Kevin Olusola z Pentatonix: "Nie potrzebujemy czyjejś aprobaty" [WYWIAD]
Fani muzyki rozrywkowej z całego świata doskonale znają zespół Pentatonix. Amerykańska grupa podbiła serca słuchaczy coverami utworów a cappella. RadioZET.pl miało okazję porozmawiać z Kevinem Olusolą, członkiem grupy. W wywiadzie artysta wrócił wspomnieniami do pierwszego występu w Polsce, opowiedział genezę powstania nazwy zespołu oraz zdradził, na co mogą liczyć polscy fani Pentatonix przy okazji nadchodzącego, warszawskiego koncertu grupy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Skąd wzięła się nazwa zespołu Pentatonix.
- Jakie kryteria stosują muzycy wybierając piosenki do coverowania.
- Czego mogą spodziewać się polscy fani Pentatonix, którzy wybierają się na przyszłoroczny koncert zespołu.
Kto tworzy zespół Pentatonix?
Fani muzyki rozrywkowej, a szczególnie występów a cappella, doskonale znają amerykańską grupę Pentatonix. Założony w 2011 roku zespół znany jest z coverów najpopularniejszych piosenek oraz wykonywania autorskich kompozycji - wszystko z wykorzystaniem wyłącznie głosów pięciu muzyków, którzy tworzą Pentatonix. W skład grupy wchodzą Scott Hoying, Kirstin Maldonado, Mitch Grassi, Kevin Olusola oraz Matt Sallee. Przez pierwsze sześć lat funkcjonowania zespołu linię basową zamiast Matta wykonywał Avi Kaplan.
Rozwiąż quiz, w którym pytamy o zespoły i ich hity. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Który zespół stoi za tym hitem?
Pentatonix znane jest także z autorskich wersji kultowych świątecznych piosenek, w tym "God Rest Ye Merry Gentlemen" czy "Mary Did You Know". Artyści dali światu jednak znacznie więcej, a ich energia podrywa z foteli nawet najmniejszych fanów tańca. Amerykańska grupa ma również fanów w Polsce, którzy po raz pierwszy mogli usłyszeć ją na żywo w 2023 roku. Następny koncert Pentatonix w kraju nad Wisłą zaplanowany jest na kwiecień przyszłego roku. Z tej okazji Kevin Olusola porozmawiał z RadiemZET.pl. Nasz wywiad to obowiązkowa propozycja dla fanów zespołu.
Jak powstała nazwa zespołu Pentatonix?
Weronika Paliczka: Skąd wzięła się nazwa zespołu?
Kevin Olusola: - Świetne pytanie. Nasz kolega z zespołu, Scott (Hoying - przyp. red.), uczęszczał na zajęcia muzyczne na
Uniwersytecie Południowej Kalifornii i usłyszał o skali pentatonicznej, która jest używana w wielu różnych kulturach. To pięciotonowa skala, która brzmi uniwersalnie zarówno w odczuciu, jak i w tonie. Biorąc pod uwagę różnorodność grupy i to, do czego dążyliśmy jako zespół a cappella - chcieliśmy dotrzeć do wielu kultur i różnych brzmień - nazwa wydała nam się idealna. Dodaliśmy „x” na końcu, bo wyglądało fajnie.
Czy możesz opowiedzieć, jak trafiłeś do zespołu?
Kevin: - Jasne. Byłem w ostatnim roku studiów na
Uniwersytecie Yale i eksperymentowałem ze stylem, który sam stworzyłem, zwanym cello boxing, czyli graniem na wiolonczeli i beatboxem jednocześnie. Nagrałem wiosną ostatniego roku studiów wideo, które stało się viralem, pokazujące mnie w akcji. W tym czasie moi koledzy z zespołu organizowali się do udziału w konkursie a cappella w telewizji NBC o nazwie “The Sing Off”. Próbowali czterech lub pięciu różnych beatboxerów, ale żaden nie pasował. Potem moje wideo stało się viralem, a jeden z producentów przesłał je im. Wtedy mój kolega powiedział: “Wiesz co? To jest osoba, której potrzebujemy, aby uzupełnić perkusyjne brzmienia, których szukamy”. Skontaktowali się ze mną przez Facebooka, a ja na początku odmówiłem, bo nie byłem wielkim fanem a cappella.
Kevin: - Potem pokazali mi wideo, w którym śpiewali “Telephone” Lady Gagi w liceum, i byłem zaciekawiony. Pomyślałem, że to okazja, by poznać nowych ludzi zainteresowanych tworzeniem muzyki. Ukończyłem Yale w 2011 roku, a dwa tygodnie później spotkałem ich dzień przed przesłuchaniem. Reszta to historia.
Jakie emocje towarzyszyły Ci, gdy zostaliście pierwszymi artystami, którzy wygrali w kategorii Best Arrangement, Instrumental or A Cappella na Grammy?
