"Dla Little Big nic nie jest zbyt dziwne". W rozmowie z RadioZET.pl zdradzili, jakiego utworu nigdy nie wypuszczą
Little Big wrócili do Polski z nową muzyką i koncertową energią, której nie sposób pomylić z żadną inną. Twórcy „Skibidi” i „Uno” opowiedzieli portalowi RadioZET.pl o albumie „Three Stripes Nation”, Eurowizji, fenomenie internetowych hitów i kulisach swojej twórczości. Zdradzili też, dlaczego nigdy nie chcą być zwyczajni.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są korzenie i sukcesy zespołu Little Big.
- Dlaczego Ilja Prusikin i Sonia Tajurskaja opuścili Rosję.
- Jakie znaczenie ma Adidas dla zespołu Little Big.
- Jakie są ambicje i plany Little Big na przyszłość.
Kto tworzy zespół Little Big?
Little Big to zespół, którego trudno pomylić z jakimkolwiek innym. Rave’owa energia, chwytliwe melodie, absurdalny humor i teledyski balansujące na granicy groteski sprawiły, że rosyjska grupa zdobyła międzynarodową popularność, a jej twórczość stała się internetowym fenomenem. Za największymi hitami formacji stoją Ilja Prusikin i Sonia Tajurskaja, którzy od lat udowadniają, że w muzyce nie zamierzają trzymać się żadnych zasad. „Skibidi”, „Faradenza”, „Hypnodancer” czy „Uno” to tylko niektóre z utworów, które zapewniły im status jednego z najbardziej rozpoznawalnych zespołów wywodzących się z Europy Wschodniej.
Rozwiąż quiz, w którym pytamy o Eurowizję. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Test z Eurowizji. Pamiętasz ich? Oto zwycięzcy muzycznego konkursu
Szczególnym momentem w historii Little Big był 2020 rok, kiedy grupa miała reprezentować Rosję podczas Konkursu Piosenki Eurowizji. Ich „Uno” błyskawicznie podbiło internet, a teledysk do dziś pozostaje najczęściej oglądanym klipem w historii oficjalnego kanału konkursu. Choć pandemia uniemożliwiła zespołowi występ na eurowizyjnej scenie, muzycy nie stracili międzynarodowej popularności. W rozmowie z RadioZET.pl przyznają, że powrót na Eurowizję nie jest wykluczony, a sam konkurs pozostaje ważnym etapem ich kariery.
W 2022 roku, po publicznym sprzeciwie wobec rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Ilja Prusikin i Sonia Tajurskaja opuścili Rosję i przenieśli się do Los Angeles. Od tego czasu rozwijają swoją działalność poza ojczyzną, nie rezygnując z charakterystycznego dla Little Big połączenia muzycznej bezkompromisowości, satyry i nieprzewidywalnych pomysłów. Dziś zespół otwiera kolejny rozdział swojej kariery, a jego najnowszym projektem jest album „Three Stripes Nation”, zaplanowany w dwóch częściach. Pierwsza z nich przynosi kolejną porcję energetycznych, nieoczywistych utworów, druga ma ukazać się w 2027 roku.
Jesienią 2026 roku Little Big powrócili do Polski w ramach europejskiej trasy koncertowej. Na mapie tournée znalazło się aż pięć polskich miast, a jednym z przystanków był Kraków, gdzie muzycy spotkali się z fanami i porozmawiali z RadioZET.pl. W wywiadzie opowiedzieli o nowej muzyce, kulisach powstawania „Three Stripes Nation”, miłości do Adidasa, koncertowej adrenalinie i tym, dlaczego w twórczości Little Big nie ma miejsca na nudę. Nie zabrakło również wspomnień związanych z Eurowizją, refleksji na temat popularności internetowych hitów i planów na przyszłość.
Jak zespół Little Big czuje się w związku z powrotem na scenę?
Weronika Paliczka: Na początek: jak się czujecie po dotychczasowych koncertach? Fani spełnili wasze oczekiwania?
Sonia Tajurskaja: - Jesteśmy naprawdę szczęśliwi! To mały sekret, ale na początku czuliśmy się trochę zestresowani. Towarzyszył nam przypływ adrenaliny i chyba zapomnieliśmy już, jak to jest. Ale kiedy tylko weszliśmy na scenę, pomyśleliśmy: „O mój Boże, damy radę!”. Byliśmy niesamowicie szczęśliwi. Oczywiście po koncercie byliśmy też kompletnie wyczerpani i spoceni!
A jak się czujecie po takim koncercie?
