoju.

Grupa pięciu mężczyzn w modnych strojach na szarym tle, z różnymi wyrazami twarzy.
fot. Materiały prasowe Universal Polska/ Jakob Furis

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wyglądała historia zespołu Giant Rooks od powstania?
  • Co przyczyniło się do międzynarodowego sukcesu grupy?
  • Który cover przyciągnął nowych fanów do Giant Rooks?
  • Jakie były inspiracje podczas tworzenia albumu „If Heaven Exists, This Might Be It”?
Nie przegap

Kto tworzy zespół Giant Rooks?

Giant Rooks to jeden z najciekawszych zespołów niemieckiej sceny indie rockowej, który w ciągu kilku lat z lokalnej grupy przekształcił się w formację zdobywającą fanów na całym świecie.Zespół powstał w 2014 roku w Hamm, a jego założycielami byli kuzyni Frederik Rabe i Finn Schwieters. Z czasem dołączyli do nich Jonathan Wischniowski, Luca Göttner i Finn Thomas. Ich muzyka łączy indie rock, alternatywne brzmienia i chwytliwe melodie, a charakterystyczny wokal Freda oraz rozbudowane aranżacje sprawiają, że trudno pomylić ich z inną grupą.

Rozwiąż quiz, w którym pytamy o zespoły i ich hity. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Który zespół stoi za tym hitem?

1/15 "Co mi Panie dasz"

Przełomem w karierze Giant Rooks okazały się kolejne wydawnictwa, w tym EP-ka „New Estate” z 2017 roku i debiutancki album „Rookery”, który ukazał się w 2020 roku. Międzynarodową rozpoznawalność przyniosły im także koncerty poza Niemcami oraz własne interpretacje znanych utworów. W 2024 roku zespół wydał drugi album studyjny, „How Have You Been?”, który dotarł na szczyt niemieckiej listy sprzedaży. Muzycy występowali również jako support międzynarodowych gwiazd, w tym Louisa Tomlinsona, konsekwentnie poszerzając grono słuchaczy.

Giant Rooks nie zamierzają jednak stać w miejscu. 16 października 2026 roku ukazał się ich trzeci album studyjny, „If Heaven Exists, This Might Be It”, na którym zespół kontynuuje poszukiwania własnego brzmienia. Na płycie znalazł się między innymi utwór „The Waves”, nagrany z francuską wokalistką Solann. O tym, jak zmienia się ich muzyka, co inspiruje ich podczas pracy w studiu i jak wygląda życie zespołu, który z rodzinnego Hamm wyruszył na międzynarodowe sceny, opowiedzieli nam muzycy Giant Rooks.

Redakcja poleca

Skąd wzięła się nazwa niemieckiego zespołu?

Weronika Paliczka: Możecie opowiedzieć, jak wymyśliliście nazwę zespołu? Była inspirowana czymś konkretnym czy to spontaniczna decyzja?

Luca Göttner: Chciałbym mieć na to jakąś dobrą odpowiedź, ale to po prostu dość głupia historia. Nasz gitarzysta Finn miał rower marki Giant. Przyjechaliśmy na próby na tym rowerze i pomyśleliśmy, że to fajna nazwa. Zaczęliśmy się zastanawiać, co mogłoby do niej pasować. Ktoś rzucił „Rooks” i uznaliśmy, że Giant Rooks brzmi naprawdę dobrze. Musieliśmy tylko wymyślić jakąś historię wyjaśniającą, co oznacza ta nazwa. Do dziś jej nie mamy.

Co Giant Rooks sądzą o swoich polskich fanach?

Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Jakie było wasze pierwsze wrażenie na temat polskich fanów?

Jonathan Wischniowski: Polacy są niesamowicie mili i przyjaźni. Graliśmy już w Polsce trzy albo cztery koncerty i za każdym razem panowała wspaniała atmosfera. Przyjmowano nas bardzo ciepło. Nawet na festiwalu, na którym wiele osób wcześniej nie znało naszej muzyki, ludzie byli otwarci na poznawanie nowych brzmień. Bardzo to doceniliśmy. To było naprawdę świetne.

