W latach 60. dwie ikony PRL rywalizowały ze sobą. Za kulisami wyglądało to inaczej
W latach 60. były wielkimi gwiazdami. Anna German i Irena Santor wylansowały przeboje, które do dzisiaj cieszą się olbrzymią popularnością. Choć wielu Polaków uważało, że ikony PRL ze sobą rywalizowały, to rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej.
- Anna German i Irena Santor to ikony PRL.
- W latach 60. były na fali popularności.
- Wielu uważało, że gwiazdy estrady ze sobą rywalizują, jednak w rzeczywistości, jak zapewniła Irena Santor, nie było o tym mowy.
Anna German i Irena Santor podbiły polską scenę muzyczną
Na polskiej scenie muzycznej nie brakuje utalentowanych artystów, którzy nagrali i wylansowali ponadczasowe przeboje. Nie brakowało ich też w czasach PRL. Jedną z nich była Anna German. Nieżyjąca już artystka zachwycała talentem i przyciągała charyzmą. Pozostawiła po sobie mnóstwo utworów, które do dzisiaj cieszą się popularnością i zachwycają kolejne pokolenia. Należą do nich m.in.: „Człowieczy los”, „Chciałabym tak wiele”, „Dziękuję mamo”, czy „Nie ma takich słów”.
Quiz: Znasz te wszystkie hity z PRL-u? Polacy powinni mieć 15/15 [Quiz]
Niewątpliwy talent wyniósł German na szczyt. Największą popularnością cieszyła się w latach 60. To również wtedy na scenie królowała Irena Santor, znana z takich utworów jak: „Tych lat nie odda nikt”, „Kawiarenki”, „Już nie ma dzikich plaż”, czy „Powrócisz tu”. Artystka, podobnie jak jej koleżanka z branży wyróżniała się wielkim talentem i zachwycała Polaków, wielu było niemal przekonanych, że kobiety ze sobą rywalizowały. Jak było w rzeczywistości? Jakiś czas temu Irena Santor uchyliła rąbka tajemnicy i zdradziła, jak naprawdę wyglądała rzeczywistość.
Anna German zachwycała nie tylko publiczność, ale także innych artystów. Do grona osób, które wciąż są oczarowane jej talentem, należy Irena Santor. Artystka po raz pierwszy występ German miała usłyszeć w audycji Polskiego Radia „Podwieczorek przy mikrofonie". Był to przełomowy moment, ponieważ od tego czasu Santor nie przestawała zachwycać się talentem młodszej o dwa lata artystki. W rozmowie z autorką książki o Annie German "Tańcząca Eurydyka. Wspomnienia o Annie German", zaznaczyła, że dla niej „było to objawienie” i choć Santor sama posiada olbrzymi talent, przyznała, że nie było mowy o rywalizacji między nią a German z prostego powodu.
Dla mnie to było objawienie (...). Tak naprawdę nie było mowy o rywalizacji, bo... daleko mi było do niej. Cóż to był za talent!
Prezent od Anny German i zachwyt jej osobowością
Irena Santor, wspominając Annę German, przyznała, że artystka zachwycała nie tylko talentem, ale także osobowością. Była spokojna i gdy tylko mogła pomagała innym. Podczas wspólnego koncertu w Niemczech, artystka osobiście przekonała się, jak przyjacielską osobą była German.
To był bardzo dla mnie ważny koncert. Ktoś istotny dla tego przedstawienia wyrządził mi wielką krzywdę. Było to dla mnie tak dramatyczne, że myślałam, iż nie wyjdę na estradę i nie zaśpiewam, czego konsekwencje mogły być dla mnie bardzo poważne. Ania podeszła do mnie i sprawiła, że się uspokoiłam. Jej spokój był siłą, która pozwoliła mi zmierzyć się z problemem. Odprowadziła mnie za kulisy i stała tam przez cały mój występ. Kiedy schodziłam ze sceny, pierwszą osobą, którą ujrzałam, była ona.
Anna German potrafiła także dzielić się swoimi utworami, o czym również przekonała się Irena Santor. To właśnie German podarowała jej słynny utwór „Być może”
Zadzwoniłam pewnego razu do niej z prośbą, by pozwoliła mi zaśpiewać jedną ze swoich piosenek. Zgodziła się bez chwili wahania. Podarowała mi „Być może”, ale nigdy nie zaśpiewałam tego utworu tak dobrze jak ona.
Irena Santor podobnie jak spora część Polaków do dzisiaj chętnie słucha utworów Anny German i na nowo zachwyca się jej talentem.
Źródło: Radio ZET/"Tańcząca Eurydyka. Wspomnienia o Annie German"/Pomponik