`

Nie żyje legenda muzyki. Wybitny artysta miał 95 lat

4 min. czytania
26.05.2026 13:20
Obserwuj nas na Google

Smutna wiadomość dla fanów jazzu oraz muzyki filmowej. W wieku 95 lat odszedł Sonny Rollins, jeden z najwybitniejszych artystów na świecie. Informację o jego śmierci potwierdziła rzeczniczka saksofonisty. 

Muzycy jazzowi na scenie; mężczyzna gra na saksofonie, w tle gitarzysta i basista.
fot. Brian Foskett/National Jazz Archive/Image State/East News

Nie żyje legenda amerykańskiego jazzu

Świat amerykańskiego jazzu pogrążył się w żałobie. Sonny Rollins, jeden z najwybitniejszych saksofonistów w dziejach jazzu i jedna z ostatnich ikon epoki bebopu, zmarł w wieku 95 lat. Był artystą obdarzonym niezwykłym wyczuciem melodii i wirtuozem improwizacji, który współpracował z największymi - od Milesa Davisa po Johna Coltrane’a. Wiadomość o jego śmierci przekazano w poniedziałek na jego oficjalnej stronie, "z głębokim smutkiem i ogromną miłością”, a potwierdziła ją także jego rzeczniczka, Terri Hinte.

Nie przegap

Nie ujawniono przyczyny zgonu. W komunikacie poinformowano jedynie, że "Saxophone Colossus” odszedł w swoim domu w Woodstock w stanie Nowy Jork, w poniedziałkowe popołudnie. Przywołano również jego własne słowa o przemijaniu: "Myślę, że kiedy osoba twórcza się kończy, trwa w następnym wcieleniu. Jestem osobą, która wierzy, że to życie nie jest wszystkim i nie kończy wszystkiego. Osoba duchowa tak nie czuje."

Od końca lat 40. Rollins nagrał ponad 60 albumów i współpracował z czołowymi postaciami jazzu. Należał do pokolenia, które odmieniło ten gatunek - wyprowadzając go z tanecznych sal i sentymentalnych ballad w stronę pełnej swobody artystycznej ekspresji.

Uchodził za prawdziwego mistrza melodii. Jego klarowne, sugestywne frazy - zarówno w standardach, jak i autorskich kompozycjach - stawały się punktem wyjścia do rozbudowanych, często monumentalnych improwizacji. Branford Marsalis nazwał go "największym improwizatorem w historii jazzu”, zestawiając z Louisem Armstrongiem. Z kolei Barack Obama podkreślał, że Rollins inspirował go do podejmowania ryzyka, na które inaczej by się nie odważył.

Redakcja poleca
Olivia Dean Lewis Capaldi

Kto zainspirował artystę do sięgnięcia po saksofon?

Urodził się w 1930 roku w Nowym Jorku jako Walter Theodore Rollins i dorastał w Harlemie, gdzie zyskał przydomek Sonny. Muzyczne otoczenie i fascynacja artystami takimi jak Louis Jordan czy Fats Waller sprawiły, że po saksofon sięgnął już jako dziecko. Szybko znalazł się w środowisku młodych, ambitnych muzyków i jeszcze w liceum grał z przyszłymi gwiazdami jazzu.

Sam mówił o sobie, że jest "prymitywny” - w tym sensie, że kieruje się bardziej intuicją niż intelektem. Ta bezkompromisowa wierność emocjom i gotowość do łamania schematów pomogły mu współtworzyć nowe oblicze jazzu. Miles Davis pisał, że Rollins szybko stał się legendą, niemal bóstwem dla młodszych muzyków - agresywnym, nowatorskim instrumentalistą pełnym świeżych pomysłów. Sam Rollins podkreślał, że jazz jest czymś więcej niż tylko muzyką do słuchania czy tańca - jest wszystkim, nie budzi agresji, lecz daje poczucie sensu i duchowej obecności.

Oglądaj

Jego życie nie było jednak wolne od dramatów. Zmagał się z uzależnieniem od heroiny, które doprowadziło go do desperackich czynów - w 1950 roku dokonał napadu, by zdobyć pieniądze na nałóg. Po latach mówił o sobie bezlitośnie: że był kimś godnym pogardy i odepchnął wszystkich poza własną matką. Po pobycie w więzieniu i terapii udało mu się jednak wyjść z uzależnienia.

Jakie wydarzenie było przełomowe dla Sonny'ego Rollinsa?

Po tym przełomie nastąpił jeden z najbardziej twórczych okresów w jego karierze. W latach 50. nagrał szereg przełomowych albumów, w tym "Saxophone Colossus”. Eksperymentował z formą, brzmieniem i strukturą zespołu, a jego "Freedom Suite” stał się muzycznym głosem w obronie wolności w czasach walki o prawa obywatelskie.

Znany był także z radykalnej dyscypliny - w 1959 roku na trzy lata wycofał się z życia scenicznego, ćwicząc nawet kilkanaście godzin dziennie, między innymi na moście Williamsburg Bridge. Z tej samotnej pracy narodził się album "The Bridge”. W kolejnych dekadach nieustannie poszukiwał nowych środków wyrazu - od jazzu latynoskiego po wpływy R&B - oraz komponował muzykę filmową.

Oglądaj

Do czego Sonny Rollins porównywał współczesny świat?

W latach 80. łączył jazz z funkiem i calypso, współpracował także z zespołem The Rolling Stones. Coraz częściej występował na wielkich scenach zamiast w zadymionych klubach pełnych zgiełku kas fiskalnych. Angażował się również w działania na rzecz klimatu, ostrzegając, że świat przypomina dziś pasażerów Titanica - wszyscy widzą zagrożenie, ale pozostają bierni.

W życiu prywatnym był dwukrotnie żonaty, a z drugą żoną, Lucille Pearson, pozostał aż do jej śmierci. Doświadczył także tragedii 11 września 2001 roku - mieszkał niedaleko World Trade Center i uciekając, zabrał ze sobą jedynie saksofon. Później mówił, że utrata rzeczy materialnych była dla niego lekcją - uświadomiła mu, że nie one są w życiu najważniejsze.

Oglądaj

Dlaczego Sonny Rollins zakończył karierę?

W 2004 roku otrzymał nagrodę Grammy za całokształt twórczości. Grał niemal do końca życia, kończąc karierę dopiero po diagnozie zwłóknienia płuc. Przyznawał, że przeżył okres głębokiej depresji, gdy nie mógł już grać, bo całe życie poświęcił muzyce i realizacji swojego potencjału. Ostatecznie jednak odnalazł w sobie wdzięczność - za to, że mógł przeżyć życie jako muzyk, dokładnie tak, jak zawsze chciał.

Jego ambicją było nieustanne przekraczanie własnych granic - dążenie do poziomu, na którym rozwój nigdy się nie kończy. Nawet u schyłku kariery podkreślał, że nie interesuje go spoczywanie na laurach: gdy słyszał, że osiągnął już wszystko, odpowiadał w myślach, że chce iść dalej - poza własną legendę, daleko poza "Sonny’ego Rollinsa”, którego zna świat.

Źródło: Radio ZET/The Guardian