`

Był ikoną PRL. Po śmierci jego ukochany kot trafił pod opiekę legendy kina

3 min. czytania
09.06.2025 13:33
Obserwuj nas na Google

Waldemar Kocoń był jednym z najpopularniejszych artystów w czasach PRL. Zachwycał na estradzie w latach 70. Później na jakiś czas wyjechał za ocean. Wylansował utwory, które do dzisiaj cieszą się popularnością. Wiele osób zwracało uwagę także na jego życie prywatne, w którym nie brakowało kontrowersji. Artysta zmarł w 2012 roku, a w testamencie poprosił o pomoc Daniela Olbrychskiego.

Waldemar Kocoń
fot. TRICOLORS/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kim był Waldemar Kocoń.
  • Jakie utwory śpiewał.
  • O co poprosił Daniela Olbrychskiego i jego żonę.

 

W czasach PRL wielu artystów zachwycało na scenie i nagrywało utwory, które na przestrzeni lat zyskały miano ponadczasowych. Do grona popularnych artystów, którzy zachwycali w tamtym czasie, należał Waldemar Kocoń. Urodził się 17 kwietnia 1949 roku. Był polskim piosenkarzem i autorem tekstów. Ukończył średnią szkołę muzyczną w Warszawie. Debiutował w Klubie Studenta UW Hybrydy. Zdobył I nagrodę na Kiermaszu Piosenki Studenckiej. W roku 1969 otrzymał wyróżnienie w kategorii amatorów na III Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. Do najpopularniejszych utworów, które znalazły się w jego repertuarze, należą m.in.:

  • „Jadę na urlop”
  • „Kocham listy od ciebie”
  • „Dobry to czas”
  • „Piosenka w polowym mundurze”
  • „Uśmiechnij Się Mamo”

Quiz: To ukochane ikony rocka lat 70. Jak dobrze znasz Queen? Ciężko o 70%

Screen/YouTube
1/15 Zacznijmy od czegoś łatwego. Freddie Mercury był

Kim był Waldemar Kocoń?

Kocoń na koncie ma wiele nagród i wyróżnień. Zachwycał na scenie zarówno w Polsce, jak i na międzynarodowej arenie. Brał udział w festiwalach rodzimych i zagranicznych. Występował też dla Polonii w USA i Kanadzie. W listopadzie 1981 roku Kocoń wyjechał do Nowego Jorku, a rok później do Chicago. Do Polski wrócił po 19 latach. Media nie tylko informowały o jego projektach artystycznych, ale także o życiu prywatnym, w którym nie brakowało kontrowersji.

Waldemar Kocoń miał wydziedziczyć rodzinę, w tym swojego syna. Jego majątek miał zostać przekazany na Dom Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie. Wyjątek stanowiły jego zwierzęta. Artysta kochał nie tylko muzykę, ale także dzikie zwierzęta. Słynął ze szczególnego zamiłowania do kotów, zwłaszcza tych dzikich. Kocoń opiekował się serwalem afrykańskim. „To jest mój czwarty serwal, a od 1983 roku miałem pumę i kilka serwali” – mówił lata temu w rozmowie z „Faktem”. Po pewnym czasie piosenkarz postanowił założyć hodowlę. Jego ukochanym kotem był Maxim rasy savannah – mieszanka serwala i kota domowego.

 

Waldemar Kocoń zmarł 3 września 2012 roku po przegranej walce z białaczką. Zawczasu pomyślał o zapewnieniu opieki swoim ukochanym zwierzętom, na wypadek gdyby jego zabrakło. Do opieki nad jednym z nich wyznaczył Daniela Olbrychskiego oraz jego żonę Krystynę Demską-Olbrychską, co zostało zapisane w testamencie.

Daniel Olbrychski wraz z żoną zaopiekowali się ukochanym kotem piosenkarza

Do rodziny Olbrychskich trafił roczny Maxim. Kotka Aida, tej samej rasy co Maxim znalazła dom jeszcze za życia muzyka. Serwal Rexus, początkowo miał trafić do zoo, jednak, z racji iż nie potrafił się tam odnaleźć, żona Daniela Olbrychskiego znalazła mu nowy dom.

We wrześniu 2012 roku media poinformowały, że Maxim uciekł. Odnalazł się w listopadzie. Lata temu, w jednym z wywiadów, Daniel Olbrychski przyznał, że kotu zdarza się zniknąć.

Teraz też znika, ale już nie dłużej niż na jedną noc. Zadomowił się i chyba czuje, że wraca do siebie. Poznał też miejscowość, w której mieszkamy, więc umie wracać.  - mówił.

Źródło: Radio ZET/Kultura.gazeta.pl/Fakt