`

Gwiazda PRL-u pokochała znanego reżysera. Codziennie walczyła o jego życie

3 min. czytania
05.12.2024 06:06
Obserwuj nas na Google

Iga Cembrzyńska dwukrotnie wychodziła za mąż. W latach 70. straciła głowę dla reżysera Andrzeja Kondratiuka, z którym przez kilka dekad tworzyła zgrany duet nie tylko prywatnie, ale i w życiu zawodowym. Gwiazda dla ukochanego była w stanie zrobić wszystko. Gdy dowiedziała się, że zachorował na raka bez wahania zrezygnowała z gry i zaopiekowała się mężem. „Los dał mi nowe zadanie: wyrywać Andrzeja śmierci” – pisała w książce „Mój intymny świat”. Ta sztuka udawała jej się przez wiele lat.

Iga Cembrzyńska
fot. Film Polski
  • Iga Cembrzyńska i Andrzej Kondratiuk poznali się na planie filmu „Hydrozagadka” na początku lat 70.
  • Ich relacja szybko przerodziła się w związek, a potem w małżeństwo, które trwało aż do śmierci artysty w 2016 roku.
  • Gdy Kondratiuk zachorował, Cembrzyńska poświęciła się opiece nad mężem i porzuciła karierę. „Bez niego nie mam po co żyć” – mówiła.

Poznali się w pracy

Słynna aktorka i wokalistka miłość swojego życia poznała na planie filmu „Hydrozagadka” w 1970 roku. Produkcja, która okazała się wielkim hitem i dziś dzierży miano filmu kultowego, była początkiem owocnej współpracy artystów. Cembrzyńska i Kondratiuk od razu odnaleźli wspólny język, ale parą zostali dopiero rok później. Swatała ich ponoć barmanka w słynnym SPATIF-ie w Alejach Ujazdowskich. Plotka głosi, że widząc ich razem zamówiła trzy wódki i zawołała: „Wypijmy za was, bo jesteście sobie pisani!”.

Quiz: Tylko prawdziwy fan polskiego kina zgarnie 100%. Wiesz, kto wyreżyserował te filmy?

1/18 "Seksmisja":

Jej słowa okazały się prorocze, choć aktorka i reżyser pobrali się dopiero dekadę później, na początku lat 80. W międzyczasie cieszyli się sobą i pracowali na planie kolejnych produkcji – „Skorpion, Panna i Łucznik”, „Jak to się robi”, „Pełnia”, czy „Gwiezdny pył”. „Ich wspólne produkcje były poetycką apoteozą życia i miłości, stanowiły subtelną refleksję nad przemijaniem, życiowymi tęsknotami i popełnionymi błędami, błahością egzystencji. Kondratiuk tworzył filmy także na podstawie wydarzeń z własnego życia, więc i Cembrzyńska w wielu z nich grała tak naprawdę siebie. Nie były to dzieła komercyjne, bijące rekordy popularności. Często zupełnie afabularne, wymykały się jednoznacznej klasyfikacji” – pisał o ich wspólnych produkcjach, cytowany przez Onet, Paweł Piotrowicz.

 

Robiła wszystko, by go uratować

Iga Cembrzyńska i Andrzej Kondratiuk, choć uchodzili za ekscentryków, dogadywali się świetnie i uwielbiali spędzać czas w swoim towarzystwie. Ich oazą było Gzowo, gdzie nakręcili kilka swoich filmów, nie raz zapożyczając się, by móc zachować niezależność i realizować produkcje, które odzwierciedlały ich artystyczną wizję. „Chodziliśmy do lasu, polowaliśmy na śpiew słowika. Wstawaliśmy o świcie, by uchwycić wschód słońca. Andrzej tygodniami czekał na odpowiednie światło i chodził wściekły, gdy akurat lał deszcz. A jak już było to słońce, krzyczał na całe Gzowo: ‘Igusia, mam, mam słońce, ułapałem kamerą, chodź szybko!” – wspominała Cembrzyńska.

Andrzej Kondratiuk i Iga Cembrzyńska/East News
Fot.

Ich pełne harmonii i spokoju życie w latach 2000. niespodziewanie przerwała choroba Andrzeja Kondratiuka. U reżysera zdiagnozowano nowotwór węzłów chłonnych, potem jego stan pogorszył jeszcze wylew. „Dopiero gdy wyszedł ze szpitala, odkryłam, że lekarze nie dawali mu nawet trzech procent szans na przeżycie. Andrzej spędził w szpitalu długie tygodnie na żmudnej rehabilitacji. Po miesiącu ubłagał lekarza, by dał mu przepustkę do domu na dzień, dwa. Przywiozłam go do nas, na Ochotę. Leżał w łóżku, patrzył na mnie i nasze zwierzęta. Obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by wyciągnąć go z choroby” – pisała aktorka w książce „Mój intymny świat”.

Dla męża poświęciła karierę. Całe dnie spędzała opiekując się nim i próbując wyrwać go ze szponów śmierci. Na pewien czas jej się to udało. Andrzej Kondratiuk zmarł w 2016 roku. „Przyjmuję z pokorą każdy dzień. Staram się wszystko ciągnąć, choć jest coraz trudniej. Są chwile, gdy nie daję rady, nie wytrzymuję. Fizycznie, psychicznie. Budzę się pełna pretensji do losu, dlaczego tak się stało. (...) Ja i Andrzej to jedno. Bez niego nie mam po co żyć” — mówiła aktorka w rozmowie z „Super Expressem”.

Źródło: Radio ZET/Onet Film/VIVA!