Polski poeta ukrywał swoją orientację. Ostatni wpis zamieścił 9 dni przed śmiercią
Choć o Janie Lechoniu mogliście usłyszeć na lekcjach języka polskiego przy omawianiu grupy poetyckiej “Skamander”, do której należał między innymi Julian Tuwim, to najprawdopodobniej nie poświęciliście temu poecie tyle czasu, by poznać jego historię. A choć Lechoń był lubiany, utalentowany i pochodził z dobrze sytuowanej rodziny, to nie było mu dane zaznać prawdziwego szczęścia. Bardzo się go bał.
Kim był Jan Lechoń?
Jan Lechoń, a właściwie Leszek Józef Serafinowicz herbu Pobóg (ur. 13 marca 1899[1] w Warszawie, zm. 8 czerwca 1956 w Nowym Jorku), był polskim poetą związanym z grupą “Skamander”. Ba, to właśnie dzięki niemu zawdzięczamy tę nazwę, która jest nawiązaniem do rzeki opływającej Troję. Współtworzył też kabaret literacki “Picador”, który swoje miejsce miał w kawiarni “Pod Picadorem”. Zadebiutował mając 13 lat tomikiem “Na złotym polu”, a tomik “Karmazynowy poemat”, który napisał mając 21 lat, został świetnie przyjęty przez środowisko literatów. Jan Lechoń bez wątpienia osiągał zawodowe sukcesy i był obdarowany ogromnym talentem.
Był redaktorem pisma satyrycznego „Cyrulik Warszawski”, dostał posadę attaché kulturalnym ambasady polskiej w Paryżu, był współzałożycielem Polskiego Instytutu Nauk i Sztuk w USA. Był szanowany przez kolegów z branży i miał wokół siebie wielu przyjaciół z inteligenckiego świata. Jednak fakt, że doceniali go inni, nie wystarczał. Jan Lechoń stawiał sobie bardzo wysokie poprzeczki i nigdy nie był w pełni zadowolony ze swojej pracy. Cierpiał też na “zastoje twórcze”, które uważał, że miał nawet wtedy, gdy tworzył.
To było jednym z filarów jego trwającej od nastoletnich lat depresji. By radzić sobie z trudnymi emocjami, tęsknotą za ojczyzną i niezrozumieniem, postanowił pisać dziennik, który prowadził przez prawie siedem lat. Pierwszy wpis zamieścił 30 sierpnia 1949. Często zdarzało mu się pisać tylko jedno zdanie, by dotrzymać obietnicy nieomijania żadnego dnia. Lukami oczywiście się bardzo zadręczał. Jednak powód jego osamotnienia i pogłębiającej się depresji był znacznie poważniejszy. Ostatni wpis w dzienniku zamieścił na 9 dni przed tragiczną śmiercią.
Jan Lechoń orientacja seksualna
Jan Lechoń nie radził sobie z negatywnymi uczuciami tak samo, jak i z tymi pozytywnymi. Jednym z nich była miłość do siostry kolegi - Wandy Serowskiej. Po latach Kazimierz Wierzyński w swoich pamiętnikach pisał o zakochanym Lechoniu tak:
„Przechodził cierpienia często i dotkliwie. Jednym z nich była miłość do panny Wandy Serkowskiej, osoby wyjątkowej urody, o pięknych oczach i nieskazitelnej, oliwkowej cerze Hiszpanek. Nie umiał dać sobie rady z tym uczuciem, mimo przychylności panny i właściwie ukrywał je przed nami. Można dziś o tym mówić, oboje nie żyją. Inne cierpienia, głównie na tle nerwowym objawiły się później”.
Quiz: Szymborska czy Osiecka? Rozpoznaj poetkę po jednym wersie
Lechoń nie odważył się zawalczyć o rękę Serowskiej, a kobieta nie czekała na niezdecydowanego poetę i przyjęła oświadczyny innego mężczyzny. Pisarz później już nie zapałał takim uczuciem do innej kobiety, w swoich dziennikach nie ukrywał faktu, że interesują go mężczyźni. Jednak w tamtym okresie nie mówiło się o orientacji innej niż heteroseksualna. To był temat tabu. Lechoń nie potrafił zrozumieć swojej natury, bał się jej i długo ją ukrywał przed innymi, a może i nawet przed samym sobą.
Poecie nie było więc dane zaznać takiej miłości, jak osobom heteroseksualnym, które mogły brać śluby, mieszkać ze sobą, przemierzać ulice za rękę. Choć miał w Nowym Jorku stałego partnera, który był dla niego “najdroższą osobą”, to nie było to samo. Jan Lechoń czuł się więc samotny, zamknięty i niezrozumiany, co potęgował fakt, że mieszkając w Nowym Jorku, wciąż tęsknił za Polską. Nie mógł znieść faktu, że była sowietyzowana, brakowało mu rodzimej kultury i języka, czego niestety nie mógł kultywować z miejscową Polonią, z którą miał liczne zatargi. 30 maja 1956 zamieścił ostatni wpis w swoim dzienniku. 9 dni później skoczył z dwunastego piętra hotelu Hudson. Dwa dni przed śmiercią wyspowiadał się, przyjął komunię świętą i ostatnie namaszczenie.
Jan Lechoń został w dzielnicy Queens w Nowym Jorku, w 1991 roku jego ciało zostało przewiezione do Polski. Spoczął na cmentarzu w Laskach pod Warszawą.
Źródło: Radio ZET/ Wikipedia/Dzienniki Jana Lechonia 1949-1956