Luca: Pamiętam nasz pierwszy koncert w Warszawie. Był niesamowicie energetyczny i najlepszy na całej trasie. Nie możemy się doczekać powrotu!

Johnny, masz polskie korzenie. Czy wpływa to na twoje podejście do Polski i polskich fanów?

Jonathan: Tak, oczywiście. Czuję się tu trochę jak w drugim domu, bo większość mojej rodziny nadal mieszka w Polsce. Jest tu moja babcia i reszta bliskich, więc zawsze świetnie jest wracać. Staram się też trochę oprowadzać chłopaków, pokazywać im dobre miejsca, zabierać ich na coś smacznego do jedzenia czy picia. Wciąż pracuję nad tym, żebyśmy mogli przyjeżdżać tu częściej.

Luca: Tak, mam wrażenie, że naprawdę cieszysz się z możliwości grania koncertów w Polsce. Możemy to wyczuć i to piękne.

Jak myślicie, jak potoczyłoby się wasze życie, gdybyście nigdy nie założyli zespołu?

Luca: To trudne pytanie, bo nigdy nie znaleźliśmy się w sytuacji, w której zastanawialibyśmy się, co innego moglibyśmy robić. Założyliśmy zespół jeszcze w szkole. Poznaliśmy się, kiedy mieliśmy jakieś 15–16 lat, a zaraz po jej ukończeniu stwierdziliśmy, że chcemy tworzyć muzykę i grać w tym zespole. Nie mieliśmy żadnego innego pomysłu na siebie. Szczerze mówiąc, nie wiem, co robiłbym bez tego zespołu.

Jonathan: Mam tak samo. Może zostałbym strażakiem albo coś w tym stylu.

Cover jakiej piosenki zapewnił niemieckiemu zespołowi nowych słuchaczy?

Wasza wersja „Tom's Diner” zdobyła ogromną popularność na YouTubie, Spotify i wielu innych platformach. Jak wpłynęła na waszą karierę?

Luca: Całkiem mocno, właściwie bardzo mocno. Nagraliśmy ten cover razem z niemieckim zespołem AnnenMayKantereit, z którym się przyjaźnimy. Wspólnie koncertowaliśmy jakieś siedem lat temu. Podczas jednego z występów, późno w nocy, zupełnie spontanicznie nagraliśmy tę wersję. To było naprawdę świetne. A potem, dwa albo trzy lata później, nagle z dnia na dzień zrobiła furorę na TikToku. To było szalone! Jednocześnie to wspaniałe, że dzięki temu coverowi nasza muzyka dotarła do wielu nowych osób z różnych krajów, szczególnie ze Stanów Zjednoczonych, a chyba także z Kanady.

Jonathan: Myślę, że pomogło nam to dotrzeć do nowych słuchaczy. Dzięki temu mogliśmy zagrać koncerty w kolejnych krajach. Niektórzy przychodzili na nie właśnie ze względu na tę piosenkę, a na miejscu odkrywali naszą autorską muzykę. Później wracali na kolejne trasy i nadal to robią. Wspaniale jest mieć okazję poznawać dzięki temu nowych ludzi.

Oglądaj

Z jakim artystą - żyjącym lub nie - najbardziej chcielibyście nagrać wspólny utwór?

Luca: Obecnie moją ulubioną artystką jest Suki Waterhouse. Jej najnowszy album jest świetny, słucham go bez przerwy. Bardzo chciałbym z nią współpracować. A jeśli chodzi o kogoś innego, myślę, że David Bowie byłby niesamowity. Uwielbiam jego muzykę, podejście do życia i styl. Wydaje mi się, że taka współpraca mogłaby do nas bardzo pasować.

Jonathan: Zdecydowanie się zgadzam. David Bowie byłby świetnym wyborem. O ile pamiętam, mieszkał przez kilka lat w Berlinie, więc może moglibyśmy się zaprzyjaźnić. Kto wie!

