`

Jedną scenę nagrywano 70 razy. Mało kto wie, że w tle rozgrywał się dramat

2 min. czytania
06.09.2025 11:04
Obserwuj nas na Google

Jedna z najbardziej wzruszających scen w historii animacji została nagrana aż 70 razy. Mało kto wie, że za kulisami rozgrywał się prawdziwy dramat – tuż przed zakończeniem prac zginęła 10-letnia aktorka. Jej śmierć na zawsze zmieniła finał „Wszystkie psy idą do nieba”.

Burt Reynolds
fot. Screen IMDb

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Burt Reynolds nagrywał jedną scenę aż 70 razy.
  • Jak śmierć Judith Barsi wpłynęła na proces powstawania filmu.
  • Co naprawdę kryje się za wzruszającym zakończeniem kultowej animacji.

Tragiczna śmierć młodej aktorki i poruszające kulisy nagrań

Wielu kinomanów pamięta wzruszającą finałową scenę animacji „Wszystkie psy idą do nieba” w reżyserii Dona Blutha, ale niewielu zdaje sobie sprawę, jak trudne warunki panowały podczas jej realizacji. Gdy film wchodził do kin, Judith Barsi – utalentowana 10-letnia aktorka dubbingująca Anne Marie – już nie żyła. Została tragicznie zamordowana przez swojego ojca 25 lipca 1988 roku, który dwa dni później popełnił samobójstwo, podpalając posiadłość rodzinną.

Rozwiąż quiz serialowy. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Najlepsze polskie seriale w historii. Ile z nich znasz? Młodzież nie da rady

Materiały prasowe
1/15 Leszek Lichota wcielał się w głównego bohatera serialu:

Burt Reynolds, który użyczył głosu Wilczurkowi Charlie’emu, przejął się tą tragedią. Nagranie jego kwestii w finałowej scenie stanowiło ogromne emocjonalne obciążenie. Choć planował odłożyć sesję, aby ochłonąć, wystarczyło usłyszeć głos Barsi, by zalały go łzy. Poprosił, by w studiu znajdowali się tylko on i inżynier dźwięku – żadnych dodatkowych osób. Przez kilka godzin pracował nad dialogiem. W jednej z wersji wymówił słowa: „Pożegnanie nie trwa wiecznie”, patrząc na zdjęcie Judith.

 

Ta scena stała się osobistym pożegnaniem

Z racji silnych emocji scena musiała być nagrywana aż 70 razy, zanim udało się uchwycić wersję nadającą się do emisji. Za każdym razem Reynolds walczył z rozpaczą, która nie była udawana – była świadectwem głębokiej więzi z młodą aktorką. Wielu uważa, że to nie było pożegnanie postaci z filmu, ale pożegnanie w osobistym wymiarze: jego i Barsi.

Oglądaj

Ta kulisowa historia, dramat w tle, którego większość widzów się nie domyśliła, nadaje scenie wyjątkowej głębi. Dzięki temu momentowi finał staje się nie tylko artystycznym zwieńczeniem filmu, lecz także osobistą, intymną opowieścią o stracie, żalu i pamięci.

Źródło: Radio ZET/Wikipedia