Napisał najlepszą polską lekturę i otarł się o Nobla. Za granicą żył w biedzie
Polacy doskonale znają powieści jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku. Choć jego nazwisko przewija się regularnie nie tylko na lekcjach języka polskiego, niewiele osób wie, że podczas emigracji ceniony literat oraz niedoszły laureat Nagrody Nobla zmagał się z ogromną biedą.
Z tego artykułu dowiesz się:
- W jakim kraju przez długi czas mieszkał legendarny polski pisarz.
- Co o polskim pisarzu mówił mieszkający w Paryżu artysta.
- Gdzie pisarz poszukiwał szans na ciepły posiłek w najtrudniejszych momentach.
Polacy doskonale znają dzieła jednego z najwybitniejszych pisarzy ubiegłego wieku. Mimo tego niewiele osób wie, że polski literat przez wiele lat mieszkał poza granicami ojczyzny. W sierpniu 1939 roku Witold Gombrowicz zdecydował się na podróż do Argentyny. W trakcie rejsu dotarła do niego wiadomość o wybuchu II wojny światowej, co sprawiło, że jego pobyt w Buenos Aires znacznie się przedłużył - o wiele bardziej, niż planował. W chwili wyjazdu miał już za sobą literacki debiut i sukces "Ferdydurke". Podczas emigracji, która ostatecznie trwała ponad dwadzieścia lat, napisał między innymi "Trans-Atlantyk", "Ślub" oraz "Bakakaj". Twórczość pochłaniała go całkowicie, przez co nie znajdował czasu na stałą pracę, a jego życie często balansowało na granicy ubóstwa.
Rozwiąż quiz, w którym pytamy o maturę z języka polskiego. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Zdałbyś maturę z polskiego? Powtórka z nazwisk pisarek i pisarzy
Choć Witold Gombrowicz wywodził się ze szlacheckiej rodziny, nie miał pieniędzy. Wspominano, że początkowo chodził na pogrzeby, a później "wpraszał się na stypy”, by móc się najeść - jednak z czasem i to okazało się zbyt uciążliwe. Problemem była też nieznajomość hiszpańskiego. Sam Gombrowicz zapisał w swoim dzienniku: "Nie widzę przed sobą nic… żadnej nadziei. Wszystko mi się wykańcza, nic nie chce się zacząć.” Jego sytuacja nieco się poprawiła, gdy zatrudnił się jako urzędnik bankowy, ale nie był zbyt pilnym pracownikiem - papier firmowy wykorzystywał do pisania kolejnych powieści. Mimo to w Argentynie pozostawał nierozumiany, a jego dzieła nie cieszyły się popularnością. Odmiennie wyglądała sytuacja wśród polskiej emigracji w Paryżu.
Kto promował dzieła Witolda Gombrowicza w Europie?
W Paryżu talentem Witolda Gombrowicza zachwycił się Jerzy Giedroyc, założyciel legendarnego pisma "Kultura", które zaczęło publikować utwory pisarza, przyczyniając się do ich rozgłosu. Opinie o autorze były jednak podzielone, zwłaszcza po wydaniu "Trans-Atlantyka". Niełatwy charakter Polaka także nie sprzyjał współpracy. "Był snobem, prawdziwym snobem” - wspominał Józef Czapski. - "A jako że ja miałem tytuł, a on był niby-hrabią, wyczuwałem, że naigrywał się ze mnie [...]. Coś takiego przyprawiało mnie o mdłości.”
Inaczej autora "Ferdydurke" postrzegał Czesław Miłosz, który stał się jego bliskim przyjacielem i określał Witolda Gombrowicza mianem "duchowego kuzyna”. Sam pisarz odwzajemniał sympatię, pisząc do Miłosza: "Wiele rzeczy nas dzieli, niemniej jest mi pan najbliższy we współczesnej polskiej literaturze.” Podziwiał go również Sławomir Mrożek, który dostrzegał w jego twórczości głębię i odwagę intelektualną. Dzięki wsparciu ze strony znanych twórców i coraz większemu zainteresowaniu jego pisarstwem, Witold Gombrowicz zyskał uznanie i mógł wreszcie porzucić znienawidzoną pracę urzędnika. Do końca życia utrzymywał się z tantiem. W ostatnich latach autor "Ferdydurke" zyskał uznanie krytyków, które zaowocowało aż trzykrotną nominacją do Literackiej Nagrody Nobla - w 1966, 1968 oraz 1969 roku. Ostatecznie jednak Witold Gombrowicz nie został kolejnym polskim noblistą. Pisarz zmarł w nocy z 24 na 25 lipca 1969 roku we francuskiej miejscowości Vence w wyniku ataku astmy.
Witold Gombrowicz, znany polski pisarz, spędził ponad dwadzieścia lat na emigracji w Argentynie, gdzie napisał wiele ze swoich najbardziej znanych dzieł, mimo trudności finansowych i nieznajomości hiszpańskiego.
Źródło: Radio ZET/Kultura Gazeta