W jakich okolicznościach powstawała płyta „If Heaven Exists, This Might Be It"?

Jak wyglądał proces twórczy podczas pracy nad waszym nowym albumem?

Jonathan: To dobre pytanie. Po raz pierwszy pojechaliśmy w jedno miejsce, żeby nagrać cały album jako spójną całość. Spędziliśmy pięć albo sześć tygodni w Anglii, w pięknym studiu Real World Studios, które Peter Gabriel zbudował w latach 80. To miejsce było wyjątkowe, położone tuż nad jeziorem, z ogromnymi oknami, przez które przez cały dzień wpadało naturalne światło. W studiach nagraniowych to dość rzadkie, więc miało to dla nas duże znaczenie. 

Jonathan: Podczas pracy mogliśmy sięgać po dowolne instrumenty, które akurat znajdowały się w pomieszczeniu. Studio było ogromne i pełne najróżniejszych, czasem naprawdę dziwnych instrumentów. Leżało tam na przykład banjo, które nie było nawet dobrze nastrojone. Wpadliśmy jednak na pomysł, żeby użyć smyczka skrzypcowego i wydobyć z niego dziwne dźwięki przypominające brzmienie instrumentów strunowych. Wyszło to dość nietypowo, ale bardzo nam się spodobało, więc wykorzystaliśmy ten pomysł w kilku utworach na płycie. Myślę, że możliwość swobodnego eksperymentowania i nagrywania czegokolwiek przy użyciu instrumentów, które akurat mieliśmy pod ręką, bardzo pomogła nam w całym procesie.

Z którego utworu z najnowszego albumu jesteście najbardziej dumni?

Luca: Jesteśmy dumni z każdej piosenki, ale mam szczególny sentyment do „The Waves”, którą nagraliśmy z francuską wokalistką Solann. Jestem z niej naprawdę dumny, ponieważ bardzo różni się od wszystkiego, co robiliśmy wcześniej. Nie brzmi jak typowy Giant Rooks. Kiedy pisaliśmy ten utwór, kilka razy zastanawialiśmy się, czy w ogóle umieścić go na albumie, skoro tak bardzo odbiega od naszego dotychczasowego stylu. W końcu powiedzieliśmy sobie: „Dajmy spokój, po prostu to zróbmy. Podoba nam się ta piosenka”. Współpraca z francuską wokalistką dodatkowo nadała jej wyjątkowy charakter. Jestem dumny, że zdecydowaliśmy się umieścić ten utwór na płycie i nie baliśmy się pokazać nowej strony naszego zespołu. Mam wrażenie, że słuchaczom też się podoba, więc to była dobra decyzja.

Jonathan: Dodałbym do tego „Blood on the Dashboard”. Jestem z tej piosenki bardzo dumny, ponieważ to prawdopodobnie jeden z najbardziej energetycznych, a może nawet najbardziej gniewnych utworów, jakie kiedykolwiek nagraliśmy. Bardzo podoba mi się to, że wprowadza do naszego brzmienia nową agresję, której wcześniej nie było w takiej formie. Lubię też pierwszy utwór na albumie, „The Better Life”. Z niego również jestem bardzo dumny, bo jest dość złożony pod względem muzycznym. Dzieje się w nim naprawdę dużo: różne instrumenty, kilka zmian tempa. Szczerze mówiąc, zagranie go nie jest łatwe. Właśnie dlatego tak bardzo go cenię - w warstwie muzycznej dzieje się w nim mnóstwo rzeczy.

Oglądaj

Która piosenka mogła nie trafić na nową płytę Giant Rooks?

Czy był jakiś utwór, który o mało nie trafił na album?