Ilja Prusykin: - Szczęście. Szczęście to świetne słowo. Jeśli jesteś artystą albo wykonawcą, występowanie jest całym twoim życiem.
Sonia: - To jak narkotyk. Scena jest jak narkotyk. Uzależniasz się od niej i nie możesz bez niej żyć.
Ilja: - Kiedy przestaliśmy występować, pomyśleliśmy, że może już tego nie potrzebujemy. Ale potem wróciliśmy i zrozumieliśmy...
Sonia: - Teraz wiemy, że tego potrzebujemy i że to kochamy.
Która publiczność była dotychczas najlepsza?
Ilja: - Cała Europa Wschodnia była świetna!
Sonia: - Wczorajszy koncert był niesamowicie głośny! Czechy, Polska, Hiszpania... Hiszpańska publiczność też była fantastyczna. Ale ogólnie Europa Wschodnia i Południowa były niesamowite.
Jak wypadły koncerty w Gdańsku i Warszawie?
Sonia: - Były naprawdę świetne! Bardzo kochamy Polskę. Zawsze mamy tutaj niesamowitych fanów.
Ilja: - Moja babcia jest Polką. Ma 101 lat! Moja mama urodziła się na Białorusi w 1945 roku. Babcia została deportowana przez nazistów na Białoruś i tam właśnie urodziła się moja mama. Jestem pierwszą osobą w mojej rodzinie, która urodziła się w Rosji. Mój ojciec pochodzi z Kirgistanu.
Co najbardziej zaskoczyło was podczas tej trasy?
Sonia: - Pogoda! Naprawdę jesteśmy nią zaskoczeni. Prawie zapomnieliśmy już, jak wygląda jesień. Kiedy planowaliśmy tę trasę, myśleliśmy: „O mój Boże, będzie zimno!”. I byliśmy bardzo szczęśliwi, bo naprawdę brakowało nam chłodnej pogody. Mieszkamy w Los Angeles, gdzie zawsze świeci słońce, a lata są niezwykle gorące. Naprawdę cieszyliśmy się, że znowu poczujemy chłód. Ale pamiętam rozmowę z Ilją, chyba w Oslo w Norwegii. Właśnie wróciliśmy z koncertu, a ja powiedziałam: „Nie, już nie tęsknię za zimnem. Mam dość!”.
Ilja: - Latem praktycznie żyliśmy w piekle. Temperatura w Los Angeles dochodziła do 41 albo 42 stopni Celsjusza. To było okropne. Szaleństwo!
Sonia: - Mam z tym związaną pewną historię. W naszym domu mamy basen i kiedy jest tak gorąco, pływanie to praktycznie jedyny sposób, żeby poczuć się normalnie. Klimatyzacja oczywiście świetnie działa, ale jeśli chcesz spędzać czas na zewnątrz, wskoczenie do basenu jest najlepszym rozwiązaniem. Pewnego ranka Ilja i mój brat postanowili popływać. Na dworze było niesamowicie gorąco. Ale kiedy wskoczyli do basenu, zorientowali się, że woda ma prawie 40 stopni Celsjusza – jak w gorącej kąpieli!
Sonia: - Okazało się, że poprzedniego wieczoru przypadkowo nacisnęłam przycisk podgrzewający wodę w basenie. To był kompletny przypadek, ale też ogromne zaskoczenie! Martwiliśmy się, że woda nigdy się nie ochłodzi, ponieważ pogoda była tak gorąca. W rezultacie przez cały tydzień mieliśmy podgrzewany basen. To już nawet nie był basen – to było ogromne jacuzzi! Ostatecznie ochłodziliśmy wodę zimną wodą z ogrodowego węża. Właśnie dlatego tak bardzo tęskniliśmy za chłodną pogodą. Ale teraz? Już nie! Mamy dość. Chociaż, szczerze mówiąc, godzina chłodu od czasu do czasu nadal jest całkiem przyjemna.
Skąd wziął się tytuł najnowszego albumu Little Big?
Porozmawiajmy o „Three Stripes Nation Vol. 1”. Dlaczego album nosi taki tytuł?
Ilja: - Zdecydowaliśmy się podzielić album na dwie części.
Czy będą tylko dwie części, czy może powstanie ich więcej?
Ilja: - Tylko dwa. Mieliśmy też „Antipositive, Part 1” i „Part 2” i naprawdę lubimy taki format. Nie wiem dokładnie dlaczego. Dla mnie to jak podwójna płyta winylowa – podwójny album.
Który utwór z „Three Stripes Nation” powstał najszybciej, a nad którym pracowaliście najdłużej?
