Widziałam najgorszy polski film. Nie róbcie tego w domu

3 min. czytania
13.08.2025 12:07
Obserwuj nas na Google

Wodzona wrodzoną ciekawością postanowiłam sprawdzić najniżej oceniane polskie filmy i tak trafiłam na tytuł, który może zawalczyć o miano najgorszego polskiego filmu w historii. Obejrzałam go od początku do końca (za co powinnam ubiegać się o premię) i opowiem wam dziś o tym, co zobaczyłam. A było ciekawie. 

Katarzyna Walter
fot. Kadr z filmu "Lubię nietoperze"
  • Jaki tytuł nosi jeden z najniżej ocenionych polskich filmów. 
  • O czym jest ta produkcja i kto za nią stoi. 
  • Dlaczego ten film jest tak zły. 

Najgorszy polski film 

Z góry zaznaczę, że nie należę do grona osób, które do definicji “dobrego filmu” dobierają jedynie niszowe produkcje o podniosłej tematyce, która powoduje przebudzenie duchowe albo przynajmniej katharsis i wielogodzinne dyskusje na temat istnienia. Próg wkupienia się w moje gusta nie jest aż tak wysoki, ba, lubię wybuchy, Godzillę, a nawet romansidła. Jednak produkcja, o której dziś wam opowiem przerosła i mnie. 

Co wiesz o polskim kinie? Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem.

Quiz: Polaku, znasz arcydzieła naszego kina? W tym quizie 14/14 to twój obowiązek

1/14 "Matka Joanna od Aniołów" - kto wyreżyserował ten film?

Sama jednak sobie tę rozrywkę zafundowałam, bo zachęciła mnie ocena na Filmwebie. Średnia ocen od krytyków 2,4/10 wzbudziła we mnie ciekawość, a nawet pojawiła się myśl, że przecież nie może być tak źle. I tak z własnej woli obejrzałam jeden z najgorszych polskich filmów, jakie powstały. 

Mowa o “Lubię nietoperze” z 1985 roku. To film w reżyserii Grzegorza Warchoła, którego znacie zapewne lepiej jako aktora niż reżysera. Wystąpił w takich produkcjach jak “Żmijowisko”, “Wielka woda”, “Rojst” czy “Skazany na bluesa”. Scenariusz do “Lubię nietoperze” powstał we współpracy Warchoła z Krystyną Koftą. Na ekranie zobaczycie między innymi Katarzynę Walter, Marka Barbasiewicza czy Małgorzatę Lorentowicz. 

O czym jest “Lubię nietoperze”? 

Wiemy już, że jest źle, wiemy, kto za tym stoi i zanim przejdziemy do konkretów, to kilka słów o fabule. Iza (w tej roli Katarzyna Walter) pracuje z ciotką (Małgorzata Lorentowicz) w sklepie z różnościami, w którym można kupić i różdżkę, i zastawę stołową. Ciotka nalega, by ułożyła sobie życie u boku mężczyzny, jednak ta nie wykazuje zainteresowania zamążpójściem. Nie oznacza to jednak, że płeć przeciwna jej nie interesuje. Przeciwnie, Iza poluje na mężczyzn i to dosłownie, bo jest wampirzycą. 

 

W końcu poznaje psychiatrę Rudolfa Junga (Marek Barbasiewicz). Postanawia zawierzyć mu się, by wyleczył ją z wampiryzmu, ale mężczyzna nie wierzy Izie, jest przekonany, że ma urojenia. Zmienia zdanie, gdy zauważa, jak wygląda zdjęcie rentgenowskie pacjentki. 

Recenzja filmu “Lubię nietoperze” 

Tu nic się nie zgadza od scenariusza, po grę aktorską aż po muzykę i montaż. Dialogi są nie tyle co drętwe, a po prostu niezrozumiałe i bezsensowne, co wbrew pozorom nie jest aż tak ogromną wadą. To nadaje produkcji Warchoła komizmu i ułatwia trawienie całości, choć nie było to zapewne zamierzone, bo mówimy w końcu o horrorze. 

Jednak w “Lubię nietoperze” tragiczny scenariusz połączony jest z tragiczną grą aktorską, co tworzy mieszankę niebezpieczną dla szarych komórek i zdrowia psychicznego. Iza, jak na wampira przystało, jest sztywna. Przez cały film jej mimika zmienia się maksymalnie dwa razy, nie wspominając o pozbawionym chęci do życia tonie głosu. Wiem, Walter grała wampirzycę, ale zamiast wyjść mitycznie i enigmatycznie, wyszła nieznośnie drętwo. 

Fot.

Problem w tym, że filmowa Iza nie wyróżnia się na tle pozostałych członków obsady, których gra przypomina raczej występ na szkolnych jasełkach, niż w długometrażowym filmie grozy. 

Mamy już więc dialogi są tak złe, że aż komiczne i kiepską grę aktorską. Całość spina chaotyzm i brak spójności fabuły oraz często niezrozumiałe, niepotrzebne quasi artystyczne sekwencje. A czy są jakieś pozytywy? W “Lubię nietoperze” są momenty z całkiem ładnymi, klimatycznymi kadrami, jest też wspomniany przypadkowy komizm, który wynika z nieporadności produkcji. Nie powiem więc, że totalnie nie polecam tego filmu. Jeśli chcecie obejrzeć ze znajomymi coś abstrakcyjnego, przy czym można się pośmiać lub puknąć w głowę, to “Lubię nietoperze” będzie jak znalazł. W przeciwnym wypadku, zwłaszcza samemu bez wsparcia psychicznego obok, lepiej zainwestować czas w inny seans.

Źródło: RadioZET