Kevin: - To było za
Daft Punk. Pamiętam, że siedziałem na widowni i kiedy Hilary Hahn ogłosiła naszą nazwę, spojrzałem na Scotta i oboje pomyśleliśmy: “Czy to się naprawdę dzieje?”. Gdy wchodziłem na scenę, czułem ogromne motyle w brzuchu.
Kevin: - Lata wcześniej napisaliśmy na Twitterze, że pewnego dnia możemy wygrać Grammy. To, że się to stało, było dla nas potwierdzeniem brzmienia, który staraliśmy się tworzyć. Grupa, którą mainstream praktycznie odrzucił - której pierwsza wytwórnia powiedziała, że nas nie chce - wygrała Grammy. Ten moment pokazał nam, że nie potrzebujemy czyjejś aprobaty, jeśli wierzymy w to, co robimy. Nasi fani nas wspierają, a społeczność muzyczna docenia. Nie musi to być przemysł muzyczny. I nadal tak podchodzimy do rzeczy.
Który utwór sprawiał problemy muzykom z Pentatonix?
Która piosenka była jak dotąd najtrudniejsza do wykonania?
Kevin: - To zależy. Jest piosenka “Aha”, nad którą ćwiczyliśmy w 2013 roku i myśleliśmy, że będzie najtrudniejsza. Po długim ćwiczeniu staje się jednak zakorzeniona w pamięci. Powiedziałbym też “God Rest Ye Merry Gentlemen” - jest bardzo szybka. Niektóre utwory są trudne dla głosu, bo śpiewa się w tzw. breaku i trzeba tam utrzymać harmonię. “Mary, Did You Know” technicznie nie jest trudna, ale utrzymujesz swój głos w niewygodnych miejscach przez dłuższy czas. Istnieją różne rodzaje trudności.
Jakie kryteria stosujecie przy wyborze piosenki do coveru?
Kevin: - Przede wszystkim musi mieć świetną melodię i strukturę. Jeśli melodia nie jest rozbudowana, trudno nam wymyślić ciekawe harmonie. Mając tylko pięć głosów, aranżacja jest jednym z głównych sposobów utrzymania zainteresowania słuchacza. Na przykład próbowaliśmy
“Madness” Muse - świetna piosenka, ale dla nas niewiele do zrobienia, bo rytm był cały czas taki sam. Próba wymyślenia aranżacji była trudna. Ostatecznie odłożyliśmy ją, bo nie mogliśmy nadać jej charakteru Pentatonix.
Czy jest jakaś piosenka, której nigdy byście nie zaśpiewali?
Kevin: - Niektóre utwory EDM brzmiałyby po prostu śmiesznie, gdybyśmy je wykonali. Nie potrafimy wiarygodnie imitować takich dźwięków. Kiedyś robiliśmy elektroniczne dźwięki w “The Sing Off”, ale potem zdecydowaliśmy, że nie jesteśmy
grupą elektroniczną. Robimy wokale. Zamiast naśladować dźwięki, skupiamy się na pokazaniu piękna ludzkiego głosu.
Jak zareagowaliście na występ Scotta w “Dancing with the Stars” jako zespół? Wspieraliście go?
Kevin: - Oczywiście! Kiedy nam powiedział, że będzie brał udział, byliśmy bardzo podekscytowani. Nie obejrzałem tylu odcinków, ile chciałem, bo jestem zajęty dziećmi i życiem, ale reakcje online były bardzo budujące. Zawsze fajnie jest zobaczyć, jak jeden z członków zespołu wychodzi na własną ścieżkę i błyszczy. Wspieramy go i jesteśmy z niego dumni.
Którą współpracę z celebrytą wspominasz najlepiej?
Kevin: - Przychodzi mi na myśl
Jason Derulo. Wykonaliśmy “If I Ever Fall in Love Again” Shai i trafiliśmy do studia z nim dzień po tym, jak wygraliśmy Grammy. Zazwyczaj artyści nie nagrywają w tym samym studiu, bo wszyscy są zajęci, ale on był tam, obserwując, jak tworzymy harmonie. Pokazał mi też swoją piosenkę - chyba nazywa się “Learn to Lose You” (prawdopodobnie chodzi o utwór “If I’m Lucky” - przyp. red.), była w top 10. Obserwowanie jego procesu było niesamowite. Jestem wdzięczny, że mogłem pracować z tak utalentowanym, życzliwym profesjonalistą.
Czym różnią się koncerty Pentatonix?
Jesteście znani z piosenek świątecznych. Czym różnią się Wasze koncerty świąteczne od pozostałych?
Kevin: - Istota radości, muzykalności i zabawy jest taka sama, ale podczas koncertów nieświątecznych słyszysz więcej stylów - od “Cheerleader”, przez “Hallelujah”, po “Sound of Silence”. Zestaw jest bardzo różnorodny. Uwielbiam też to, że wszyscy znają każdą piosenkę, bo były hitami. Słuchasz świetnej wersji utworu, który już kochasz. Nie mogę się doczekać, by zaprezentować te piosenki w Polsce.
