Baby Lasagna: Jest między nami a polskimi fanami prawdziwa więź [WYWIAD]
Baby Lasagna udowodnił, że metal, humor i szczerość mogą podbić całą Europę. Marko Purišić, który w 2024 roku zdobył drugie miejsce na Eurowizji z "Rim Tim Tagi Dim”, wraca z nową muzyką i jeszcze bardziej osobistym materiałem. W rozmowie z portalem RadioZET.pl opowiada o walce z hejtem, presji sukcesu, trudnych wspomnieniach z dzieciństwa i o tym, dlaczego Polska stała się dla niego jednym z najważniejszych miejsc na mapie koncertowej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Baby Lasagna rozpoczął swoją karierę muzyczną.
- Dlaczego Baby Lasagna podjął temat bullyingu w muzyce.
- Co wyróżnia nowy album Baby Lasagna od poprzedniego.
- Dlaczego Baby Lasagna czuje więź z polskimi fanami.
Kim jest Baby Lasagna?
Marko Purišić, znany szerzej jako Baby Lasagna, to chorwacki wokalista, autor tekstów i producent muzyczny, który w ciągu zaledwie kilku lat przeszedł drogę od gitarzysty folkmetalowego zespołu do jednego z najważniejszych artystów młodego pokolenia w Chorwacji. Urodził się 5 lipca 1995 roku w Rijece, a dorastał w Umagu. Zanim poświęcił się muzyce, studiował między innymi public relations, turystykę, multimedia i realizację dźwięku. Początkowo pracował także jako pomoc nauczyciela w szkole podstawowej - jak sam przyznawał, gdyby nie muzyka, prawdopodobnie związałby swoją przyszłość właśnie z edukacją.
Rozwiąż quiz, w którym pytamy o eurowizyjne hity. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz z eurowizyjnych hitów. Kto śpiewał "Euphorię" albo "Toy"? Przypisz utwór do kraju
Swoją karierę muzyczną rozpoczynał jako gitarzysta zespołu Manntra, z którym był związany w latach 2011–2016 oraz 2018–2022. Grupa łączyła metal z elementami chorwackiego folku i w 2019 roku wystartowała w krajowych eliminacjach do Eurowizji. Po odejściu z zespołu Marko postawił na solową drogę i w 2023 roku stworzył projekt Baby Lasagna - artystyczną personę łączącą pop, punk, elektronikę i metal.
Przełom przyniósł 2024 rok i utwór "Rim Tim Tagi Dim”, z którym zwyciężył w chorwackich preselekcjach Dora i reprezentował kraj podczas Konkursu Piosenki Eurowizji w Malmö. Energetyczny, pełen ironii, ale jednocześnie poruszający numer opowiadający o młodym człowieku opuszczającym Chorwację w poszukiwaniu lepszego życia podbił publiczność w całej Europie. Baby Lasagna wygrał głosowanie widzów i ostatecznie zajął drugie miejsce w finale Eurowizji, zdobywając 547 punktów - najlepszy wynik Chorwacji w historii konkursu jako niepodległego kraju.
Sukces "Rim Tim Tagi Dim” otworzył mu drzwi do międzynarodowej kariery. W 2025 roku ukazał się jego debiutancki album "DMNS & Mosquitoes”, a artysta kontynuował rozwijanie swojego charakterystycznego stylu, w którym osobiste historie łączą się z komentarzem społecznym i dużą dawką dystansu. Baby Lasagna czerpie inspiracje między innymi z Rammsteina, Twenty One Pilots czy Electric Callboy, tworząc muzykę, która wymyka się prostym kategoriom i właśnie dzięki temu zdobyła tak szerokie grono fanów. Teraz, gdy prace nad drugim albumem artysty zmierzają ku końcowi, Chorwat spotkał się w Krakowie z Weroniką Paliczką, aby w rozmowie dla portalu RadioZET.pl opowiedzieć o płycie, swoim stosunku do Polski i Polaków oraz decyzji o tym, aby w swojej twórczości podejmować niełatwą tematykę.
Czego można spodziewać się po nadchodzącym albumie Baby Lasagna?
Weronika Paliczka: Jak opisałbyś swój nowy album w jednym zdaniu?
Marko Purišić “Baby Lasagna”: - Ten drugi album jest zdecydowanie bardziej spójny niż pierwszy. Przy debiucie trochę błądziliśmy we wszystkie strony - były taneczne kawałki, popowe piosenki, metal, wszystkiego po trochu. Tym razem wszystko jest bardziej skupione wokół jednego gatunku. To metal, ale nadal z tym lekko głupkowatym charakterem, który od zawsze był częścią projektu Baby Lasagna. Nie traktujemy siebie zbyt poważnie, ale jednocześnie poruszamy cięższe tematy, takie jak bullying. Więc tak - całość jest po prostu bardziej skoncentrowana.
Co może zaskoczyć fanów na nowym albumie?
Marko: - Chyba najbardziej fakt, że nauczyłem się growlować i krzyczeć - to może być dla niektórych zaskoczenie. Myślę, że wielu naszych fanów już lubi metal i rock, więc docenią cięższe, bardziej agresywne brzmienie. Ale jednocześnie nie straciliśmy humoru - on nadal tam jest. Największym zaskoczeniem mogą być jednak bardziej emocjonalne tematy - na przykład piosenki o miłości, ale nie w typowym znaczeniu. Bardziej utwory o utracie partnera. Jest w tym więcej głębi niż wcześniej.
