Ten romans PRL do dziś wywołuje rumieńce na twarzy. On był synem premiera
Tym związkiem żyła cała, PRL-owska Polska. Uwielbiana piosenkarka, której ówczesnym partnerem był amant polskiego kina, weszła w romans z synem jednego z najważniejszych polityków w państwie. Ich relacja wywoływała ogromne emocje.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaki romans elektryzował Polaków w czasach PRL-u?
- Jakim człowiekiem był Andrzej Jaroszewicz?
- Co o relacji polskiej gwiazdy sądził jej ówczesny partner?
Uwielbiana polska piosenkarka rozkochała w sobie syna polityka
Romanse osób publicznych od lat wywołują ogromne emocje wśród społeczności. Nie inaczej było w szarym PRL-u, gdy plotki o burzliwych relacjach stanowiły element ekscytacji w trudnych czasach. Jeden z najgłośniejszych związków stworzyła Maryla Rodowicz, która na swojego kochanka wybrała syna znanego polityka - Andrzeja Jaroszewicza, syna premiera Piotra Jaroszewicza. Para poznała się w połowie lat 70. Ceniona piosenkarka była wówczas partnerką Daniela Olbrychskiego, co tylko dolewało oliwy do ognia.
Quiz: To Maryla Rodowicz czy Anna Jantar? Przypisz utwór do ikony PRL
Andrzej Jaroszewicz był znanym podrywaczem. W wieku 30 lat miał już za sobą dwa rozwody - z Barbarą i Iloną. Mężczyzna cenił szybkie i drogie samochody. Mercedesa, którym ruszył na wyścigi, pożyczył mu premier Józef Cyrankiewicz. Warunkiem było to, aby pojazd wrócił nienaruszony, co się udało. Następnie, za pieniądze skarbu państwa, Jaroszewicz kupił lancię stratost.
W rozmowie z Krystyną Pytlakowską dla magazynu "Viva!" syn premiera opowiadał o swoim statusie idola: "Podobno nadawałem ton, jak nosiłem baki czy wąsy, to inni je też zapuszczali. Przywiązywałem dużą wagę do stroju, do wyglądu - buty w szpic od Beczki, jeansy od Armaniego, piękny jedwabny garnitur, który uszył mi Bernard Hanaoka. Dłuższe włosy jak Beatlesi (…) Prawie co tydzień chodziliśmy na prywatki. Dzisiaj takich imprez się już się nie robi. Przychodziło po kilkadziesiąt osób i tańczyliśmy, podrywaliśmy dziewczyny. Często zdarzało się, że człowiek przychodził sam, a wychodził z kimś”.
Para poznała się przez wspólnego znajomego
W czasie, gdy w życiu Maryli Rodowicz pojawił się Andrzej Jaroszewicz, jej relacja z Danielem Olbrychskim przeżywała kryzys. Artyści oddalali się od siebie. Rodowicz poznała syna premiera przez wspólnego znajomego, kierowcę rajdowego Sobiesława Zasadę. Piosenkarka była na spotkaniu towarzyskim z Zasadą, gdy ten przypomniał sobie, że w ten wieczór miał spotkać się ze swoim znajomym. Gwiazda estrady wspominała w rozmowie z Onetem: "Pojechaliśmy razem. Duża willa na Mokotowie. Andrzej był sam. Po półgodzinie zaciągnął mnie do sypialni. Byłam dość zaskoczona, że taki kolega szybki. Posadził mnie na łóżku, wcisnął do ręki gitarę i błagał, żebym mu pokazała chwyty bodajże do 'Diany'. Zagrałam, a on zaśpiewał. Był zachwycony".
Wokół relacji Maryli Rodowicz i Andrzeja Jaroszewicza narosło wiele opowieści. Jedna z najbardziej romantycznych głosiła, że Jaroszewicz wynajmował samoloty, by zrzucać piosenkarce kwiaty podczas jej koncertów albo wypisywał na niebie miłosne deklaracje. Choć brzmi to jak scenariusz filmu, sam Jaroszewicz stanowczo zaprzeczył tym historiom w rozmowie z magazynem "VIVA!”. Faktem jednak pozostaje, że nie szczędził wysiłków w okazywaniu sympatii – zasypywał Marylę kwiatami, czasem były to całe kosze goździków, innym razem pokoje hotelowe wypełnione różami. "Maryla nie była obojętna na jego intensywne zaloty” - wspominał Daniel Olbrychski. Z kolei Wiesław Uchański, szef wydawnictwa "Iskry”, tak mówił o Jaroszewiczu: "Nie należał do najprzystojniejszych, ale robił ogromne wrażenie. Był jak bajkowy książę - mężczyzna, który może wszystko. A kobiety to wyczuwają”.
