Ten kultowy polski hit ma aż dwie wersje. Polacy do dziś nie mieli pojęcia

3 min. czytania
18.01.2026 16:06
Obserwuj nas na Google

Tekst tego kultowego polskiego hitu śpiewały miliony Polek i Polaków. Utwór powstał w wyjątkowo trudnym dla muzyków momencie. Wówczas nikt nie zdawał sobie sprawy, że tworzą muzyczne arcydzieło. Mimo popularności piosenki niewiele osób wie, że kompozycja miała dwie różne wersje. 

Ten kultowy polski hit ma aż dwie wersje. Polacy do dziś nie mieli pojęcia
fot. KFP/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co doprowadziło do kryzysu w zespole IRA. 
  • Który reżyser stoi za sukcesem hitu radomskiego zespołu. 
  • Czym różnią się dwie wersje polskiego hitu. 

Dlaczego grupa IRA zawiesiła działalność?

Ich piosenki śpiewał cały kraj. Mimo tego w połowie lat 90. radomska grupa IRA znalazła się w głębokim kryzysie. W 1995 roku zespół zdecydował się zawiesić działalność, co - jak po latach wspomina Artur Gadowski-  było w dużej mierze efektem zmieniających się trendów na rynku muzycznym.Rock tracił na popularności, a sytuacja koncertowa zespołu uległa całkowitemu załamaniu. Przez dziewięć miesięcy muzycy nie zagrali ani jednego występu, co doprowadziło do narastającego poczucia frustracji i bezsilności. "Poczuliśmy się niechciani i nikomu niepotrzebni” - mówił Gadowski w rozmowie z tygodnikiem "Przekrój". Wewnętrzne napięcia i konflikty ostatecznie przesądziły o decyzji o przerwaniu działalności.

Rozwiąż quiz, w którym pytamy o zespoły i ich hity. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Który zespół stoi za tym hitem?

1/15 "Co mi Panie dasz"

Jeszcze na ostatnią chwilę doszło do zmiany wytwórni płytowej i wydania kolejnego albumu, jednak ten ruch nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Nie pomogło to zespołowi, ale okazało się momentem przełomowym w karierze jego wokalisty. W wytwórni Zic Zac kluczową rolę odgrywał wówczas Marek Kościkiewicz - jako współwłaściciel lub dyrektor artystyczny. Choć projekt IRA nie spełnił pokładanych w nim nadziei, w Gadowskim dostrzeżono potencjał i zaproponowano mu solowy kontrakt. Artysta przyjął ofertę, a prace nad debiutanckim albumem szybko ruszyły. Ostatecznie jednak materiał przygotowany przez wokalistę nie zyskał akceptacji wydawcy i trafił do szuflady.

 

Który polski reżyser zmotywował legendarną grupę do powrotu?

Przełom nastąpił w 1997 roku, kiedy Kościkiewicz otrzymał od Janusza Zaorskiego zlecenie napisania piosenki tytułowej do filmu "Szczęśliwego Nowego Jorku”. Gdy utwór był gotowy, kompozytor od razu wiedział, jakiego głosu potrzebuje. "Kiedy utwór był gotowy pomyślałem, że potrzebny mi będzie silny, rockowy głos, a takim dysponował Artur” - wspominał. Gadowski doskonale odnalazł się w tej roli, a piosenka szybko stała się przebojem, otwierając nowy etap w jego karierze.

Oglądaj

Sukces filmowego utworu wymusił kolejne decyzje artystyczne. Sam A rtur Gadowski zdawał sobie sprawę, że jego pierwotne plany nie znajdą pełnej realizacji, ponieważ wydawca oczekiwał innego kierunku. Nadzieję dawał jednak fakt, że opiekę artystyczną nad projektem przejął Marek Kościkiewicz, który rozpoczął kompletowanie nowego repertuaru. "Myśleliśmy o tym" - opowiada - "Żeby zmienić trochę wizerunek Artura”. Na światowych scenach dominował wówczas grunge, a estetyka klasycznego rocka powoli ustępowała miejsca surowszemu brzmieniu. Zdecydowano się więc na skrócenie włosów wokalisty - decyzję, którą część jego dawnych fanów uznała za zdradę - oraz na stylistyczne nawiązania do grunge’u.

Czym różnią się dwie wersje polskiego hitu?

Za produkcję nagrań odpowiadał Michał Przytuła, który do współpracy zaprosił znakomitego gitarzystę Michała Grymuzę. To właśnie oni nadali utworom charakterystyczne, rasowe brzmienie. Nie oznaczało to jednak, że Kościkiewicz całkowicie oddał kontrolę nad kształtem kompozycji. Wymyślił rozpoznawalny motyw otwierający piosenkę, który spotkał się z oporem producenta i muzyków. Spór był na tyle poważny, że na singlu ostatecznie znalazły się dwie wersje utworu - ze wstępem i bez niego.

Oglądaj

Kompozytor zgodził się natomiast na zmianę ogólnego charakteru piosenki. Początkowo wyobrażał ją sobie w duchu brytyjskich zespołów pokroju Pretenders, jednak ostatecznie zaakceptował mocniejsze, rockowe brzmienie i wyraźne odniesienia do stylistyki IRA. Drugi z jego pomysłów nie wzbudził już sprzeciwu. Zdecydował się na zabieg często stosowany przez twórców, mający natychmiast przyciągnąć uwagę słuchacza - rozpoczęcie utworu od refrenu. W efekcie już od pierwszych sekund pojawia się kluczowy wers, czyli słowa "ona jest ze snu”, który do teraz wybrzmiewa na imprezach oraz w rozgłośniach w całym kraju.

Źródło: Radio ZET/Cyfrowa Biblioteka Polskiej Piosenki