Kulisy wielkiego hitu PRL. Artystka myślała, że on coś jej zrobi
„Dzwon znad doliny” to jeden z najbardziej rozpoznawalnych przebojów PRL, który otworzył drzwi do kariery młodziutkiej Lidii Stanisławskiej. Mało kto wie, że historia tej piosenki kryje też mroczny epizod – artystka była przekonana, że grozi jej niebezpieczeństwo. Zaczęło się od konkursu w Paryżu, a skończyło… na przerażającym spotkaniu w pociągu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak „Dzwon znad doliny” stał się przepustką Lidii Stanisławskiej do kariery.
- Dlaczego artystka myślała, że grozi jej niebezpieczeństwo w pociągu.
- Co wydarzyło się podczas międzynarodowego konkursu w Paryżu w 1976 roku.
Ta piosenka stała się przepustką do wielkiej kariery
Słowa piosenki „Dzwon znad doliny” napisała Jadwiga Urbanowicz, muzykę stworzył Leszek Bogdanowicz, kompozytor, który pojawił się w życiu Lidii Stanisławskiej bardzo niespodziewanie. Utwór powstał w roku 1976, będąc jednocześnie symbolicznym początkiem kariery młodej wokalistki.
Rozwiąż ten trudny quiz muzyczny. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz komplet punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem..
Quiz: Tylko dla mistrzów. Rozpoznasz utwór PRL po kilku słowach?
W 1973 roku, młodziutka Lidia Stanisławska, po zwycięstwie w lokalnym przeglądzie amatorów w Koszalinie, została dostrzeżona przez dziennikarza Polskiego Radia, Andrzeja Kormana. Zachęcił ją do dalszego kształcenia wokalnego – skierował ją do warszawskiej szkoły pomaturalnej stylu piosenki. Tam też Stanisławska zdobyła pracę w hotelowym klubie „Na Pięterku” w hotelu Bristol. Tam właśnie, przysłuchując się jej głosowi, kompozytor Leszek Bogdanowicz zdecydował, że to właśnie ona powinna wykonać jego utwór w konkursie Grand Prix de Paris.
Przedstawił się jako Leszek Bogdanowicz, kompozytor. Okazało się, że jego piosenka ma wystartować w konkursie Grand Prix de Paris i poszukuje wykonawczyni. Był w Bristolu, słyszał mnie i spodobał mu się ten „groszek” w moim głosie, vibrato charakterystyczne dla francuskiej piosenki
Międzynarodowy sukces hitu „Dzwon znad doliny”
Mając 22 lata, Lidia Stanisławska pojechała po raz pierwszy na Zachód – do Paryża. Wyjazd wiązał się z ogromnym stresem: fatalną jesienią, ciążowymi dolegliwościami, obskurnymi garderobami i hotelem. Mimo tego wysiłku, udało jej się zaśpiewać fragment piosenki po francusku, co w połączeniu z jej doskonałą wymową – owocem licealnych lekcji francuskiego – przyniosło jej trzecie miejsce w finale.
Pierwszy raz na Zachodzie, a ja w nastroju fatalnym. Po pierwsze brzydka jesień, po drugie ja w „stanie błogosławionym” ze wszystkimi możliwymi dolegliwościami, po trzecie informacja, że w szranki staje 116 wykonawców
Powrót do Polski nie był natychmiast entuzjastyczny ze strony środowiska muzycznego – niektórym koleżankom z branży nie w smak była ta młoda, utalentowana i bardzo atrakcyjna konkurentka. Jedynie Polskie Radio stanęło po stronie artystki. Przed wyjazdem do Paryża nagrała piosenkę z orkiestrą pod dyrekcją Andrzeja Trzaskowskiego. Wkrótce została zaproszona do telewizji przez Mariusza Waltera i już jako triumfująca artystka, o potężnym głosie i wyrazistym vibrato, podbiła serca widzów.
Przerażająca przygoda w pociągu
W sylwestrowy wieczór, gdy pociąg ze stolicy jechał trasą Warszawa–Katowice, Lidia Stanisławska znalazła się w jednym z niemal opuszczonych przedziałów. Nagle drzwi otworzyła zaskakująca postać: młody człowiek z tatuażami na powiekach, z ranami na nadgarstkach oraz ogoloną głową. Przerażona artystka próbowała uciec, przesiadając się przez kilka wagonów, ale intruz śledził ją i zadał brutalne pytanie.
– Pani jest ta… Staniszewska?– Stanisławska!– To pani śpiewa ten kawałek o tych dzwonkach nad tą łąką?– „Dzwon znad doliny”. Tak, to ja śpiewam– Nienawidzę tej piosenki i tego jak pani beczy.Trzasnął drzwiami i zniknął wzburzony
Źródło: Radio ZET/Cyfrowa Biblioteka Polskiej Piosenki