Weszła na Tindera i ostrzega Polki. „Oszuści są doskonałymi psychologami”
Nina Majewska-Brown napisała książkę o zagrożeniach związanych z szukaniem miłości na Tinderze. Jak to wygląda od kuchni? Przeczytaj wywiad z autorką i fragment książki „Narzeczony z Tindera” poniżej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Nina Majewska-Brown sprawdziła, jak oszukuje się na Tinderze.
- Pomogli jej w tym psycholog, specjalista ds. bezpieczeństwa i detektyw
- Niestety, nie można liczyć na systemowe rozwiązanie problemu. Jak to wygląda?
Fragment książki „Narzeczony z Tindera” Niny Majewskiej-Brown
Poniżej zamieszczamy fragment książki „Narzeczony z Tindera” autorstwa Niny Majewskiej-Brown. Wydaje Wydawnictwo Sekret.
„Internet umożliwia poznawanie nieograniczonej liczby osób, w dodatku bez wychodzenia z domu. Nie tracimy czasu na przygotowania i dotarcie na randkę, poza tym w rzeczywistym świecie nigdy nie skontaktowalibyśmy się z taką rzeszą potencjalnych partnerów. Teoretycznie, przy zachowaniu zdrowego rozsądku, taka wersja randkowania wydaje się bezpieczniejsza. Internet eliminuje lęk przed spotkaniem w cztery oczy, obawę przed odrzuceniem i umożliwia natychmiastowe, bezproblemowe zaprzestanie kontaktów.
Zatem nie bójmy się podejmować ryzyka, wiele szczęśliwych związków rozpoczęło się bowiem w wirtualnym świecie. Życie, ani realne, ani wirtualne, nie jest jednak wolne od kłopotów. Tu polegają one na tym, że na tego typu portalach zdecydowanie łatwiej znaleźć cyberoszusta niż miłość.
Współpracując z psychologiem i specjalistą do spraw bezpieczeństwa, postanowiliśmy sprawdzić, jak wygląda randkowanie w sieci. Wypłynęliśmy na wzburzone wody matrymonialnych i seksualnych propozycji, a przeglądając tysiące kont i profili, znaleźliśmy tych, którym udało się szczęśliwie zakochać, ale również natknęliśmy się na krętaczy, hochsztaplerów, finansowe hieny, cwaniaków, sponsorów i smakoszy, którzy podczas randki chcą tylko za darmo dobrze zjeść w drogiej knajpie, nie będąc w żaden sposób zainteresowani kontynuowaniem znajomości. Seating nie jest niczym innym jak oszustwem w oszustwie i „kulinarnym” wyłudzeniem.
Ze zdumieniem odkryliśmy, że nikt nie jest zainteresowany systemowym ściganiem oszustów podszywających się pod celebrytów czy wykorzystujących fotografie z banków zdjęć i wizerunki tworzone przez sztuczną inteligencję. Mimo że wszystko to miało znamiona czynów karalnych, policja nie chciała przyjąć zgłoszenia ani tym bardziej nie podjęła działań prewencyjnych, by uchronić przed naciągaczami potencjalne ofiary.
Ponoć z rocznymi zarobkami przekraczającymi 1 miliard dolarów, „branża” oszustw romantycznych w rzeczywistości zarabia więcej pieniędzy niż renomowane instytucje, takie jak np. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Szacuje się, że co druga osoba zetknęła się z cyberoszustem, a co czwarta została oszukana.
W rzeczywistości skala takich przestępstw pozostaje właściwie nieznana, bo część ofiar, zawstydzonych własną naiwnością, nie chce powiadamiać organów ścigania.
Powoduje nimi nie tylko zażenowanie, ale też brak wiary w skuteczność działań policji oraz obawa, że doprowadzą one tylko do obnażenia ich problemu przed bliskimi. Szczególnie gdy w grę wchodzi sextortion, czyli szantażowanie ujawnieniem intymnych materiałów, takich jak roznegliżowane fotografie czy spreparowane przez niego pornograficzne ujęcia.
Randkując w sieci, jak w przypadku innych życiowych wyborów, należy zachować rozwagę i ostrożność. To nie zakup samochodu, który w każdej chwili można sprzedać, tylko realne zaproszenie do swojego życia obcego człowieka, który może okazać się miłością do grobowej deski albo… naciągaczem, któremu w dobrej wierze oddamy cały majątek.
Ale jako że nasz mózg składa się z dwóch półkul, a wzmożona aktywność jednej może upośledzać funkcjonowanie drugiej, nic nie jest oczywiste i proste. W wielkim uproszczeniu: lewa półkula odpowiada za logiczne myślenie, rzeczową analizę, zdolność porównywania i dyscyplinowania się, prawa zaś bazuje na emocjach, intuicji, przeczuciach, marzeniach, skłania nas do spontaniczności.
Dlatego tak ważne jest racjonalne podejście, czytanie nie tylko wiadomości, ale również między wierszami, a nawet słowami.
