Gwiazda "Nocy i dni" gorzko o nowej adaptacji Netflixa. "Nie na miejscu"
Netflix zapowiedział rozpoczęcie prac nad produkcją opartą na ważnym dziele polskiej literatury. "Noce i dnie" Marii Dąbrowskiej mają zostać przeniesione na ekran w postaci nowego serialu. Ten pomysł nie spodobał się Karolowi Strasburgerowi - odtwórcy jednej z ról w filmowej adaptacji tej powieści.
Z tego artykułu dowiesz się:
- "Noce i dnie" to jeden z największych klasyków polskiej literatury
- Dzieło Marii Dąbrowskiej doczekało się wyśmienitego filmu i serialu w reżyserii Jerzego Antczaka
- Teraz nową adaptację zapowiedział Netflix, jednak Karol Strasburger negatywnie wypowiada się na temat tego pomysłu
"Noce i dnie" dostaną serial na Netflix
"Noce i dnie" to jedno z największych dzieł polskiej literatury. Historia tworzona w latach 1931-1934 przez Marię Dąbrowską została przeniesiona na ekrany już w 1975 roku. Film w reżyserii Jerzego Antczaka do dziś uważany jest za jedną z najlepszych adaptacji polskich powieści. W role główne Barbary i Bogumiła wcielili się wówczas Jadwiga Barańska oraz Jerzy Bińczycki.
Jak dobrze pamiętasz te polskie filmy? Tylko mistrz zdobędzie 100 proc. punktów! Resztę artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Pamiętasz polskie filmy z lat 70.? 5. pytanie może cię pogrążyć
Teraz Netflix ogłosił, że wkrótce ruszą zdjęcia do kolejnej adaptacji tego dzieła, tym razem w reżyserii Kamili Tarabury. Nowa interpretacja jak podkreśla reżyserka, to przede wszystkim "szczera i emocjonalna refleksja na temat mitu romantycznej miłości i odwiecznej walki oczekiwań z rzeczywistością". Teraz negatywnie o zapowiadanej produkcji wypowiedział się Karol Strasburger, jeden z głównych bohaterów dawnego hitu.
Karol Strasburger krytycznie o nowej adaptacji "Nocy i dni"
Karol Strasburger w filmie i serialu "Noce i dnie" z czasów PRL wcielił się w rolę Józefa Toliboskiego - pierwszej miłości Barbary. Jego zdaniem nie ma potrzeby tworzenia kolejnej wersji adaptacji, zwłaszcza że pierwsza wciąż jest chętnie oglądana i wysoko ceniona przez Polaków.
- Wydaje mi się, że film Antczaka jest zrobiony na tyle wybitnie, że w tej chwili robienie jeszcze raz tego samego nie ma sensu. To niemożliwe, by w obecnych czasach zekranizować "Noce i dnie" z takim samym rozmachem. Nie robi się już filmów tak pełnowymiarowych z taką ogromną dbałością o kostiumy, scenografię. Tego wszystkiego jest mniej. Trochę nie wiem skąd taki pomysł, by brać się za coś, co tak mocno zakorzeniło się w naszej kinematografii i ciągle jest obecne. Przecież wersja, w której grałem jest ponadczasowa i była nawet nominowana do Oscara. Nie zestarzała się i odniosła same sukcesy i dobrze byłoby to tak zostawić - podkreśla aktor i prezenter w rozmowie z "Super Expressem".
Czy Strasburger zagra w serialu Netflixa?
Karol Strasburger wspomniał także o słynnej scenie z nenufarami, w której zagrał najważniejszą rolę, a która uznawana jest za najbardziej romantyczną scenę powojennego kina polskiego. Uważa, że twórcy nowego serialu Netflixa sporo ryzykują - Polacy będą porównywać bowiem ich adaptację do tak cenionego dzieła.
Strasburger stwierdził także, że tworzenie nowej interpretacji jest wyrazem braku szacunku dla twórców oryginalnej wersji.
- Jestem wykonawcą mocno związanym z tym filmem i z samym Jerzym Antczakiem, więc jego głos powinien być w tej sprawie najważniejszy. Z szacunku do Jadwigi Barańskiej i do filmu, który wciąż niesamowicie tętni życiem, robienie dziś czegoś podobnego wydaje mi się nie na miejscu - powiedział Plejadzie.
Aktor oznajmił, że zobaczy nową wersję, aby przekonać się "jak to wyszło". Jest jednak zdecydowanie przeciwny gościnnemu udziałowi w produkcji, jak to miało miejsce w przypadku Artura Barcisia, który pojawił się po latach w nowym "Znachorze".
- Jerzy Antczak kiedyś otrzymał propozycję zrobienia reklamy z naszej sceny z nenufarami. Wszyscy bez względu na wielkie pieniądze odpowiedzieliśmy, że nie ma mowy, by to tak komercjalizować. Scena jest na tyle romantyczna i przeszła do historii, że nie ma co tego niszczyć. Taka propozycja przeróbki tej sceny padała kilka razy, chcieli robić z tego reklamy proszków do prania i tak dalej. Było to pozbawienie szacunku do tej sceny i całego filmu. Nie ma co niszczyć historii - mówił w wywiadzie.
Źródło: Radio ZET / Plejada / Super Express