Zagrał w tym filmie dla pieniędzy. Hollywoodzki gwiazdor do dziś żałuje tej decyzji
Eddie Murphy przez lata uchodził za jednego z największych komediowych gwiazdorów Hollywood. Jedna z jego najbardziej znanych ról miała jednak odsłonę, o której aktor zdecydowanie wolałby nie pamiętać. Choć produkcja powstała z myślą o wielkim sukcesie, jej losy potoczyły się zupełnie inaczej. Po latach Murphy nie miał już wątpliwości, co o niej sądzi.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Która rola zapisała się negatywnie w pamięci amerykańskiego aktora.
- Z jakim odbiorem spotkała się pierwsza część kultowej serii.
- Co o swoim występie po latach mówił Eddie Murphy.
O jakiej swojej roli chciałby zapomnieć amerykański gwiazdor?
Komedia, o której Eddie Murphy najchętniej zapomniałby na zawsze, od lat ma wyjątkowo złą reputację. Fani kultowej serii, w ramach której powstała, uznali ją za zdecydowanie najsłabszą odsłonę cyklu. "Gliniarz z Beverly Hills III” otrzymał nominacje do Złotych Malin za najgorszą reżyserię i najgorszy sequel, choć ostatecznie nie zdobył żadnej ze statuetek. Na Rotten Tomatoes film może pochwalić się zaledwie 11 procent pozytywnych ocen krytyków i 35 procent od widzów. Trudno się dziwić, że sam Murphy nie wspomina go najlepiej.
Rozwiąż quiz, w którym pytamy o najlepsze polskie komedie. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Tylko najwięksi znawcy zdobędą 15/15. Dopasuj aktora do kultowej polskiej komedii
Za klęskę nie można było obwiniać wyłącznie reżysera. John Landis miał przecież na koncie takie komediowe klasyki jak "The Blues Brothers”, "Nieoczekiwana zmiana miejsc” czy "Książę w Nowym Jorku”. Nie pomogły również gościnne występy hollywoodzkich legend, wśród których znalazł się George Lucas. Największym problemem okazał się scenariusz "Gliniarza z Beverly Hills III” - wymuszony i pozbawiony energii, która napędzała wcześniejsze części. Eddie Murphy również nie był już tym samym Axelem Foleyem.
Z jakim odbiorem spotkała się pierwsza część "Gliniarza z Beverly Hills"?
Pierwsza część "Gliniarza z Beverly Hills” była ogromnym, a przy tym dość niespodziewanym sukcesem. Produkcja powstawała długo i w chaotycznych warunkach, a ostateczny kształt historii wielokrotnie zmieniał się już podczas pracy na planie. Wiele zawdzięczała improwizacji Murphy'ego i pozostałych aktorów. Widzowie pokochali Axela Foleya – charyzmatycznego policjanta z Detroit, który przyjeżdża do Beverly Hills i za wszelką cenę próbuje odnaleźć morderców swojego najlepszego przyjaciela. Przy budżecie wynoszącym 15 milionów dolarów film z 1984 roku zarobił aż 234 milionów.
Sukces był tak ogromny, że "Gliniarz z Beverly Hills” otrzymał nominacje do Oscara i Złotych Globów, a także zdobył Nagrodę Publiczności dla Ulubionego Filmu. Słynny motyw muzyczny ze ścieżki dźwiękowej przyniósł twórcom statuetkę Grammy. W 2024 roku produkcja trafiła natomiast do Narodowego Rejestru Filmowego Stanów Zjednoczonych Biblioteki Kongresu jako dzieło "znaczące kulturowo, historycznie bądź estetycznie”.
Co o kręceniu kolejnych części mówił Eddy Murphy?
Nic więc dziwnego, że Paramount zdecydował się kontynuować serię. Druga część również okazała się kasowym hitem – przy budżecie wynoszącym 27 milionów dolarów w 1987 roku zarobiła na całym świecie około 300 milionów. Recenzje były już bardziej mieszane, a krytycy zarzucali filmowi przede wszystkim wtórność.
Sam Eddie Murphy również coraz wyraźniej miał dość tej formuły. W wywiadzie dla "Rolling Stone” z 1989 roku nie pozostawiał złudzeń: "Nie ma powodu, żeby to kręcić. Nie potrzebuję pieniędzy, a ten film nie wniesie nic nowego. Jak często można pokazywać Axela Foleya, który szybko gada i zakrada się tam, gdzie nie powinien? Ale ci sk**wiele piszą o tym nowe scenariusze. Są już na etapie przedprodukcyjnym. Jedynym powodem, dla którego warto nakręcić 'Gliniarza III', jest zarobienie kupy kasy i rozbicie banku. Paramount nie wypisze mi czeku na kwotę, której bym za to chciał. Jeśli nakręcę trzeciego "Gliniarza", będzie można śmiało stwierdzić: 'Ooo, musiał dostać mnóstwo kasy'".
Jak miała wyglądać trzecia część "Gliniarza z Beverly Hills"?
