Tragiczne losy gwiazdy „Plebanii”. Do końca miał nadzieję, że będzie żył
Paweł Gędłek podbił serca widzów rolą Romusia Borosiuka w serialu „Plebania”. Jego dobrze rozwijającą się karierę przerwała jednak poważna choroba. Choć aktor niemal do końca miał nadzieję, że jego stan ulegnie poprawie, ostatecznie przegrał walkę. Zmarł dwie dekady temu, w wieku zaledwie 35 lat. Jego historia do dziś porusza widzów.
- Paweł Gędłek był aktorem filmowym, serialowym i teatralnym.
- Widzowie zapamiętali go przede wszystkim dzięki roli Romusia Borosiuka w „Plebanii”.
- Przez wiele lat chorował na serce. Zmarł w wyniku powikłań pooperacyjnych w 2004 roku.
Kariera Pawła Gędłka trwała niespełna dekadę. Mimo to aktor zdołał na długie lata zapisać się w pamięci miłośników rodzimych filmów i seriali. Choć Polacy pokochali go przede wszystkim za rolę w „Plebanii”, w jego dorobku znajdziemy kilka innych udanych kreacji. Zagrał m.in. w „Kronikach domowych”, „Sławie i chwale” oraz „Tygrysach Europy 2”. Grał, nawet wtedy gdy jego serce zaczęło odmawiać posłuszeństwa…
Był ulubieńcem publiczności
O tym, że chce zostać aktorem wiedział już jako mało chłopiec. To w swoim rodzinnym Nowym Targu stawiał pierwsze kroki na scenie – występował w parafialnych przedstawieniach, w tym spektaklu muzycznym „Kolęda-Nocka”. Kiedy zdał maturę, bez wahania udał się na krakowską PWST, gdzie po kilku latach studiów, w 1993 roku, odebrał dyplom. Początkowo występował głównie w teatrze – najpierw znajdującym się w stolicy Małopolski Teatrze Ludowym, potem we Wrocławiu, na deskach Teatru Polskiego.
Szybko upomniał się o niego również świat filmu i telewizji. Gędłek debiutował na ekranach w 1994 roku rolą w „Legendzie Tatr”, a już kilka lat później dołączył do obsady „Plebanii” – serialu, który przyniósł mu nie tylko sławę, ale i tysiące fanów. W produkcji TVP przez 4 lata wcielał się w Romusia Borosiuka. Jego przygoda z serialem trwałaby o wiele dłużej, gdyby nie przedwczesna śmierć aktora.
Problemy z sercem
Paweł Gędłek przez wiele lat chorował na serce. O jego problemach w jednym z wywiadów opowiedziała żona, Kinga Gędłek. Para pobrała się w 1995 roku. „Mąż zachorował jeszcze przed naszym ślubem, dziesięć lat temu. To były przechodzone grypy. Wirus zjadł mu mięsień poprzeczny komory serca. Miał tak zwaną dziurę w sercu. Właściwie całą chorobę przechodził. Do szpitala trafił dopiero wtedy, kiedy zasłabł na scenie Teatru Ludowego w Krakowie. Już wtedy lekarze mówili o przeszczepie serca. Paweł musiał zrezygnować z wielu rzeczy. Przede wszystkim ze sportu i z pracy w teatrze. Ale pojawiły się role filmowe, no i „Plebania”. Paweł stawał się popularny, a choroba postępowała. Dwa ostatnie lata były szczególnie trudne dla niego. Niektórzy myśleli, że przesadza z tą chorobą. Tym bardziej że widzieli pogodnego i radosnego Pawła, żyjącego normalnie. A mąż po prostu odnalazł sens w chorobie. Nigdy nie pytał: „Boże, dlaczego ja?”. Do końca miał nadzieję, że będzie żył. Jedynym ratunkiem był dla niego przeszczep serca. Po operacji odzyskał przytomność, ucałował najbliższych, poprosił o Mszę św. za dawcę, pożegnał się i odszedł” - wyznała w rozmowie z redakcją „Małego Gościa Niedzielnego”.
Aktor zmarł 12 września 2004 roku w wyniku komplikacji pooperacyjnych. W chwili śmierci miał zaledwie 35 lat. Pawła Gędłka żegnała nie tylko żona, ale także dwóch synów. Artysta został pochowany w rodzinnym Nowym Targu.
Źródło: Radio ZET/Onet/telemagazyn.pl