"Patrzcie, co za facet. Ideał. Cudo". Jeden z największych skandali PRL-u
Gdziekolwiek się pojawiał, przyciągał spojrzenia. W Leszku Teleszyńskim kochały się przed laty koleżanki ze studiów i pracy, profesorki z uczelni i miliony fanek, które podziwiały go za rolę szarmanckiego i oddanego ordynata Michorowskiego z „Trędowatej”. Media chętnie donosiły o szczegółach z jego życia prywatnego, a te bywały pikantne… W latach 70. ulubieniec widzów wdał się w romans z mężatką i wywołał prawdziwy skandal.
„Patrzcie, co za facet. Ideał. Cudo”
Leszek Teleszyński jeszcze jako student budził wielkie zainteresowanie. Zachwycał nie tylko talentem, ale i urodą. Kobiety do niego wzdychały, marząc by zwrócił na nie uwagę. On jednak do tego szaleństwa podchodził z ogromnym dystansem – był skromny, spokojny i konsekwentnie dążył do osiągnięcia swoich celów. Debiutował w filmach Andrzeja Żuławskiego – „Trzecia część nocy”, „Diabeł”, potem zagrał jeszcze m.in. w „Potopie” Jerzego Hoffmana, aż w końcu dostał rolę, która uczyniła go wielką gwiazdą i… powiększyła grono wielbicielek.
Widzowie zachwycili się nim, kiedy w 1976 roku na ekrany kin weszła ekranizacja powieści Heleny Mniszkówny – „Trędowata”. W produkcji Jerzego Hoffmana wcielał się w ordynata Waldemara Michorowskiego. Mężczyznę, który bez pamięci zakochuje się w guwernantce Stefanii Rudeckiej, nie zważając przy tym na bezlitosne opinie środowiska, które taki związek uważa za mezalians. Fani szybko zaczęli utożsamiać go z tą postacią. Choć powodzeniem cieszył się jeszcze przed występem w tej kultowej produkcji.
„Szliśmy przez Kraków z Jurkiem Trelą i Leszkiem i słyszeliśmy damskie westchnienia: ‘Patrzcie, co za facet. Ideał. Cudo’. Nie mieliśmy wątpliwości, który z nas wzbudzał takie emocje” - wspominał w jednym z wywiadów Henryk Talar, opisując wrażenia, jakie wywoływał Teleszyński w napotykanych kobietach.
Wdał się w romans z mężatką
Nie dziwi więc fakt, że media z wielkim zapałem donosiły o kolejnych związkach uczuciowych ulubieńca Polaków. Wiadomo, że jeszcze w trakcie studiów na krakowskiej PWST poznał Alicję Jachiewicz, z którą się zaręczył. Związek nie przetrwał jednak próby czasu, a sami zainteresowani nigdy nie ujawnili powodów rozstania.
Media szybko zapomniały o zerwanych zaręczynach, kiedy wyszło na jaw, że krótko po przeprowadzce do stolicy i rozpoczęciu pracy w Teatrze Narodowym, Teleszyński stracił głowę dla starszej o 6 lat aktorki – Ireny Szczurowskiej. Pikanterii całej sprawie dodawał fakt, że artystka była wówczas żoną Jarosława Abramowa-Newerly'ego, znanego pisarza i kompozytora, współzałożyciela legendarnego Studenckiego Teatru Satyryków. Para, która uchodziła dotąd za szczęśliwe małżeństwo, razem wychowywała dwójkę dzieci.
Kiedy jednak Szczurowska w jednej ze sztuk zagrała kochankę bohatera granego przez Teleszyńskiego, stało się dla niej jasne, że to właśnie młodszy aktor jest miłością jej życia. Romans, który przeniósł się ze sceny do życia prywatnego, zelektryzował całe środowisko. Wreszcie plotki dotarły do męża aktorki, który długo nie chciał się zgodzić na rozwód. Kiedy wreszcie odpuścił, Szczurowska i Teleszyński pobrali się w 1976 roku i trzy lata później powitali na świecie córkę Karolinę. Małżeństwo jednak nie przetrwało. Para rozstała się po kilku latach – żona aktora wraz z córką wyjechały do Krakowa, on zaś pozostał w Warszawie.
Swoją drugą żonę, Jolantę, poznał w połowie lat 80. W wielu wywiadach podkreślał, że prawdopodobnie była to miłość od pierwszego wejrzenia, choć zeszli się dopiero dekadę po pierwszym spotkaniu.
„Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że powiedziałem głośno, mimo obecności wielu znajomych: ‘Z tą dziewczyną się ożenię’. Wokół zapanowała cisza, a Jola tylko się uśmiechnęła. (…) Była po prostu przeznaczona dla mnie” – wspominał po latach w rozmowie z „Tele Tygodniem”.
Źródło: Radio ZET/Świat Seriali Interia