Pisarka z PRL-u miała też mroczną stronę. Za jej książkami młodzież stała w kolejkach
Krystyna Siesicka była jedną z najpoczytniejszych pisarek PRL-u. Pisała książki dla młodzieży, w których skupiała się na problemach okresu dorastania, opowiadając o perypetiach nastolatek. Jej bohaterki przeżywały pierwsze miłości, podejmowały trudne decyzje i musiały radzić sobie z problemami, które dotąd były im obce. Artystka bazowała na własnych doświadczeniach, ale także opowieściach piątki swoich dzieci. Miała miliony fanów, którzy robili wszystko, by jakoś „dorwać” jej kolejną powieść. Wielu z nich z pewnością nie kryło zaskoczenia i rozczarowania, kiedy okazało się, że Siesicka miała także drugą, o wiele mroczniejszą, stronę.
Cudem uniknęła śmierci
Krystyna Siesicka przyszła na świat 22 listopada 1928 roku w Dęblinie. Swoje dzieciństwo wspominała jako sielskie i pełne miłości. „Mój Tata był lotnikiem, a Mama tylko Mamą, a raczej aż Mamą. Mój starszy Brat był lekarzem, a ja długo małą dziewczynką, która marzyła o tym, że gdy dorośnie, będzie pić mocną herbatę i pisać książki. I to się spełniło” – wspominała. I choć swoje plany ostatecznie zrealizowała, musiała przejść długą drogę, by móc robić to, co kocha.
Okres jej dojrzewania przypadł na lata wojennej zawieruchy. Dziewczynka przerabiała materiały z liceum na tajnych kompletach, a gdy wybuchło powstanie warszawskie, rzuciła się do pomocy i została sanitariuszką. W czasie jednej z akcji została ranna. Miała uszkodzoną rękę, ale wcale nie to było najgorsze. Krótko później trafiła do obozu w Pruszkowie, a stamtąd miała być przetransportowana do Auschwitz-Birkenau. Kiedy pociąg zbliżał się do Oświęcimia, okazało się, że tego dnia… transporty odwołano. Siesicka wraz z innymi więźniami została wyrzucona na pole koło Częstochowy. Wtedy szczęście uśmiechnęło się do niej po raz kolejny. Nastolatka wraz z kilkunastoma innymi osobami trafiła do majątku żołnierza AK – Jarosława Tymowskiego. Tam wydobrzała i po pół roku powróciła do Warszawy. Wojna była już zakończona, można było układać sobie życie na nowo.
Quiz: Pamiętasz lektury szkolne z PRL? Młodzi wyłożą się na 5. pytaniu
Najpierw mama, potem pisarka
Dokończyła liceum i rozpoczęła studia dziennikarskie. Jeszcze nim zdążyła odebrać dyplom, po raz pierwszy została mamą. Potem, w krótkich odstępach czasu, na świecie pojawiły się jeszcze cztery kolejne pociechy artystki. Siesicka została rodzicielką na pełen etat i na wiele lat porzuciła marzenia o wydaniu powieści. Pisała za to felietony, które pokochali czytelnicy magazynu „Kobieta i życie”. - Przy piątce dzieci nie mogłam pójść do stałej pracy, więc uznałam, że to jedyne zajęcie, które daje się pogodzić z wychowaniem — wyznawała pisarka w wywiadzie dla „Zwierciadła”.
Jej pierwsza powieść, „Zapałka na zakręcie”, ukazała się na rynku dopiero w 1966 roku, gdy Siesicka miała 38 lat. Książka okazała się ogromnym sukcesem, podobnie zresztą, jak kolejne utwory artystki – „Jezioro osobliwości”, „Zapach rumianku”, czy „Ludzie jak wiatr”. W sumie pisarka sprzedała aż 3,5 miliona egzemplarzy swoich powieści, stając się jedną z najpoczytniejszych autorek czasów PRL-u.
Współpracowała z SB
Czytelnicy ją uwielbiali, a kolejne pokolenia wręcz przekazywały sobie jej powieści. Sytuacja nieco zmieniła się na początku lat 2000., kiedy okazało się, że pisarka miała też ciemną stronę. Dziennikarka Joanna Siedlecka ujawniła wówczas na łamach swojego artykułu dla „Rzeczpospolitej”, że Krystyna Siesicka przez kilkanaście lat współpracowała ze Służbą Bezpieczeństwa, jako TW o pseudonimie „Krysta”. Jej zadaniem miało być „rozpracowywanie” środowiska pisarskiego i młodzieży. Do tej roli nadawała się świetnie, bo nie dość, że „w pełni akceptowała politykę partii i rządu”, to budziła ogromne zaufanie jako lubiana pisarka i mama pięciorga dzieci. Donosiła na kolegów ze Związku Literatów oraz opozycyjnych pisarzy oraz sondowała nastroje wśród studentów. Z esbekami spotykała się w kawiarniach, ale i w swoim mieszkaniu, zdając specjalne raporty. W nagrodę otrzymała paszport, możliwość podróżowania po Europie i łatwość w załatwianiu różnych spraw. Zdarzały się też drogie upominki.
Po latach, kiedy prawda o jej przeszłości wyszła na jaw, bardzo żałowała tej współpracy. Przyznała jednak, że była ona cenną lekcją dla niej samej. Lekcją, dzięki której mogła przestrzegać młodsze pokolenia i uczyć właściwych postaw.
Źródło: Radio ZET/Plotek/VIVA!