`

To był ich ostatni wielki przebój. Dotarł na szczyt, mimo że wszyscy go krytykowali

3 min. czytania
18.04.2026 20:10
Obserwuj nas na Google

To jeden z największych hitów Beach Boys, chociaż nie powstał z udziałem wieloletniego lidera grupy, czyli Briana Wilsona. Mimo krytyki ze strony dziennikarzy piosenka promująca film "Koktajl" z Tomem Cruisem stała się numerem jeden w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego krytykom nie spodobała się wspomniana piosenka i jak doszło do tego, że Brian Wilson został zignorowany przez własnych kolegów?

Dwie męskie postacie z brodami w jasnych garniturach.
fot. Courtesy Everett Collection/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • "Kokomo" to piosenka Beach Boys nagrana na potrzeby filmu "Koktajl". 
  • Brian Wilson nie został zaproszony do nagrań. Wszystko z powodu jego kontrowersyjnego terapeuty. 
  • "Kokomo" był ostatnim wielkim hitem Beach Boys. Mimo ostrej krytyki ze strony dziennikarzy. 
Redakcja poleca

Jak powstał utwór "Kokomo"? Ta piosenka miała uświetnić film z Tomem Cruisem

Lata 80. dla Beach Boys były wyjątkowo burzliwe. W 1983 roku zmarł Dennis Wilson, Carl Wilson tymczasowo opuścił zespół, a lider  Brian Wilson zaczął izolować się od reszty muzyków i starał się poukładać własne życie. Mike Love stał się w tamtym czasie głównym motorem napędowym grupy, mimo że oficjalnie Brian wciąż był członkiem składu.

Jak dobrze znasz kultowe przeboje lat 80.? Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalsza część artykułu znajduje się pod quizem.  

Quiz: Quiz. Wielkie przeboje lat 80. Tego wtedy słuchali Polacy. 17/20 to mus

1/25 Andrzej Zaucha śpiewał: "Byłaś serca biciem (...)":

Pod koniec lat 80. twórcy filmu "Koktajl" uznali, że idealnym podkładem muzycznym do ich produkcji byłaby piosenka od zasłużonego zespołu takiego jak Beach Boys. Do grupy zgłosił się producent Terry Melcher i rozpoczął pracę z muzykami. Do numeru wykorzystano szkic przygotowany przez Johna Phillipsa i Scotta McKenziego, a chwytliwy refren to głównie zasługa Love’a, który wpadł na pomysł dodania nazw wysp do tekstu, w tym fikcyjnego Kokomo. To on zdecydował też, że utwór powinien opowiadać o chęci powrotu do tych miejsc, a nie wspominać o nich z nostalgią.  

Teledysk do utworu nagrano na Florydzie w Grand Floridan Resort & Spa, ośrodku wypoczynkowym należącym do Disneya. W klipie pojawia się aktor "Pełnej Chaty" John Stamos, który gra na bębnach, a całość została zmontowana z przebitkami z filmu "Koktajl", na których widać Toma Cruise’a.

Redakcja poleca

Brian Wilson wielkim nieobecnym w "Kokomo"

Wśród autorów "Kokomo" próżno szukać Briana Wilsona. Muzyk, gdy piosenka stała się przebojem, miał tłumaczyć, że był zajęty pracą nad pierwszą solową płytą. Wilson w swojej książce dodawał też, że jego koledzy z zespołu nie poinformowali go o nadchodzącej sesji nagraniowej. Dowiedział się o niej zbyt późno, aby dołączyć. 

Nieco inaczej fakt pominięcia Wilsona widział Mike Love. Muzyk zdradził, że głównym powodem nieobecności jednego z liderów była postać jego kontrowersyjnego doradcy życiowego Eugena Landy’ego. Mężczyzna miał ogromny wpływ na wszystkie decyzje Wilsona i poinformował, że chce zostać producentem "Kokomo", inaczej Brian nie weźmie udziału w nagraniach. Love się na to nie zgodził, a Wilson efekt pracy własnego zespołu usłyszał dopiero w radiu, a początkowo nawet nie rozpoznał, że "Kokomo" to singel Beach Boys.  

Oglądaj

"Kokomo" wielkim hitem mimo ostrej krytyki. To ostatni numer jeden Beach Boys  

"Kokomo" po premierze singla zostało przyjęte bardzo chłodno. Twórcom piosenki wytykano zbyt banalny jak na Beach Boys tekst, "Rolling Stone" uznało, że utwór pozbawiony jest pasji i radości. Numer nazywany "mdłym" i "nieinspirującym". W kolejnych latach "Kokomo" pojawiło się nawet w kilku zestawieniach najgorszych piosenek w historii, a "Forbes" umieścił go na liście utwór z najgorszym tekstem.

Mimo to "Kokomo" okazało się absolutnym hitem. Dotarł na szczyt listy Billboard Hot 100 i był to pierwszy numer jeden Beach Boys od 22 lat (a zarazem ostatni, który trafił na szczyt). W USA pokrył się platyną, sprzedając się w nakładzie miliona egzemplarzy. Zdobył też nominację do nagrody Grammy oraz Złotego Globu.

"To był po prostu przesłodzony pop. Mimo że krytycy chcieli zabić go swoimi słowami, nie potrafili zniszczyć jego przebojowości. To był po prostu prawdziwy hit i tyle" - mówił po latach perkusista Jim Keltner "Entertainment Weekly"

Źródło: Radio ZET/ Wikipedia/Songfacts.com