Sławna Niemka skradła serce polskiego pisarza. Byli „zespawani”
Sonja Ziemann, gwiazda niemieckiego kina, uwielbiała polską literaturę i polskie kino. Pod koniec lat 50. miała nawet okazję zagrać w filmie Aleksandra Forda „Ósmy dzień tygodnia”. Produkcja choć nie przyniosła jej sławy (film przez 25 lat leżał na półce cenzorskiej) sprawiła, że do aktorki uśmiechnęło się szczęście. Podczas pracy nad obrazem poznała bowiem Marka Hłaskę, pisarza, którego powieść stała się kanwą scenariusza tego zapomnianego dziś filmu. Artystkę i pisarza z czasem połączył gorący romans. Ziemann była jego jedyną żoną.
Sonja Ziemann. Niemiecka Shirley Temple
Sonja Ziemann przyszła na świat 8 lutego 1926 roku w Eichwalde koło Berlina. Już jako mała dziewczynka dawała sygnały, że jej miejsce jest na scenie i w świetle reflektorów. Zaczynała od tańca. Miała zaledwie kilka lat, gdy zaczęła występować w lokalnych przedstawieniach, zachwycając widzów, którzy z miejsca przyznali jej miano „niemieckiej Shirley Temple”.
W wieku 10 lat dołączyła do szkoły baletowej madame Pawlowski-Britton w Berlinie, a potem także do szkoły tańca Tatiany Gzowskiej i zaczęła występować w operetkach. Jej charyzmę szybko dostrzegli także twórcy filmowi, bo jeszcze przed wojną zagrała w swojej pierwszej produkcji – „Dziewice z Bischofsbergu”. Poszło jej na tyle dobrze, że wytwórnia zaproponowała jej kontrakt, ten zaś skutkował nie tylko całą serią filmów, ale i pierwszymi gażami.
Quiz: Musisz mieć wielką wiedzę, aby zdobyć w naszym quizie filmowym 100%
Jej dobrze zapowiadającą się karierę na kilka lat przerwała wojna. Sonja przez ten czas pracowała w kinie, gdzie śpiewała i tańczyła, zabawiając gości. Choć nie była to dla niej wymarzona praca, dzięki zatrudnieniu mogła otrzymywać kartki żywnościowe, dzięki czemu pomogła całej rodzinie przetrwać lata wojny. Po zakończeniu działań wojennych wróciła do występów przed kamerą. Przełomem w jej karierze była rola Baerbele w melodramacie „Schwarzwaldmaedel” w reżyserii Hansa Deppe z 1950 roku. „Dziewczyna z czarnego lasu”, bo tak brzmi polski tytuł, przyniosła jej sławę, o jakiej marzyła przez lata. „To był rzeczywiście jakiś szał. Po kinowych seansach, pod ochroną policji godzinami rozdawaliśmy autografy.” – wspominała po latach. Film w kinach obejrzało ponad 15 milionów widzów.
Nic więc dziwnego, że w kolejnych latach Ziemann nie mogła narzekać na brak propozycji. Co ciekawe, do swoich filmów chcieli ją zaangażować nie tylko niemieccy, ale i polscy twórcy. W 1957 roku przyjechała do Polski, by stanąć na planie „Ósmego dnia tygodnia” Aleksandra Forda.
Sonja Ziemann i Marek Hłasko. Historia miłości artystów
Sonja uwielbiała Polskę, dlatego granie w tej produkcji przyniosło jej ogromną radość. Na planie miała okazję współpracować nie tylko z cenionym reżyserem, ale i uznanymi polskimi aktorami – Zbigniewem Cybulskim, Tadeuszem Łomnickim, czy Emilem Karewiczem. Za kulisami spotkała zaś autora literackiego pierwowzoru – Marka Hłaskę. Aktorka, jeszcze zanim poznała autora „Ósmego dnia tygodnia”, zachwyciła się jego książką. Pisarz ją fascynował, a pierwsze spotkanie tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że jest niezwykłym człowiekiem. Sonja często wspominała, że już wtedy zwrócili na siebie uwagę.
„Był podobny do Jamesa Deana, ale znacznie od niego wyższy. Nasze spojrzenia się spotkały, skrzywił się jakby przed chwilą napił się octu, i patrzył we mnie uporczywie, bez zmrużenia powiek, jakby chciał mnie zahipnotyzować. Rzeczywiście było w jego spojrzeniu coś hipnotycznego” – opowiadała w książce Henryka Rozpędowskiego „Sonja i Marek”.
Hłasko miał wówczas 23 lata i nie najlepszą opinię. Mówiono, że dużo pije i uwielbia podrywać kobiety, również mężatki. Sonję, która była wówczas w trakcie rozwodu i wychowywała syna, te plotki wcale nie odstraszyły. Podobno całowali się po raz pierwszy jeszcze tego dnia, gdy się poznali. Kiedy przyszło opamiętanie i Ziemann chciała pisarza odtrącić, ten miał robić wszystko, by ją zatrzymać. Wynajął tłumacza, kupował prezenty, raz nawet spędził całą noc pod drzwiami jej pokoju hotelowego.
W końcu uległa, choć początkowo zamierzała traktować tę relację jedynie jak przelotny romans. Ich znajomość przetrwała jednak nawet rozłąkę. Kiedy aktorka wróciła do Niemiec, wymieniała z pisarzem płomienne listy, coraz bardziej się w nim zakochując. Dość szybko zdecydowała się go przedstawić bliskim, a po ich akceptacji, finalizować rozwód i… szykować się do ślubu.
Zaręczyli się w Izraelu, tam też się pobrali, a raczej wyprosili o uroczyste błogosławieństwo, które uznali za ślub – ona była bowiem protestantką, on katolikiem. Oficjalnie mężem i żoną zostali natomiast w Anglii w 1961 roku. Pierwsze problemy w ich związku pojawiły się już w pierwszych miesiącach po ślubie. Sonja zdała sobie sprawę, że życie z pisarzem nie będzie należało do łatwych – Hłasko często się upijał, imprezował, a do tego robił awantury i nie raz zdarzyło się mu podnieść na nią rękę. Ona jednak trwała przy nim, widząc, że stara się walczyć z nałogiem. „Mijały lata, kochałam go niezmiennie. Na przekór wszystkiemu i wszystkim, nierzadko na przekór samej sobie” - powtarzała.
Tak było do 1969 roku, kiedy bezpowrotnie straciła ukochanego męża. Marek Hłasko zmarł w tragicznych okolicznościach, w wyniku zapaści wywołanej połączeniem środków nasennych z alkoholem. Aktorka nigdy nie pogodziła się z tą stratą. „Zespawani. Przeciąć żelazny szew i ostatecznie nas rozdzielić mogła tylko śmierć. [...]. W sennych latach Marek Hłasko czasem do mnie wraca i znowu jesteśmy razem” – przyznała.
Źródło: Radio ZET/Interia Kobieta/Wikipedia