Ilja: - „Guinness” powstał naprawdę szybko. Z kolei „Adidog” zajęło nam najwięcej czasu, ponieważ napisaliśmy go ponad trzy lata temu.
Sonia: - Ilja wpadł na pomysł „Guinness” w jakieś dziesięć minut. Sam napisał wszystkie teksty, więc to całkowicie jego utwór.
Ilja: - Mamy własne studio w garażu. To naprawdę świetne studio! Pewnego dnia obudziłem się i powiedziałem: „Ludzie, nagrajmy nową piosenkę!”. I zrobiliśmy to bardzo szybko. Zajęło nam to tylko jeden dzień.
Dlatego jesteście najlepsi!
Ilja: - Ha! Pan Profesjonalista!
„Three Stripes Nation” trwa zaledwie 18 minut. Dlaczego tak krótki album?
Sonia: - Ponieważ to dopiero pierwsza część. Druga jest w drodze.
Ilja: - Mam nadzieję, że zrobimy ją niedługo, kiedy skończymy trasę koncertową. Chcemy nagrać nowe piosenki, prawdopodobnie w styczniu.
Mówi się, że matka nie potrafi wybrać swojego ulubionego dziecka. Ale czy wy potraficie wskazać ulubioną piosenkę z „Three Stripes Nation”?
Ilja: - Dla mnie to proste. Moją ulubioną piosenką jest „I Can Ride My Bike”. Na drugim miejscu jest „Guinness”.
Sonia: - Myślę, że „I Can Ride My Bike” jest moją ulubioną piosenką do słuchania. Ale jeśli chodzi o występy na żywo, naprawdę lubię „Meat to Roast”.
Ilja: - Ja też uwielbiam „Meat to Roast”!
Jak Little Big czują się z charakterystycznymi ubraniami swoich fanów?
Wasi fani często pojawiają się na koncertach ubrani w Adidasa. Co o tym myślicie? Macie poczucie, że stworzyliście własną Three Stripes Nation?
Sonia: - To naprawdę świetne, kiedy wszędzie widzisz ludzi ubranych w Adidasa. To tak, jakbyśmy wszyscy byli razem i wszyscy nosili Adidasa. To naprawdę wspaniałe!
Właściwie powinni wam za to płacić!
Ilja: - Nie, nie, nie! Nie płacą nam i nigdy nie będą. Nigdy nie zawarlibyśmy komercyjnej umowy z Adidasem, ponieważ to coś bardzo osobistego. To część naszej tożsamości. Gdyby Adidas przyszedł do nas i powiedział: „Chcielibyśmy dać wam wszystkie nasze ubrania”, odpowiedziałbym: „Okej!”. Ale jeśli chcieliby zrobić z tego komercyjną współpracę, wtedy nie. Dziękuję.
Ilja: - Kochamy Adidasa. Jest częścią naszego życia od dzieciństwa. W Rosji Adidas był niemal jak religia. Kiedy byliśmy młodzi, to jedna z najważniejszych marek. Dorastałem w dość biednej rodzinie i posiadanie pary adidasów, zwłaszcza Superstarów, było moim ogromnym marzeniem. Przysięgam, zdobycie Superstarów było czymś, o czym marzyłem jako mały chłopiec. Jeśli sprzedajesz coś, co ma dla ciebie tak ogromne znaczenie, coś, co jest częścią twojego dzieciństwa i wspomnień, robisz coś nie tak. Dlatego nie chcielibyśmy tego komercjalizować. Nie chodzi o to, że jesteśmy jakimś kultem Adidasa! To po prostu coś wyjątkowego dla nas.
Porozmawiajmy o liczbach. „Uno” jest najczęściej oglądanym teledyskiem na kanale Eurowizji na YouTubie, a „Skibidi” stało się jednym z największych teledysków w Rosji. Bierzecie te liczby pod uwagę? Myślicie o nich czy nie mają dla was większego znaczenia?
Sonia: - Na początku było to dla nas ogromnym zaskoczeniem. Ale obecnie, kiedy wydajemy teledyski, nie przejmujemy się już tak naprawdę liczbami na YouTubie.
Ilja: - Teledyski jako format właściwie umarły. Krótkie treści są teraz najpopularniejszym rodzajem materiałów na świecie. Jeśli jesteś wykonawcą albo muzykiem, potrzebujesz krótkich filmików. To właśnie działa.