Zanim powstała ostateczna wersja filmu, scenarzyści i producenci rozważali kilka zupełnie różnych historii. W jednej z nich Axel miał ratować kapitana Bogomila (Ronny Cox), którego podczas międzynarodowego zjazdu policji porywają terroryści. Inny pomysł wysyłał Foleya do Wielkiej Brytanii, gdzie miał współpracować z funkcjonariuszami Scotland Yardu. Rozważano nawet, by jego partnera zagrał Sean Connery albo John Cleese. Ostatecznie producenci Don Simpson i Jerry Bruckheimer uznali, że brytyjski wariant zbyt mocno przypomina „Czarny deszcz” z Michaelem Douglasem, dlatego projekt trafił do kosza.
Ostatecznie Steven E. de Souza stworzył scenariusz, który - w dużym uproszczeniu - przypominał "Szklaną pułapkę” przeniesioną do wesołego miasteczka. Produkcja miała też problemy finansowe. Paramount początkowo chciał ograniczyć budżet z 70 do 55 milionów dolarów, jednak koszty szybko zaczęły rosnąć i ostatecznie film pochłonął kwotę zbliżoną do pierwotnie zakładanych 70 milionów.
"Gliniarz z Beverly Hills III” trafił do amerykańskich kin 25 maja 1994 roku i niemal natychmiast okazało się, że coś poszło bardzo nie tak. Film zarobił około 119 milionów dolarów, czyli znacznie mniej niż poprzednie części, a krytycy nie zostawili na nim suchej nitki. Recenzenci zwracali uwagę przede wszystkim na brak lekkości i humoru. Sam Axel Foley sprawiał wrażenie człowieka zupełnie pozbawionego energii. Murphy dostał za występ 15 milionów dolarów, ale pieniądze nie wystarczyły, by uratować produkcję.
Co o porażce "Gliniarza z Beverly Hills III" mówił reżyser filmu?
John Landis po latach wspominał pracę nad filmem w rozmowie z "Colliderem”: "Film 'Gliniarz z Beverly Hills 3' był bardzo dziwnym doświadczeniem. Scenariusz nie był zbyt dobry, ale pomyślałem sobie: 'No i co z tego? Z Eddiem sprawię, że będzie zabawnie'. Już pierwszego dnia, kiedy zacząłem podsuwać Eddiemu jakieś żarty, powiedział mi: 'Wiesz, John... Axel Foley jest teraz dorosły. Nie jest już takim mądralą i cwaniakiem'".
Reżyser przyznał, że podczas zdjęć Murphy zachowywał się niezwykle profesjonalnie, ale nie potrafił odnaleźć dawnej komediowej energii. "Podczas kręcenia trzeciego 'Gliniarza' przeszedłem przez dziwne doświadczenie, w którym Eddie był niezwykle profesjonalny, ale po prostu nie był zabawny. Próbowałem go postawić w śmiesznych sytuacjach, a on zawsze znajdował sposób, żeby się z tego wywinąć. To dziwny film. Są tam rzeczy, które mi się podobają. Ale jest dziwny".
Później pojawiały się również informacje, że Murphy miał podczas produkcji zmagać się z depresją. Tak przynajmniej wspominał w 2009 roku aktor Bronson Pinchot, który opowiadał o wyraźnym braku energii i motywacji u swojej ekranowej kolegi. Sam Murphy inaczej tłumaczył niepowodzenie filmu. Jego zdaniem problem tkwił przede wszystkim w konstrukcji historii.
Co o swoim występie w "Gliniarzu z Beverly Hills III" mówił sam Eddie Murphy?
Amerykański aktor kilkukrotnie poruszał kwestię "Gliniarza z Beverly Hills III". W jednym z wywiadów wprost wyjaśnił, dlaczego jego zdaniem film okazał się klapą.
"Gliniarz z Beverly Hills 3” wypadł tak słabo, bo nie ma w nim Taggarta, czarny charakter nie jest wystarczająco nikczemny, a Axel nie miał w tej sprawie nic do stracenia. W pierwszej części ginie jego najlepszy przyjaciel. W drugiej jego kolejny przyjaciel, kapitan Bogomil (Ronny Cox), zostaje postrzelony. Natomiast w trzeciej ginie jego szef, komendant Todd, ale uwaga skupia się na kłopotach wujka Dave'a. O tym właśnie jest ten film
Najbardziej wymowna okazała się jednak jego późniejsza wypowiedź. Przed premierą czwartej części aktor najwyraźniej sam zapomniał, że kiedykolwiek zagrał w trzecim "Gliniarzu”. W jednym z wywiadów opowiadał, że scenariusz nowej odsłony powstawał od czasów "Gliniarza II”, po czym sam zapytał: "A może trójki? Nakręciliśmy trzecią część?”. Chwilę później dodał: "Tak, to pokazuje, jak zła była ta trójka. Wypieram ją”.
Na szczęście po niemal 30 latach przerwy seria doczekała się kolejnej części, która została przyjęta znacznie lepiej. "Gliniarz z Beverly Hills: Axel F” szybko stał się jednym z najpopularniejszych anglojęzycznych filmów na Netfliksie. Produkcja trafiła do Top 10 platformy w 93 krajach, a jej oceny były zdecydowanie lepsze niż w przypadku pamiętnej trójki. Krytycy przyznali jej 66 procent pozytywnych opinii, a widzowie - 75 procent. Wygląda więc na to, że po latach Axel Foley doczekał się wreszcie rehabilitacji.
Oto największy hit Netflixa 2026 roku. Nie tylko Polacy oglądali go na potęgę
Źródło: Radio ZET/Kultura Gazeta