Który typ koncertu lubisz najbardziej?
Kevin: - Lubię oba z różnych powodów. Koncerty świąteczne są teatralne, bo muzyka na to wskazuje. Ale sprawienie, że a cappella brzmi jak inny styl popu, też jest ekscytujące. Oba są fajne.
Czy możecie zdradzić plany muzyczne na przyszłość?
Kevin: - Zawsze pracujemy nad nową muzyką. Zawsze. Fani pytają, kiedy wydamy więcej nieświątecznej muzyki - tak, nie wydaliśmy dużo, ale pracowaliśmy nieprzerwanie. Nie mogę się doczekać, aż ludzie usłyszą, co tworzymy.
Czy planujecie więcej występów w filmach lub serialach?
Kevin: - Mam nadzieję. Zależy od odpowiednich okazji i może nawet napisania własnych scenariuszy. Nasze doświadczenie przy “Meet Me Next Christmas” otworzyło nam oczy na ten świat. Na pewno będziemy to rozważać.
Jak muzycy z Pentatonix wspominają swój pierwszy koncert w Polsce?
Jak wspominasz ostatni koncert w Polsce?
Kevin: - Polscy fani byli tak ciepli, przyjaźni i gościnni. Sprawili, że poczuliśmy się jak w domu. Emocje w 2023 roku były jak powrót do domu, nawet 12 lat po rozpoczęciu kariery. Oczekuję, że w 2026 będzie podobnie.
Mówiąc o kwietniowym koncercie - czego możemy się spodziewać?
Kevin: - To same Pentatonix, które kochacie - piosenki, które znacie, hity w naszym stylu, dużo interakcji z publicznością i mnóstwo zabawy.
Jakie rady masz dla młodych muzyków rozpoczynających swoją drogę?
Kevin: - Podążajcie za tym, co Was ekscytuje. Nie musicie robić wszystkiego jak inni. Jeśli jest styl, który kochacie, róbcie to całym sercem. I przy tym opanujcie podstawy - w czymkolwiek, czy to śpiew, czy koszykówka. Podstawy dają narzędzia do tworzenia. Szkoda, że nie zrobiłem tego wcześniej. Kiedy w wieku 20 lat odkryłem, że muzyka to moje powołanie, musiałem nadrobić zaległości.
Kim chciałeś zostać, gdy byłeś dzieckiem?
Kevin: - Zawsze myślałem, że zostanę lekarzem. Uczyłem się w szkole z internatem, potem w Yale jako student kierunku East Asian Studies i przedmedyczny. Mówię także po chińsku. Myślałem, że zostanę chirurgiem pracującym jako
misjonarz medyczny. Muzyka nie była w planach, dopóki nie miałem 20 lat, gdy poczułem powołanie. Wszystko, co wydarzyło się potem, było niesamowitą ścieżką pełną możliwości, które wykorzystałem.
Jacy są muzycy z zespołu Pentatonix?
Mówisz po chińsku. A jakie są ukryte talenty twoich kolegów z zespołu?
-Kevin: Mitch potrafi śpiewać w wysokim rejestrze jak
Ariana Grande. Matt świetnie gra w koszykówkę. Scott jest zabawny i ma talent do filmów na TikToka. Kirstie jest niesamowitą tancerką stepową - pokazuje to podczas naszych koncertów świątecznych, co zawsze zaskakuje ludzi.
Gdybyś miał opisać kolegów jednym słowem, jakie by to było?
Kevin: - Scott - kreatywny, Mitch - zabawny, Matt - radość, Kirstie - matczyna, a ja? Ojcowski, jak tata. Jestem tatą grupy.
Czy zdarzają się trudne momenty pracy w grupie?
Kevin: - Oczywiście. Jesteśmy razem 14 i pół roku - jak w rodzinie, czasem się irytujemy, potrzebujemy przerwy. Ale kochamy się i zawsze chcemy, żeby to działało. Patrząc na nasz staż, jesteśmy jak nastolatek w zespole!
Który moment w waszej karierze był najtrudniejszy?
Kevin: - Chyba gdy straciliśmy naszego starego basistę, Aviego (Kaplana - przyp. red.), i nie wiedzieliśmy, czy znajdziemy nowego. Jestem wdzięczny, że zaufaliśmy procesowi i znaleźliśmy Matta. Nie chodzi o to, kto jest lepszy - każdy wnosi coś innego. Świętujemy obu. Jestem dumny z tego, co robi teraz Avi, i z tego, kim jesteśmy dzisiaj.
Czy próbowałeś pierogów podczas wizyty w Polsce?
Kevin: - Nie, ale muszę tym razem.
Musisz koniecznie spróbować!
Kevin: - No cóż, będziesz musiała mnie zabrać i pokazać, gdzie są dobre.
Źródło: Radio ZET