`

Potworna tragedia wstrząsnęła Polską. Obwiniał sam siebie. Popełnił samobójstwo?

4 min. czytania
16.10.2024 13:18
Obserwuj nas na Google

Marek Hłasko był już cenionym pisarzem w Polsce, gdy zdecydował się spróbować swoich sił za oceanem. Amerykańskiego snu jednak nie spełnił. Nie znał dobrze angielskiego i nie potrafił pisać na zamówienie, dlatego by się utrzymać pracował fizycznie. Jedynym pozytywnym aspektem wyjazdu była przyjaźń z Krzysztofem Komedą. Artyści bardzo się polubili i często razem imprezowali. Po jednej z suto zakrapianych zabaw doszło jednak do zdarzenia, które miało tragiczne konsekwencje zarówno dla pisarza, jak i kompozytora.

Marek Hłasko, Krzysztof Komeda
fot. Wojtek Laski/East News/Wikipedia

Władze PRL uznały go za zdrajcę

Marek Hłasko przyszedł na świat w 1934 roku w Warszawie. Mówiono, że od małego był niespokojnym duchem. W wielu opracowaniach traktujących o życiu tego wybitnego artysty, można znaleźć anegdotę, że swój silny charakter miał pokazać już podczas chrztu, którego udzielono mu, gdy skończył dwa lata. Na pytanie księdza o to, czy wyrzeka się złego ducha, maleńki Marek odpowiedział donośnie „nie”. Potem była II wojna światowa i traumatyczne doświadczenia. Hłasko mówił później: „dla mnie jest oczywiste, że stanowię produkt czasu wojny, głodu i terroru. Stąd bierze się nędza intelektualna moich opowiadań; ja po prostu nie potrafię wymyślić opowiadania, które nie kończyłoby się śmiercią, katastrofą, samobójstwem czy też więzieniem. Nie ma w tym żadnej pozy na silnego człowieka, o co posądzają mnie niektórzy”.

Jego utwory, choć przesycone smutkiem, bólem i pesymizmem, od początku cieszyły się uznaniem krytyków i czytelników. Nie jest jasne, kiedy dokładnie zaczął pisać, ale swoje debiutanckie opowiadanie „Baza Sokołowska” datował na rok 1951. W kolejnych latach napisał jeszcze m.in. „Sonatę Marymoncką”, „Złotą jesień”, „Szkołę” i „Noc nad piękną rzeką”. Pojawiły się pierwsze sukcesy i pierwsze nagrody, dzięki którym Hłasko mógł porzucić ciężkie prace fizyczne i skupić się wyłącznie na pisaniu. Książkowym debiutem artysty był zbiór opowiadań „Pierwszy krok w chmurach”, wydany przez Czytelnika w maju 1956 roku.

Książka okazała się tak wielkim hitem, że trzeba było ją dodrukowywać. To mniej więcej wtedy młodym pisarzem zainteresowali się też filmowcy. Na podstawie opowiadań Hłaski, na fali przemian październikowych, nakręcono „Bazę ludzi umarłych”, „Ósmy dzień tygodnia”, czy „Pętlę”. Podobnych produkcji byłoby pewnie więcej, gdyby nie nagły wyjazd pisarza z Polski w 1958 roku.

"Już sam jego wyjazd czy ucieczka z Polski była wyrazem buntu, ale i desperacji. Hłasko od dawna marzył o Ameryce, trochę to trwało zanim to marzenie się spełniło. Ale wyjechał zupełnie nieprzygotowany do życia w innym kraju, nie znał języka, był zupełnie uzależniony od pomocy innych osób" – mówiła prof. Anna Nasiłowska dla PAP.

Było ciężko, zwłaszcza, że była to podróż w jedną stronę. Po jego wyjeździe ówczesne polskie władze z Gomułką na czele odmówiły mu prawa do powrotu, traktując go jako zdrajcę.

 

Marek Hłasko i Krzysztof Komeda. Tragiczne losy polskich artystów

Zanim jednak trafił do Stanów przez kilka lat tułał się po świecie. Mieszkał m.in. w siedzibie „Kultury” Jerzego Giedroycia w Maisons-Laffitte, w Niemczech oraz w Izraelu. W USA przebywał dopiero od lutego 1966 roku. Pobyt za oceanem od początku nie układał się jednak po jego myśli – Hłasko miał pisać scenariusze do produkcji Romana Polańskiego, ale zupełnie nie szło mu tworzenie na zamówienie. Dodatkowo nie znał dobrze języka. Szybko okazało się, że aby móc się utrzymać, musi podjąć się pracy fizycznej.

Odskocznią od ponurych myśli dla pisarza okazały się spotkania ze znajomymi. Z czasem miał ich coraz więcej, jednak najbardziej cenił przyjaźń z zyskującym coraz większą sławę kompozytorem – Krzysztofem Komedą. Ich znajomość zakończyła się jednak tragicznie w październiku 1968 roku. Mężczyźni wracali wówczas razem z jednej z imprez, obaj nie stronili na zabawie od alkoholu i kiedy Hłasko niefortunnie popchnął pianistę, ten spadł ze skarpy i rozbił głowę. Początkowo wydawało się, że to nic groźnego, z czasem, kiedy wyszło na jaw, że lekarze za późno wykryli krwiaka mózgu, stan artysty gwałtownie się pogorszył.

Komedę przetransportowano do Polski, gdzie zmarł 23 kwietnia 1969 roku. Śmierć przyjaciela, o której dowiedział się dopiero miesiąc później, była prawdziwym ciosem dla Hłaski. Pisarz, który od początku obwiniał się za wypadek, miał wówczas powiedzieć, że skoro Komeda nie żyje, on będzie następny…

Jego przepowiednia spełniła się zaledwie trzy tygodnie później. Marek Hłasko został znaleziony martwy rankiem 14 czerwca 1969 roku w mieszkaniu scenarzysty Hansa J. Bobermina w niemieckim Wiesbaden. Mężczyźni w ostatnich dniach przed śmiercią pisarza pracowali razem nad kolejnymi ekranizacjami opowiadań. Za oficjalną przyczynę zgonu uznano nieumyślne przedawkowanie leków nasennych.

„Spał w pokoju obok nas. Żona, która szykowała rano córkę do szkoły, znalazła go martwego w pokoju, nie reagował na pukanie do drzwi. Nic nie wskazywało na samobójstwo. Lekarz stwierdził, że śmierć nastąpiła stosunkowo szybko na skutek zapaści spowodowanej przez alkohol w połączeniu ze środkami nasennymi” – opowiadał w jednym z wywiadów Bobermin.

Wielu, w tym wdowa po Krzysztofie Komedzie, miało na ten temat jednak zupełnie inne zdanie. „Marek przyczynił się do śmierci Krzysia, a potem sam sobie życie odebrał - jestem o tym przekonana” – mówiła Zofia Komedowa-Trzcińska.

Źródło: Radio ZET/WP/dzieje.pl/PAP