Luca: Podczas pracy w studiu mieliśmy sporo problemów z piosenką „Everything We Need Is Right Here”. Bardzo długo nie mogliśmy znaleźć jej odpowiedniego brzmienia. Szczególnie nie byliśmy zadowoleni z perkusji i rytmu. Mieliśmy wrażenie, że nie możemy ruszyć dalej z tym utworem. Ostatecznie skończyliśmy pracę nad wszystkimi pozostałymi piosenkami, aż w końcu ktoś wpadł na pewien pomysł. Pomyśleliśmy, że to może zadziałać. W ciągu ostatnich dwóch dni nagraliśmy cały utwór. Dobrze, że udało nam się go dokończyć, bo naprawdę go lubię. 

Oglądaj

Jonathan: Myślę, że pomogło nam to, że wcześniej skończyliśmy wszystkie pozostałe 11 utworów. Wiedzieliśmy już, co mamy, a czego jeszcze brakuje. Naprawdę lubimy tę piosenkę. To chyba przedostatni utwór na płycie. Uznaliśmy, że przydałaby się jeszcze jedna dynamiczna, pełna energii piosenka, ale utrzymana w nieco bardziej radosnym tonie niż pozostałe szybkie utwory na albumie. Pomyśleliśmy, że dobrze byłoby ją dodać.

Jak wybieraliście artystów, z którymi współpracowaliście przy albumie?

Luca: To dobre pytanie. Fred wpadł na pomysł, żeby zaprosić do współpracy Solann, ponieważ poznali się na koncercie Patricka Watsona w Paryżu. Fred powiedział jej, że jest wielkim fanem jej muzyki, a ona przyznała, że również bardzo lubi naszą twórczość. Mieliśmy już piosenkę „The Waves” i chcieliśmy zaprosić kogoś do jej zaśpiewania. Kiedy Fred zaproponował Solann, od razu uznaliśmy, że to świetny pomysł. Ma wspaniały głos i idealnie pasowała do tego utworu. W przypadku drugiego kawałka, który ma charakter interludium i nosi tytuł „If Heaven Exists”, współpracowaliśmy z berlińskim zespołem jazzowym König Rose. Tworzą piękną muzykę, a trębacz z tej grupy pojawia się również w kilku innych utworach. Zapytaliśmy ich, czy chcieliby nagrać z nami takie krótkie muzyczne przejście. Zgodzili się i myślę, że to była dobra decyzja.

„The Waves” to utwór dwujęzyczny. Dlaczego zdecydowaliście się na takie rozwiązanie?

Johnny: Tak naprawdę wynika to z tego, o czym wspominał Luca - bardzo chcieliśmy nawiązać współpracę z Solann, francuską wokalistką. Szczerze mówiąc, od dawna marzyliśmy o współpracy z kimś z Francji. Uważamy, że francuski język świetnie pasuje do naszej muzyki. Bardzo podoba nam się jego estetyka i brzmienie, dlatego wydawało nam się, że takie połączenie mogłoby być naprawdę udane. Kiedy pojawił się pomysł na „The Waves”, od razu pomyśleliśmy, że francuskojęzyczna część w drugiej zwrotce brzmiałaby przepięknie. Na szczęście udało nam się zrealizować ten pomysł dzięki współpracy z Solann.

Oglądaj

Na koniec: jak się czujecie teraz, kiedy pierwsza część trasy koncertowej dobiegła końca?

Luca: W tej chwili jesteśmy po prostu szczęśliwi, zmęczeni i wyczerpani, ale jednocześnie wciąż pod ogromnym wrażeniem tego wszystkiego. Pierwsza część trasy była naprawdę piękna, a koncerty wspaniałe. Możliwość grania nowej muzyki i obserwowania reakcji publiczności była czymś wyjątkowym. Nie możemy się doczekać dalszej części trasy, która za trzy tygodnie ruszy w Ameryce Północnej, a następnie w Ameryce Południowej. Na szczęście czeka nas też wiele koncertów w Europie, w tym występ w Warszawie, z czego bardzo się cieszymy.

Johnny: Tak, jesteśmy naprawdę podekscytowani. Ale na razie czeka nas kilka dni wolnego, co również bardzo nam się przyda.

Źródło: Radio ZET