Robbie Williams w Krakowie. List miłosny do rozrywki

Artykuł promocyjny
3 min. czytania
10.09.2025 16:16
Obserwuj nas na Google

Błyskotliwy buntownik z typowym brytyjskim humorem, burzący konwenanse i zawsze stawiający na swoim. Robbie Williams. Wrócił do Polski i znowu oczarował publiczność. Bo jak nie kochać tego muzycznego zawodnika, który od lat pokazuje, że istnieją przeboje ponadczasowe, a dla niektórych czas się zatrzymał? Poniżej prezentujemy relację Magdy Barczyk.

Robbie Williams Kraków
fot. Kamil Kożuch / mat. prasowe Live Natio

Relacja z koncertu Robbiego Williamsa w Krakowie

Kiedy koncert zaczyna się od zjazdu wokalisty na linie, na dodatek w stroju kosmonauty i jeszcze do utworu "Let Me Entertain You", można spodziewać się w zasadzie wszystkiego. A już na pewno tego, że pod kostiumem skrywa się jeden z najbardziej znanych artystów brytyjskiej sceny muzycznej. Robbie Williams pojawił się wczoraj w Krakowie. Już na starcie zapytał, czy za nim tęskniliśmy, po czym dumnie sam odpowiedział sobie – "oczywiście, że tak!" Typowy Robbie. Ale za to go kochamy. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że znowu zgromadził pełną Tauron Arenę fanów, którzy już zastanawiają się, kiedy znowu zawita do Polski.

Na starcie koncertu sam wokalista oznajmił, że krakowskie show będzie "listem miłosnym do rozrywki". Od razu przypomniały się najbardziej szalone lata Robbiego, kiedy angielskie gazety opisywały jego skandale i eskapady bez hamulców. Muzycznie przenieśliśmy się w czasie do złotej ery Williamsa – końca lat 90. i początku 2000. Nie zabrakło klasyków takich jak "Feel", "Rock DJ" czy "Millennium". Od razu zrobiło się bardziej sentymentalnie. Robert nie byłby Robertem, gdyby nie wspomniał także o słynnym już rozstaniu z zespołem Take That. Wydawać by się mogło, że lata mijają, a rany się goją, ale nie w tym przypadku. Robbie przypomniał swoją perspektywę odejścia z bandu i żal, który nadal w nim tkwi. Na dokładkę zaserwował w wersji akustycznej "Relight My Fire". Znowu dostało się także Gary'emu Barlowowi i reszcie zespołu – ale to już w zdecydowanie bardziej humorystycznym tonie.

Przeboje, wersje akustyczne, covery i medleye – taki zestaw został zaproponowany tym, którzy oczekiwali show skrojonego przez Williamsa. I dostali go z naddatkiem. Band artysty brzmiał znakomicie, on sam także, pomimo upływu lat, wypadł świetnie.

Robbie Williams Kraków
Fot. Kamil Kożuch / mat. prasowe Live Nation

Robbie Williams w Krakowie. Usłyszeliśmy największe hity

To był koncert z kategorii – muzyka przepleciona humorem i anegdotami. Nie jest tajemnicą, że Brytyjczyk słynie z opowieści dotyczących swojego życia, podsumowań jego jaśniejszych i ciemniejszych okresów. W swoim żywiole jest także wśród swoich miłośników. Były wspólne zdjęcia, uściski i zaśpiewanie z fanką utworu "She's The One".

W Krakowie Robbie niemal co piosenkę wtrącał swoje przemyślenia, mówił o swojej rodzinie i tym, czego nauczyły go ostatnie lata. Wielu poruszył fragment show, w którym artysta zwrócił się do wszystkich z apelem o korzystanie z życia, które jest jedno i tylko od nas zależy, jak go wykorzystamy. Najbardziej wzruszającym momentem był ten, w którym dowiedzieliśmy się, z jakimi poważnymi problemami zdrowotnymi zmaga się obecnie jego najbliższa rodzina – rodzice i teściowa. Przypomniał swoje występy z tatą i już chwilę później słyszeliśmy słynne "My Way", które artysta wykonywał na scenie właśnie ze swoim ojcem. Na ekranach pojawiły się wówczas zdjęcia z młodości Robbiego i fotografie rodzinne z ostatnich kilkunastu lat. Widać, że to niesamowicie wrażliwy facet, który swoim doświadczeniem i emocjami chce podzielić się ze światem.

Zakończeniem koncertu był ikoniczny już utwór "Angels". Trudno wyobrazić sobie lepsze zwieńczenie wieczoru pełnego humoru, czasem smutnych przemyśleń i znakomitych kompozycji, które mimo lat nadal brzmią świeżo i niezwykle chwytliwie. Williams pożegnał się z polską publicznością zapowiedzią nowego albumu "Britpop". Oby po premierze wokalista ponownie zdecydował się powrócić do naszego kraju. W końcu – jak sam wielokrotnie powtórzył – koncerty w Polsce są po prostu wyjątkowe.

Magdalena Barczyk

Źródło: Radio ZET