Nikt nie powinien oczekiwać od nas, że staniemy się jego bankomatem i skarbonką bez dna. Nikt nie ma prawa prosić nas o pieniądze i szantażować emocjonalnie tym, że jesteśmy dla niego ostatnią deską ratunku, że tylko dzięki nam, w imię miłości i spędzenia razem reszty życia, może wyjść z opresji. Nikt nie może wymagać od nas, byśmy porządkowali jego życie i rozwiązywali problemy.
Argument służb jest jeden: działając w dobrej wierze i pragnąc pomóc, dobrowolnie oddajemy pieniądze albo zaciągamy pożyczki, aby wesprzeć potencjalnych partnerów.
Oszuści krążą wokół nas niby stado hien, zataczają coraz mniejsze kręgi, korzystając z wszelkich możliwych narzędzi manipulacji. Początkowo obchodzą nas szerokim łukiem, jedynie podszeptując słowa, które mają nas uwieść. Wyczuwają nasze lęki, bolesne doświadczenia, ale też marzenia i przekonują, że zdają sobie sprawę, co czujemy, bo przeżyli podobne przykrości i podobne wizje szczęśliwego życia im przyświecają. Że wiedzą doskonale, jak to jest być samotnym, pragnąć miłości, akceptacji oraz czym jest odrzucenie i zranienie. Usypiają naszą czujność, sondują, co jest naszą słabością, by oswoić nas, przyczaić się i wreszcie uderzyć.
Pierwsze uderzenie jest subtelne, ale celne, wymierzone w najsłabszy punkt. Po chwili zaś zalewają nas własnymi emocjami, obawami i marzeniami korespondującymi z tym, co same skrywamy na dnie duszy i czym niechętnie dzielimy się nawet z bliskimi. Tak zmanipulowane i oszołomione obietnicą szczęśliwego związku jesteśmy skłonne dopuścić oszusta do siebie bliżej niż przyjaciela.
Powoduje nami obawa przed utratą potencjalnej wielkiej miłości, nie chcemy zapeszyć i nie dowierzamy szczęściu, które niespodziewanie stało się naszym udziałem, ale też obawiamy się opinii znajomych i tego, jak mogliby wpłynąć na naszą relację z nowo poznaną osobą.
Ufamy swojej intuicji i uważamy, że nikt nie jest w stanie pojąć naszego zaangażowania i intensywności związku. Nie życzymy sobie cudzego subiektywnego oglądu. Zresztą oszuści często sprytnie zobowiązują nas do zachowania tajemnicy, na przykład z powodu niepokoju o powodzenie prowadzonych interesów.
I tak oto wkrótce, zaczarowane magicznymi słowami o bezwarunkowej akceptacji i miłości, otumanione wizją szczęśliwego życia, z niepozornej szarej myszki przeistaczamy się w intrygującego wampa o błyszczących nadzieją oczach, który już niebawem ma się stać pożądaną kochanką, spełnioną partnerką, ukochaną żoną.
Oszuści z uwagą obserwują nasze reakcje, jak też kontakty towarzyskie, analizują każdy detal, by zacieśnić krąg i zaatakować ze zdwojoną siłą. Posunąć się do szantażu emocjonalnego, zatrzymać w przekonaniu, że to oni są tymi, na których całe życie czekałyśmy, albo z kolei że to my jesteśmy tymi jedynymi, które mogą ich ocalić przed złym światem.
Umiejętnie grając na najczulszych strunach emocji, bezwzględnie wykorzystują nasze uczucia, zaangażowanie, ufność i nadzieję, by zgrabnie lawirować w celu osiągnięcia własnych korzyści. Nie dbają o to, do jakiego stanu nas doprowadzą. Są mistrzami w rozpoznawaniu naszych słabości, nastrojów, w odczytywaniu marzeń i obaw, wszystko po to, by rozegrać nasze czułe punkty. To bowiem za ich sprawą przejmą kontrolę. Zaczną na nas wpływać, osaczać i w efekcie doprowadzą na skraj przepaści.
A co najbardziej zatrważające, z najsilniejszych uczuć, czyli miłości i zaufania, uczynią najsubtelniejsze narzędzia władzy. Poza wszystkim trudno mówić nawet o toksycznej miłości, bo oszust z pewnością nas nie kocha.
Romance scam, czyli oszustwo związane z romansem i rozkochaniem w sobie ofiary, wykorzystujące czyjąś samotność i życiową pustkę, jest potencjalnie tak łatwe do przeprowadzenia, dlatego że odwołuje się do naszych pierwotnych potrzeb kochania i bycia kochanym. W dobie nowych technologii i za sprawą między innymi pandemii, która zamknęła nas w domach i przekierowała na portale randkowe, potęgując przy tym pragnienie towarzystwa i bycia z kimś, to naturalne, że część naszego życia przeniosła się do sieci, lecz niestety w wielu przypadkach tam utknęła.
Celem „Narzeczonego z Tindera” jest ujawnienie mechanizmów postępowania cyberprzestępców z portali randkowych. Przytoczona, skomentowana przez detektywa i psychologa, kilkutygodniowa relacja z oszustem jest przestrogą, by nie dać się ponieść emocjom, ale uruchomić zdrowy rozsądek.
