`

Renata Pałys dosadnie o emeryturach gwiazd. "Nie było z czego odkładać"

3 min. czytania
19.03.2025 11:57
Obserwuj nas na Google

Renata Pałys otworzyła się w temacie emerytur. Usprawiedliwiała polskie gwiazdy, które narzekają na niskie świadczenia. Tłumaczyła to systemem panującym w czasach PRL.

Renata Pałys
fot. Artur Zawadzki/REPORTER/East News

 

Renata Pałys w szczerych słowach o emeryturach polskich gwiazd

Renata Pałys to aktorka serialowa, filmowa i teatralna. Pierwsze kroki w zawodzie stawiała już w czasach PRL. Teraz postanowiła wypowiedzieć się w temacie świadczeń polskich gwiazd. Polacy, którzy osiągnęli wiek emerytalny chętnie dzielą się swoimi spostrzeżeniami na temat swoich kwot, które dostają od państwa. Jest to bardzo gorący temat wśród polskich gwiazd. Wiele z nich narzeka na niskie emerytury i tłumaczy, żeby godnie żyć, muszą nadal pracować.  

 

Aktorka znana z roli Heleny Paździoch w serialu "Świat według Kiepskich" chętnie podzieliła się swoimi spostrzeżeniami na temat świadczeń emerytalnych. O swojej kwocie, którą dostaje od państwa nie chce mówić, ale zwróciła uwagę na fakt, że nie wszyscy Polacy zdają sobie sprawę z wymagających szczegółów związanych z wysokością emerytur.

Mam emeryturę, jaką mam, nie mam zamiaru mówić, jaka ona jest. Natomiast, pracując cały czas w systemie takim, że raz mam pracę, raz nie mam, nauczyłam się dbać o swoje finanse i nie boję się przyszłości finansowej swojej absolutnie. Natomiast wiem, że zawsze, jak mówimy o emeryturze i aktorzy mówią o wysokościach tej emerytury, które są żałosne, to pada taki argument: "bo się nie płaciło, to się nie ma". Natomiast ci ludzie, którzy tak mówią, nie wiedzą jednego - opowiedziała Renata Pałys.

Pałys usprawiedliwia gwiazdy. "Nie było z czego odkładać"

Renata Pałys zauważyła, że wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak funkcjonował system emerytalny przed 1989 rokiem. Aktorka wyjaśniła, że wówczas, pracując w filmie na umowę zlecenie, każda zawierała zapis, że "zleceniodawca opłaca wszystkie należne składki". W tamtych czasach nie mówiło się o ZUS-ie ani składkach emerytalnych. Wszyscy zakładali, że jeśli składki były opłacane, to obejmowały wszystkie zobowiązania.

Quiz: Wskaż artystę znając jedynie początek utworu. Młodzi odpadną na 5. pytaniu

Grażyna Rutowska/Narodowe Archiwum Cyfrowe
1/15 "Dziwny jest ten świat Gdzie jeszcze wciąż"
Otóż, przed 1989 rokiem, przed w ogóle zmianą systemu emerytalnego, jak myśmy pracowali w filmie na umowę zlecenie, to ostatni punkt tej umowy zawsze był taki, że "zleceniodawca opłaca wszystkie należne składki". Nie mówiło się wtedy o ZUS-ie, o takich sprawach, nam się wydawało, że jak wszystkie, to wszystkie, prawda? A tylko się odprowadzało podatek dochodowy, więc mieliśmy całe lata nieskładkowe, nie dlatego, że nam się nie chciało, tylko nie było takiego systemu. Do 1989 roku nie było takiego systemu - wyjaśniała aktorka.

Po zmianie systemu składki wynosiły równowartość miesięcznej pensji. Tłumaczyła, że gwiazdy z PRL nie miały z czego odkładać. Specyfika zwodu aktora, jest taka, że czasem można przez wiele miesięcy nie pracować. Aktorka dodała, że czuje się spokojna, ponieważ zadbała o swoje oszczędności. 

Potem system się zmienił, myśmy odprowadzali już składki sami. Odprowadzało się składki, często te składki były w wysokości takiej, ile myśmy zarabiali miesięcznie. To jest zawód, w którym można trzy miesiące nie pracować. Nikt o tym nie myślał. Natomiast jeżeli chodzi o te gwiazdy z PRL-u, które teraz nie mają za co żyć, to też chciałam powiedzieć, że te pieniądze, które się wtedy zarabiało, wszystkim się wydawały żałosne, naprawdę nie było z czego odkładać. Teraz jest inaczej, więc życzę młodym ludziom, żeby odkładali. Natomiast my, no, musimy się rozporządzać tym, co mamy - mówiła aktorka w wywiadzie dla Pomponika.

Źródło: Radio ZET/Pudelek/Pomponik