W jednym z przypadków Jaroszewicz poprosił Rodowicz o załatwienie biletów na jej koncert dla swoich gości ze Szwecji. Po wydarzeniu umówili się na wieczorne spotkanie. Piosenkarka nie zdawała sobie jeszcze wtedy sprawy z rozmachu, z jakim potrafił się bawić - zdarzało się, że po wejściu do restauracji kazał ją zamykać tylko dla siebie, a potem do rana śpiewał przeboje Elvisa Presleya z towarzyszeniem zespołu grającego „na żywo”, jak to wówczas bywało.
Rodowicz zdawała sobie sprawę z adoracji ze strony Jaroszewicza i, jak wspominała, oboje czuli, że coś ich do siebie przyciąga. Zaprosiła go nawet kiedyś do siebie, nie spodziewając się jednak, że przyjdzie z żoną. Na kolację przygotowała wykwintnego wówczas "Strogonowa” i przyjęła gości w swobodnej, letniej sukience. Tymczasem Irena, trzecia żona Jaroszewicza (która później przez ponad trzy dekady była partnerką Karola Strasburgera), pojawiła się ubrana w futro z rysiów syberyjskich - kontrast nie do przeoczenia.
Daniel Olbrychski był zazdrosny o Marylę Rodowicz
Maryla Rodowicz i Andrzej Jaroszewicz widywali się przy okazji koncertów, a także wspólnych, często hucznych zabaw towarzyskich. Podczas jednej z takich imprez, u Ksawerego Franka, wydarzyła się scena, która przeszła do towarzyskiej legendy. Niespodziewanie zadzwonił Daniel Olbrychski i zażądał, by Maryla natychmiast wróciła do domu. Piosenkarka nie dała się jednak spłoszyć i odpowiedziała stanowczo: „Co znaczy natychmiast?”. Aktor postanowił działać osobiście: przyjechał na miejsce, gdzie doszło do konfrontacji, która przez lata obrastała w mity. Krążyła nawet wersja, że Olbrychski spoliczkował syna premiera PRL za obrazę Jana Pawła II. W tle była oczywiście zazdrość o Marylę, ale sam motyw rzekomej zniewagi papieża przyciągał największą uwagę.
W rozmowie z Krystyną Pytlakowską, Andrzej Jaroszewicz odniósł się do incydentu: "Ja się z nim nie biłem, to on mnie uderzył, gdy spałem u Ksawerego Franka na kanapie. Marylka opierała się o mnie głową i też spała, nawet nie wiedziałem, że spadł jej szlafrok i była nago. Daniel wpadł i walnął mnie w zęby, ale jakoś lekko, a później puścił wredną plotkę o papieżu, która mnie bardzo zabolała. Odszczekał wszystko w 'Polityce', ale do dzisiaj mnie za to nie przeprosił”. Sama Rodowicz komentowała to zwięźle: „Furtka na posesję była zamknięta, więc przeskoczył przez parkan. Gdy wszedł do środka, Jaroszewicz dostał w dziób”.
Dla Olbrychskiego było to ostateczne upokorzenie. Ich relacja z Marylą Rodowicz zaczęła się rozpadać. Choć łączyło ich silne uczucie, nadszedł moment rozstania. Równocześnie zakończył się też krótki romans piosenkarki z Jaroszewiczem. "Zjawił się na moim ostatnim koncercie w Pradze, podjeżdżając nowym porsche 924. To był w zasadzie koniec naszej krótkiej dwutygodniowej znajomości. Rzekomo to jego tatuś nalegał na przerwanie romansu, straszony przez żonę Andrzeja, że ta wyjawi jakieś rodzinne tajemnice. Cierpiałam. Byłam zaangażowana w dużo większym stopniu niż Andrzej” – wspominała Maryla Rodowicz w rozmowie z Onetem.
Maryla Rodowicz jest legendą polskiej muzyki rozrywkowej
Maryla Rodowicz od dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej estrady. Choć w grudniu 2025 roku skończy 80 lat, nie zwalnia tempa – koncertuje, nagrywa i udowadnia, że metryka nie ma wpływu na sceniczną energię. Artystka wystąpiła ostatnio m.in. na Polsat Hit Festiwalu w Sopocie, gdzie razem z Ralphem Kaminskim wykonała utwory "Nie ma jak pompa" oraz "Kolorowe jarmarki" zachwycając publiczność kolorowymi kostiumami i niezmiennie silnym głosem.
Maryla Rodowicz zadebiutowała w 1967 roku, zdobywając nagrodę na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. Przez kolejne lata wydała ponad 20 albumów w języku polskim i cztery zagraniczne, sprzedając łącznie ponad 15 milionów płyt. W jej repertuarze znajdują się niezapomniane przeboje, takie jak "Małgośka”, "Niech żyje bal”, "Futbol” czy "Łatwopalni”. Na swoim koncie ma również liczne odznaczenia państwowe, w tym Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski i medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
Artystka w wolnych chwilach rozwijała także karierę aktorską. Fani polskich seriali znają ją z roli Urszuli w "Rodzinie zastępczej", jednak Rodowicz występowała także w "Panu Kleksie w kosmosie" czy "Dziejach mistrza Twardowskiego".
Źródło: Radio ZET/Viva