W latach 90. piękna Polka podbiła USA. Występowała pod pseudonimem
Małgorzata Zajączkowska to jedyna polska aktorka, której udało się zagrać w filmie Woody’ego Allena. Wielu uważa nawet, że artystka, podczas swojej przygody za oceanem, otarła się o nominację do… Oscara. By zaistnieć w Fabryce Snów, gwiazda przez długi czas posługiwała się pseudonimem.
- Małgorzata Zajączkowska to polska aktorka, która przez lata zachwycała w Hollywood.
- Jako jedyna Polka zagrała w produkcji Woody’ego Allena.
- W Ameryce znana jest pod innym imieniem i nazwiskiem.
Była świeżo upieczoną absolwentką warszawskiej PWST, gdy podjęła współpracę z jednym z najwybitniejszych polskich reżyserów – Krzysztofem Zanussim. Rola w filmie „Constans” przyniosła jej nie tylko cenne doświadczenia, ale i stała się trampoliną do dalszej kariery. Wielu już wtedy wróżyło jej wielką karierę. Nikt jednak nie spodziewał się wówczas, że na talencie polskiej aktorki tak szybko poznają się wielcy artyści z Hollywood.
Quiz: Najpiękniejsze kobiety PRL. Poznasz je po 1 zdjęciu z młodości?
Pracowała z Woodym Allenem i Glenn Close
Choć jej kariera w Polsce rozwijała się w zawrotnym tempie (aktorka wystąpiła m.in. w „Królowej Bonie” i „Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny”), z miłości do męża – Karola Staina – zdecydowała się wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Jej wybranek spełniał za oceanem swój „amerykański sen”, a ona po cichu godziła się z tym, że to prawdopodobnie koniec jej aktorskiej kariery. „Byłam zakochana w mężu, który chciał pojechać do Nowego Jorku. Po angielsku mówiłam słabo i w ogóle nie myślałam o pracy. A jednak Basia Piasecka-Johnson ufundowała mi roczne stypendium językowe, dawała nam zaproszenia na rozmaite charytatywne imprezy.” – wspominała w jednym z wywiadów, opowiadając o swojej przygodzie.
Branża dość szybko zwróciła uwagę na śliczną blondynkę, choć jak ona sama przyznaje, pierwsze role zyskała m.in. dzięki rekomendacjom Agnieszki Holland. Zajączkowska, znana w USA jako Margaret Sophie Stein, debiutowała w Hollywood występem w filmie „Wrogowie” Paula Mazursky’ego. Wiele mówiło się o tym, że dzięki tej kreacji była bliska nominacji do Oscara. To właśnie w tej produkcji wypatrzył ją Woody Allen. „Propozycja zagrania u niego przyszła, kiedy byłam akurat na wakacjach w Polsce.” – zdradziła aktorka. „To dla aktora święto. Jemu nikt nie odmawia, nawet jeśli ma się zagrać dwuminutowy epizod.” – dodała. W komedii kryminalnej z 1994 roku – „Strzały na Broadwayu” - wcieliła się w Lily.
Później o współpracę z polską aktorką zaczęły zabiegać inne gwiazdy. Glenn Close osobiście skontaktowała się z Zajączkowską, proponując jej występ w „Rodzinie Sary. Anons”. „Pewnego razu zapytałam ją: ‘Glenn, dlaczego ja?’. Odpowiedziała, że zobaczyła mnie na ekranie i bardzo chciała się ze mną spotkać w pracy. Amerykanie mają niezwykłą otwartość na drugiego człowieka” – mówiła po latach Zajączkowska.
W Polsce też jest gwiazdą
Artystka po niemal dwóch dekadach spędzonych na obczyźnie ostatecznie zdecydowała się wrócić na do Polski. Rodzima branża na szczęście nie zmarnowała jej potencjału. Małgorzatę Zajączkowską do dziś możemy oglądać w filmach i serialach. Polscy widzowie pokochali ją m.in. za rolę Ireny Kozioł w „Na dobre i na złe” oraz Magdaleny Ordyńskiej-Złotopolskiej z serialu „Złotopolscy”.
„Widzowie najczęściej nie wiedzieli, że robiłam coś w teatrze czy jakieś filmy w Ameryce. Ja sobie „Złotopolskich” cenię szczególnie, tak jak i czas spędzony na planie, bo uważam, że w tradycji naszych seriali ten był absolutnie wyjątkowy. Przede wszystkim język był bardzo aktorski, nie pojawiali się tam ludzie przypadkowi, bo bardzo pięknie dobierali aktorów, a teksty pisane przez Jana Purzyckiego były fantastyczne. Trochę zaczarowany był to serial.” – mówiła przed laty w rozmowie z Onetem.
Aktorka wciąż może przebierać w propozycjach. Gra zarówno w polskich, jak i zagranicznych produkcjach. Ostatnio wystąpiła m.in. w filmie „Lepiej późno niż wcale” Lisy Steen.
Źródło: Radio ZET/Pomponik/Onet