W PRL nazywano ją „czarnym aniołem”. Drugie małżeństwo skończyło się skandalem
Ewa Demarczyk była jedną z największych gwiazd polskiej muzyki okresu PRL-u. Mówiono o niej „druga Edith Piaf”, porównywano do Juliette Greco i chwalono za niezwykłe zdolności interpretatorskie. Jej życie pełne było sukcesów, ale i trudniejszych momentów. Artystka nie miała szczęścia w miłości, co okupiła nie tylko złamanym sercem, ale i potężnym skandalem.
Była wszechstronnie uzdolniona
Ewa Demarczyk to jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci polskiej sceny muzycznej. Była oryginalna, trudna do podrobienia i miała w sobie iskrę, która niczym magnes, przyciągała tysiące słuchaczy zarówno z kraju, jak i zagranicy. Wróżono jej wielką karierę i choć sukces odniosła przede wszystkim na rodzimym rynku, chwalono ją m.in. w Paryżu. „To będzie moja druga Edith Piaf” – miał powiedzieć słynny dyrektor paryskiej Olympii Bruno Coquatrix, poruszony występem polskiej gwiazdy. Zaproponował jej nawet dwuletni kontrakt i błagał na kolanach, by artystka zgodziła się u niego występować. Ta miała jednak inne plany.
Była nie tylko zdolną wokalistką, ale i pianistką. Choć jak mawiała, zniechęcały ją żmudne lekcje gry na instrumencie. Pod koniec lat 50. ukończyła Państwową Szkołę Muzyczną II stopnia im. Władysława Żeleńskiego w klasie fortepianu i rozpoczęła studia w Akademii Muzycznej. W latach 60. została także absolwentką krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Na scenie debiutowała w 1961 roku, występując w studenckim kabarecie „Cyrulik”. Zaledwie rok później dołączyła do ekipy słynnej „Piwnicy pod Baranami”, a w 1963 roku wystąpiła na 1. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, na którym zdobyła nagrodę główną. To właśnie tam po raz pierwszy zaśpiewała swoje największe hity – „Karuzelę z madonnami” i „Czarne anioły”. Publiczność szybko podchwyciła melodię i zachwyciła się niezwykłą elegancją i siłą młodej artystki.
„Stanęła przed mikrofonem zupełnie niepozorna. Z ostrym makijażem, w czarnej, niezbyt efektownej sukience. I zaśpiewała. Ale jak zaśpiewała! Publiczność po prostu oniemiała. W ciągu jednego wieczora narodziła się gwiazda”, wspominał Marek Karewicz, artysta fotografik i dziennikarz muzyczny.
Przez upór straciła wielką szansę
Demarczyk podziwiali nie tylko Polacy, ale także Francuzi. Karierę w Paryżu miała na wyciągnięcie ręki, gdyby tylko… chciała śpiewać po francusku. Nie chciała, choć w kolejnych latach, wykonywała utwory w różnych językach. Na sukces za granicą było już jednak za późno.
„Praca z Ewą była ogromnym wyzwaniem. Miała wielką charyzmę, ale była też wymagająca, kapryśna, apodyktyczna. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że miała potrzebę władzy i rządzenia. Rozumiem to, bo tylko w ten sposób mogła mieć pewność, że zrealizuje to, co sobie zamierzyła. A jej celem była absolutna perfekcja” – opowiadał kompozytor Zygmunt Konieczny.
Quiz: Muzyczny sprawdzian PRL. Rozpoznasz artystę po utworze?
Skomplikowane życie uczuciowe
Choć odnosiła sukcesy zawodowe, prywatnie nie wiodło jej się tak dobrze. Powszechnie było wiadomo, że „czarny anioł” nie ma szczęścia w miłości. Dwukrotnie stawała na ślubnym kobiercu, jednak żadna z tych relacji nie przetrwała próby czasu. Z pierwszym mężem, skrzypkiem z Mazowsza, rozwiodła się zaledwie po kilku miesiącach. Drugi mąż był pozłotnikiem, studiował na ASP. Kiedy wydawało się, że Demarczyk ułożyła sobie życie, doszło do prawdziwego skandalu.
Jej wybranek wylądował w słynnym krakowskim więzieniu na Montelupich, gdzie wyszło na jaw, że jest złodziejem. Miał okradać nie tylko znajomych Demarczyk, ale także własną żonę. Gwiazda uwierzyła w jego winę dopiero, gdy zauważyła swoją broszkę na ubraniu właścicielki jednej z krakowskich kawiarni. Kiedy kobieta wyznała, że kupiła ją od męża artystki, ta złożyła papiery do sądu i rozwiodła się korespondencyjnie. Szczęście odnalazła dopiero na początku lat 80. u boku Pawła Rynkiewicza.
Źródło: Radio ZET/VIVA!/Wikipedia