Gdyby jego żona nie pochodziła z tego kraju, ten hit 1979 roku nigdy by nie powstał

2 min. czytania
09.08.2025 09:09
Obserwuj nas na Google

Niepowtarzalny klimat „Bardzo smutnej piosenki retro” to nie tylko zasługa talentu Andrzeja Sikorowskiego, ale i… jego greckiej żony. Gdyby nie ona i jej rodzina, historia wielkiego przeboju zespołu Pod Budą mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Oto kulisy powstania utworu, który na zawsze wpisał się w kanon polskiej piosenki.

Andrzej Sikorowski
fot. ARTUR BARBAROWSKI/East News
  • To pierwszy wielki przebój zespołu Pod Budą, który zyskał status kultowego.
  • Inspiracją do powstania piosenki były greckie korzenie żony lidera zespołu.
  • Takie było założenie Andrzeja Sikorowskiego odnośnie przesłania tekstu hitu.

Ten wielki przebój narodził się w Grecji

Są piosenki, które stają się nie tylko przebojami, ale też opowieściami pokoleniowymi – ścieżkami dźwiękowymi do wspomnień, chwil i emocji. Jedną z takich kompozycji jest „Bardzo smutna piosenka retro” zespołu Pod Budą, utwór, który do dziś porusza swoją melodią i niezwykłym klimatem. Ale mało kto wie, że gdyby nie osobista historia lidera zespołu, Andrzeja Sikorowskiego, ta piosenka mogła nigdy nie powstać.

Rozwiąż ten muzyczny quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: "Gdzie się podziały tamte prywatki". Pamiętasz, kto śpiewał te wielkie hity PRL?

1/16 "Dni, których nie znamy" to hit z repertuaru

Chariklia (zwana Franką), żona Andrzeja Sikorowskiego, pochodzi z rodziny greckich uchodźców, którzy w 1949 roku znaleźli schronienie w Polsce. W 1978 roku, jeszcze jako narzeczeni, Andrzej i Chariklia odwiedzili w Atenach jej brata, który był muzykiem współpracującym m.in. z Ewą Demarczyk. Spotkanie to miało istotny wpływ na powstanie pierwszego wielkiego przeboju zespołu Pod Budą.

 

Historia tekstu piosenki „Bardzo smutna piosenka retro". Polacy nie zrozumieli przesłania

Podczas pobytu w Grecji Andrzej Sikorowski słuchał płyt ze starymi, bardzo sentymentalnymi piosenkami, głównie o nieszczęśliwej miłości. Zainspirowało go to do stworzenia utworu w konwencji starego tanga, który miał być pastiszem – ironicznym komentarzem do ckliwych tekstów o miłości. Chciał w ten sposób wyśmiać i przerysować melodramatyczne podejście do tematów kwiatków, ptaszków i rozczarowań uczuciowych.

I pomyślałem sobie, żeby zrobić piosenkę, utrzymaną w konwencji starego tanga, ale żeby to był pastisz. Chciałem trochę wyśmiać takie podejście i ironicznie odnieść, do tych wszystkich tekstów o kwiatkach, ptaszkach i zawiedzionej miłości. - opowiadał Andrzej Sikorowski.

Andrzej Sikorowski nagrał piosenkę z pomocą szwagra, a jej premierowe wykonanie w programie „Spotkania z balladą” spotkało się z ogromnym entuzjazmem publiczności, co szybko uczyniło ją hitem. Utwór wygrał plebiscyt „Studia Gama” i zdobył wyróżnienie na festiwalu w Opolu, co było przełomowym momentem w karierze zespołu Pod Budą, pozwalając im wejść na profesjonalną estradę. Ironia zawarta w tekście została jednak przez słuchaczy zignorowana.

- Nie byłem z tego przesadnie zadowolony. Bo oto coś, w czym chciałem obśmiać wszystkie liryczne, głupawe, niepotrzebne i łzawe piosenki, samo staje się liryczną, głupawą, łzawą piosenką. Kolejnym „gnieciuchem”. No i jest to kolejny dowód na to, że nigdy nie można przewidzieć co stanie się przebojem, oraz, że słuchacz odnajduje w utworze, to, co chce odnaleźć, ale może na tym polega cały urok tej zabawy? - zastanawiał się Sikorowski.

Oglądaj

Źródło: Radio ZET/Cyfrowa Biblioteka Polskiej Piosenki