Sonia: - Jeśli opublikujesz jeden długi film, niewiele osób go obejrzy. To pokolenie, zwłaszcza Gen Z, nie jest przyzwyczajone do oglądania dłuższych materiałów. Nawet trzy minuty mogą wydawać się zbyt długie! Ludzie są przyzwyczajeni do scrollowania. Potrzebują czegoś, co natychmiast przyciągnie ich uwagę. Pięć sekund to świetna długość! Uważam też, że udostępnianie jest ogromną częścią tego, dlaczego krótkie filmy tak dobrze działają. Możesz łatwo wysłać krótki filmik znajomym. Nikt już właściwie nie udostępnia linków do YouTube'a. O wiele łatwiej podzielić się czymś z mediów społecznościowych.
Ilja: - Musisz otworzyć link, zasubskrybować kanał i zrobić wszystkie te rzeczy. To takie irytujące! Nawet ja przestałem oglądać teledyski.
Sonia: - My również przestaliśmy oglądać je tak często. To jak nowa rzeczywistość i wszystko jest w porządku. Jesteśmy ludźmi starej daty. Przeżyliśmy tamtą epokę, a teraz żyjemy w innej. I to jest okej.
Gdzie dla Little Big leży granica między kiczem, wulgarnością i humorem?
Wasze tytuły piosenek i teksty często wykorzystują wulgarność, kicz i humor. Dlaczego wybraliście takie podejście? Czy nigdy nie boicie się przekroczyć granicy między wulgarnością a tym, co akceptowalne? Wystarczy spojrzeć na tytuły takie jak „Guinness”, „Penis”, „My D**k” czy „K***a”.
Sonia: - Nigdy tak naprawdę nie zastanawiamy się, gdzie przebiega ta granica ani czy ją przekraczamy. Czasami po prostu lubimy bawić się tekstami naszych ulubionych piosenek i je cytować. Na przykład w „I'm Ok” jest moment w moim tekście, kiedy śpiewam: „When I walk in the club, all eyes on me”. To nawiązanie do Britney Spears. Uwielbiamy Britney Spears! A jeśli posłuchasz „Hateful Love”, znajdziesz tam teksty Cannibal Corpse. Czasami po prostu coś bierzemy i się tym bawimy. To jak gra. Nigdy nie siadamy i nie myślimy, że musimy przekroczyć jakieś granice w naszych tekstach.
Ilja: - Mamy też wiele piosenek balansujących na granicy, a także utwory bardziej zaangażowane społecznie i politycznie. I przechodzimy między tymi dwoma stronami bez żadnego przejścia. Jednego dnia możemy zdecydować, że napiszemy piosenkę o penisie, a następnego stworzyć coś takiego jak „Antipositive”, w którym mówimy o tym, jak bardzo popieprzony jest świat. W jakiś sposób obie te rzeczy do nas pasują. I myślę, że właśnie na tym polega Little Big. Chcemy bawić ludzi, ale jednocześnie wyrażać swoje opinie i mówić coś znaczącego.
Sonia: - Dlatego nigdy tak naprawdę nie wiemy, jak odpowiedzieć na pytania o nasz gatunek muzyczny. Nie wiemy! To po prostu gatunek Little Big. Zawsze robimy to, na co mamy ochotę. Nawet na „Antipositive” mieliśmy bardzo mocną piosenkę, taką jak „Hate You”, ale „Skibidi” również było częścią tego samego projektu. Nigdy nie próbujemy zamykać wszystkiego w jednym gatunku. Nie obchodzi nas to.
Kto w zespole pełni rolę cenzora podczas tworzenia piosenek? A kto wpada na najbardziej nietypowe, szalone pomysły?
Sonia: - Ilja robi wszystko!
Czy kiedykolwiek stworzyliście piosenkę, która początkowo wydawała się zbyt dziwna nawet jak na Little Big?
Ilja: - Nie! Dla Little Big nic nie jest zbyt dziwne. Jedyny problem pojawia się wtedy, kiedy wymyślamy piosenkę, która jest zbyt zwyczajna. Wtedy po prostu nie kontynuujemy pracy nad nią. Wyobraź sobie, że puszczasz komuś piosenkę, a ta osoba mówi: „Jest okej. Normalna”. I tyle - usuwamy ją!
Sonia: - Nie lubimy zwyczajnych rzeczy. Jeśli to po prostu normalna piosenka, której wszyscy słuchają i mówią: „Okej, jest normalna”, to przestaje nas interesować. Potrzebujemy czegoś wyjątkowego, czegoś nietypowego. Czegoś interesującego!
Sukces której piosenki najbardziej was zaskoczył?
