Dostał Złotą Malinę i został memem. Teraz przyznaje: „Zapłacili mi za to krocie”
Al Pacino uznawany jest za jednego z najwybitniejszych aktorów w historii kina. Aż dziewięciokrotnie nominowano go do Oscara, i choć po statuetkę sięgnął tylko raz, wielu uczciwie przyzna, że złotych rycerzyków powinien mieć w swojej kolekcji o wiele więcej. Artysta ma w swoim dorobku jednak także kilka niechlubnych momentów. Fani długo nie mogli mu zapomnieć występu w nagrodzonym dziesięcioma Złotymi Malinami filmie „Jack i Jill”. Pacino dopiero teraz zdecydował się zdradzić, dlaczego włączył się w ten projekt.
Al Pacino stracił fortunę
Pacino, który zyskał uznanie widzów i krytyków z całego świata, wybitnymi kreacjami w trylogii „Ojciec chrzestny”, „Zapachu kobiety”, czy „Pieskie popołudnie”, w ciągu kilkudziesięciu lat swojej kariery zgromadził na koncie dziesiątki milionów dolarów. O swojej fortunie, wystawnym życiu i… bankructwie opowiedział niedawno w autobiografii zatytułowanej „Sonny Boy”.
„Byłem spłukany. Miałem 50 milionów dolarów i nagle nie miałem nic. Miałem nieruchomości, ale nie miałem żadnych pieniędzy. W tym biznesie, jeśli otrzymujesz 10 milionów za film, tak naprawdę to nie jest 10 milionów. Swoją dolę bierze prawnik, agent, publicysta i rząd, a wtedy z 10 milionów robi się 4,5 miliona, które trafiają do twojej kieszeni. Mimo to żyjesz ponad stan, bo jesteś na swego rodzaju haju. I tak je tracisz. Sposób, w który tak się dzieje, jest dziwny. Im więcej zarabiasz, tym mniej masz pieniędzy” – zdradził.
Wziął ten projekt wyłącznie dla pieniędzy
Aktor przyznał, że to właśnie przez kłopoty finansowe zaczął przyjmować role, które nie przyniosły mu chwały, a wręcz przeciwnie – mocno go skompromitowały. Jak ta z filmu Adama Sandlera „Jack i Jill”. Pacino wcielił się w tej produkcji w… siebie samego. Za swój udział nie tylko dostał Złotą Malinę, ale także stał się memem. Widzowie długo dzielili się sceną, w której aktor występuje w reklamie napoju Dunkacinno i rapuje piosenkę o zmianie nazwiska na „Dunk”.
Sam Pacino nie żałuje jednak tego występu. Jak twierdzi, praca na planie pozwoliła mu się odkuć finansowo. „'Jack i Jill' był pierwszym filmem, który zrobiłem po utracie majątku. Szczerze mówiąc, zgodziłem się, bo nie miałem wtedy innych propozycji. Adam Sandler mnie chciał i zapłacili mi za to krocie. Więc zagrałem w tym i coś zarobiłem. Kocham Adama, bardzo dobrze mi się z nim pracowało i stał się moim drogim przyjacielem. Przy okazji jest też wspaniałym aktorem i świetnym gościem” – przyznał z rozbrajającą szczerością.
Źródło: Radio ZET/Sonny Boy/Interia Film