To wszystko absolutnie jednak nie oznacza, że na portalu randkowym nie można spotkać miłości życia. Naprawdę można! O czym świadczą liczne przytaczane relacje.”
Quiz: Trudny quiz książkowy. Znasz Gombrowicza, Lema, Szymborską? Celem choć 40%
Rozmowa z autorką Niną Majewską-Brown. Dlaczego podjęła ten temat?
Co skłoniło Cię do napisania książki na temat randek internetowych i ich ciemnych stron?
Nina Majewska-Brown:W Walentynki, po wspólnych trzydziestu latach, niespodziewanie zostawił mnie mąż. Niczego się nie spodziewałam, niczego nie przeczuwałam. Mój świat się zawalił. Po pierwszym wstrząsie pojawiło się pytanie, czy i gdzie mogę poznać nowego partnera. Czy to w ogóle możliwe?Współpracując z psychologiem, detektywem i specjalistą do spraw bezpieczeństwa, postanowiliśmy sprawdzić, jak wygląda randkowanie w sieci.Nie spodziewałam się, że pracując nad poradnikiem, przez przypadek spotkam nową miłość.Wypłynęliśmy na wzburzone wody matrymonialnych i seksualnych propozycji. Znaleźliśmy tych, którym udało się szczęśliwie zakochać, ale również natknęliśmy się na krętaczy, hochsztaplerów, finansowe hieny, cwaniaków, sponsorów i smakoszy, którzy podczas randki chcą tylko za darmo dobrze zjeść w drogiej knajpie, nie będąc w żaden sposób zainteresowani kontynuowaniem znajomości. Odkryliśmy, że nikt nie jest
Jakie są największe wyzwania, z jakimi spotkały się osoby, których historie znalazły się w książce?
NM-B: Dla tych, którzy zetknęli się z cyberoszustem największym wyzwaniem było wyjawienie tego, co się stało. Wstyd, że dali się nabrać, że okazali się naiwni, że powierzyli nieznanemu pieniądze był paraliżujący. Winili się. A przecież mechanizmy działania przestępcy dopracowali w najmniejszych szczegółach i dlatego bez względu na wiek, doświadczenie życiowe, czy społeczny status znajdują swoje ofiary. Ci, którzy poznali na Tinderze nową miłość, mają problem z przyznaniem się, że portal randkowy pomógł im w znalezieniu partnera. Otwarcie mówimy o tym, że porad lekarskich szukamy w sieci, ale o poszukiwaniu nowych znajomości już niekoniecznie. W Internecie robimy zakupy, szukamy porady lekarskiej, pracy, gramy z innymi, etc. Co złego w tym, że poszukujemy tu miłości i przyjaźni? Jest tylko jeden warunek, musimy to robić z głową.
Jakie porady mogłabyś dać osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z randkami online?
Nikt nie wyzna nam miłości po chwili znajomości, po zaledwie kilku wymienionych wiadomościach. Nikt nie ma prawa prosić nas o pieniądze i pod żadnym pozorem nie powinnyśmy ich przesyłać. Nie klikajmy w linki! Nie przenośmy rozmów z Tindera na inne platformy, nie chwalmy się tym czym zajmujemy się zawodowo i co posiadamy, po drugiej stronie może być złodziej. Nie wysyłajmy roznegliżowanych zdjęć. Zwierzmy się z nowej znajomości przyjacielowi, on będzie naszym głosem rozsądku, gdy zawładną nami emocje. Czytajmy między wierszami.
Jakie są najbardziej zaskakujące techniki stosowane przez cyberoszustów?
NM-B: Oszuści są doskonałymi psychologami. krążą wokół nas niby stado hien, zataczają coraz mniejsze kręgi, korzystając z wszelkich możliwych narzędzi manipulacji. Początkowo obchodzą nas szerokim łukiem, jedynie podszeptując słowa, które mają nas uwieść. Wyczuwają nasze lęki, bolesne doświadczenia, ale też marzenia i przekonują, że zdają sobie sprawę, co czujemy, bo przeżyli podobne przykrości: jak to jest być samotnym, pragnąć miłości, akceptacji oraz czym jest odrzucenie i zranienie. Usypiają naszą czujność, sondują, co jest naszą słabością, by oswoić nas.
Pierwsze uderzenie jest subtelne, ale celne, wymierzone w najsłabszy punkt. Po chwili zaś zalewają nas własnymi emocjami, obawami i marzeniami korespondującymi z tym, co same skrywamy na dnie duszy i czym niechętnie dzielimy się nawet z bliskimi. Tak zmanipulowane i oszołomione obietnicą szczęśliwego związku jesteśmy skłonne dopuścić oszusta do siebie bliżej niż przyjaciela.
Czy Twoim zdaniem jest nadzieja na to, że randki online mogą prowadzić do trwałych i szczerych związków?
Tak, oczywiście! Sama jestem tego najlepszym przykładem, a wśród moich przyjaciół są też tacy, którzy poznali się na Tinderze i od lat są w szczęśliwych związkach. Zakochujmy się, ale nie traćmy głowy i bądźmy czujni.
Źródło: Radio ZET/Materiały prasowe