Ilja: - „I'm Ok”. Naprawdę nie spodziewaliśmy się, że odniesie taki sukces. Nie mieliśmy pojęcia! Potem wydaliśmy „Skibidi” i „Faradenza”, które również odniosły ogromny sukces. Ale „I'm Ok” było największym zaskoczeniem.
Sonia: - Dla mnie też. „I'm Ok”!
Czy artyści z Little Big bali się tego, jak na ich twórczość spojrzą słuchacze z Europy?
Czy kiedykolwiek martwiliście się, jak wasza muzyka i koncerty zostaną przyjęte w Europie po tym wszystkim, co się wydarzyło? Myśleliście, że bycie rosyjskim zespołem może wam utrudnić sytuację?
Ilja: - Tworzymy muzykę. Jeśli ktoś jej nie akceptuje z powodów politycznych, to jego wybór.
Czyli tak naprawdę się tym nie martwiliście?
Ilja: - Oczywiście, że nie. Mieszkamy w Stanach Zjednoczonych. Jeśli ktoś mówi nam: „Jesteście Rosjanami, więc was cancellujemy”, to jest dyskryminacja ze względu na narodowość. I wiemy, że to niewłaściwe. Osobiście uważam, że nie ma złych narodów. Takie jest moje przekonanie i ludzie mogą się ze mną nie zgadzać. Każdy ma prawo wybrać własne stanowisko. Możesz się ze mną nie zgadzać, a ja mogę trwać przy swoich przekonaniach. Ale jeśli ktoś cancelluje cię tylko dlatego, że nie podzielasz jego opinii, to nie jest już wolność wyrażania poglądów.
Czyli nie boli was, kiedy dochodzi do takich sytuacji?
Sonia: - Oczywiście, że nie. Każdy ma prawo do własnej opinii.
Ilja: - Mają do tego prawo, tak samo jak ja mam prawo powiedzieć, że coś nie pasuje do mojego światopoglądu. Mam prawo to wyrazić, a oni również mają prawo wyrażać swoje opinie.
Sonia: - Każda opinia ma znaczenie.
Jak muzycy z Little Big wspominają współpracę z Oliverem Tree?
Czy jest jakiś artysta, z którym szczególnie trudno byłoby wam współpracować?
Ilja: - Nie, nie. Współpracowaliśmy na przykład z Oliverem Tree. Był świetny, ale to naprawdę szalony gość!
Szalony w pozytywnym sensie?
Ilja: - W pozytywnym! Ale współpraca z nim była dość intensywna, ponieważ cały czas coś tworzył. Cały czas!
Sonia: - Nigdy nie przestawał pracować. Pracował tak ciężko - myślę, że nagrał znacznie więcej piosenek, niż kiedykolwiek wydał!
Ilja: - Mieszkaliśmy razem przez dwa miesiące i każdego dnia mówił: „Nagrajmy piosenkę! Popracujmy w studiu!”. Nie ma artystów, z którymi nie chcielibyśmy współpracować.
Jak waszym zdaniem amerykańscy artyści - skoro współpracowaliście z niektórymi z nich - albo artyści z innych krajów różnią się od europejskich muzyków pod względem mentalności i etyki pracy?
Ilja: - Nie sądzę, żeby mentalność miała w muzyce jakiekolwiek znaczenie. Narodowość nie ma znaczenia. To po prostu część twojej kultury. Ale sztuka jest syntezą różnych kultur. Każda forma sztuki stanowi połączenie różnych kultur i ich cech. Jeśli sztuka opiera się tylko na jednym elemencie, staje się sztuką ludową. Jest interesująca, ponieważ pozwala zobaczyć, jak żyli ludzie, ale niekoniecznie ma wiele punktów wspólnych z innymi kulturami. Kiedy spotykają się rosyjskie, amerykańskie, polskie i inne wpływy, powstaje coś zupełnie nowego. Coś, czego wcześniej nie było.
Macie już plany dotyczące kolejnych muzycznych kroków czy obecnie skupicie się całkowicie na trasie koncertowej?
Sonia: - Rozmawiamy o drugiej części naszego albumu. Myślę, że to nasz główny cel na najbliższe miesiące. W przyszłym roku chcielibyśmy również zrealizować kilka współprac.
Ilja i Sonia: - Może nakręcimy też teledysk. Mamy mnóstwo pomysłów, ale jeszcze nie wiemy dokładnie, co się wydarzy. Czas pokaże!
10 najlepszych zespołów rockowych w historii. Tak wybrała redakcja "Rolling Stone"
Źródło: Radio ZET