Jak opisałbyś brzmienie "Face on Your Phone”? Czy jest podobne do “End The Party”, czy to coś zupełnie innego?
Marko: - Jest całkiem inne niż “End The Party”. Tamten utwór był bardziej hołdem dla pierwszego albumu. Był bliższy “Rim Tim Tagi Dim” i podobnym piosenkom. "Face on Your Phone” bardziej idzie w stronę nowoczesnego metalu - nazwałbym to nawet "dziewczyńskim metalem”. To metal dla ludzi, którzy na co dzień nie słuchają metalu. Jest bliżej zespołów takich jak Bring Me the Horizon, ale nadal ma wystarczająco dużo naszego własnego charakteru, żeby nie brzmiało jak zwykła kopia kogokolwiek.
Dlaczego Baby Lasagna zdecydował się na podjęcie tematyki hejtu i bullyingu w swojej twórczości?
Dlaczego wybrałeś bullying jako temat nadchodzącego singla?
Marko: - Przez ostatnie dwa i pół, trzy lata dorastałem na oczach publiczności. Przyniosło mi to wiele pozytywnych, zmieniających życie doświadczeń, ale też sporo negatywów - komentarze pełne nienawiści, wiadomości i tego typu rzeczy. Kiedy ludzie powtarzają takie zachowania, zaczyna to przypominać zbiorowy bullying. To sprawiło, że zacząłem myśleć o własnych doświadczeniach z czasów szkoły. To coś, co zawsze było blisko mnie i czego wcześniej tak naprawdę nie wyraziłem w piosence. Tekst powstał w jedno popołudnie. To ciężki temat, ale nie chciałem skupiać się wyłącznie na byciu ofiarą - chciałem dać siłę ludziom, którzy przez to przechodzą. To bardziej piosenka o walce. Ma jaja.
Kiedy po raz pierwszy doświadczyłeś skierowanej przeciwko sobie nienawiści?
Marko: - Prawdopodobnie już w przedszkolu - co brzmi szalenie. Ale realistycznie bardziej w gimnazjum. Myślę, że pod tym względem było to dość typowe. Byłem grubym, nieśmiałym dzieciakiem - łatwym celem. Nie wiedziałem, jak się bronić, więc tak, byłem prześladowany. Nie było tak, że kompletnie mnie to złamało, ale zostało ze mną aż do dorosłości. Powiedzmy po prostu, że było tego więcej, niż bym chciał.
Czytałeś kiedyś pełne nienawiści komentarze na swój temat? Jak sobie z nimi radzisz?
Marko: - Tak, bardzo dużo. Jestem dumny z tego, jak sobie z tym radzę. Znam ludzi z tej branży, którzy naprawdę mocno z tym walczą, i mogę szczerze powiedzieć, że ja nie rozpamiętuję tego zbyt długo. Oczywiście widzę te komentarze - a czasami wykorzystuję je jako paliwo. Kiedy ktoś pisze: “Wszyscy zapomną o tobie miesiąc po Eurowizji”, myślę sobie: dobra, to patrzcie. To mnie napędza. Ale tak, hejt nadal istnieje - każdego dnia. Dosłownie wczoraj ktoś napisał na moim TikToku, że mam za chude nogi i powinienem iść na siłownię. Zawsze coś się znajdzie - albo chodzi o wygląd, albo o psychikę. Każdego dnia.
Jakie inspiracje stoją za dwoma najnowszymi singlami Baby Lasagna?
Co zainspirowało utwory "Sedated” i “End The Party”?
Marko: - “End The Party” to w zasadzie moment, w którym sam siebie rozliczam. Po Eurowizji zauważyłem, że się zmieniłem. Początkowo myślałem, że tak nie jest, ale później zacząłem to dostrzegać - psychicznie i duchowo czułem, że zaczynam się gubić. Ta piosenka jest próbą sprowadzenia samego siebie z powrotem na właściwą drogę. W stylu: “Hej, Marko, uważaj, co robisz. Nie stań się kimś takim”. To trochę autorefleksja.
Marko: - “Sedated” z kolei opowiada o ataku paniki. Pamiętam go bardzo dokładnie - był niezwykle intensywny. Obudziłem się nago na podłodze w łazience, na kafelkach, bo pomyślałem, że może to mi pomoże. Ta piosenka jest właśnie o tamtym momencie - bardzo silnym przeżyciu.
Czy proces produkcji albumu przebiegał sprawnie?
Marko: - Było okej, ale znalezienie odpowiedniego brzmienia było trudne - dużo prób i poprawek. Najtrudniejsze było jednak samo pisanie albumu. Przy pierwszym po prostu siedziałem w swoim pokoju i robiłem, co chciałem, kiedy chciałem. Teraz jest presja, terminy, zainteresowanie ludzi - trudniej jest po prostu się skupić i odciąć od wszystkiego. To naprawdę dało mi się we znaki. I szczerze? Nadal nie wiem, co czuję wobec tego albumu. Jednego dnia go uwielbiam, drugiego go nienawidzę i nie chcę, żeby w ogóle wyszedł. Nie będę udawał, że jest idealny. Po prostu mam nadzieję, że ludziom się spodoba.
Która piosenka może być kolejnym singlem?
Marko: - Po “Face on Your Phone”? Jest utwór “My Show”, który jest właściwie moim ulubionym, ale nie wiem, czy ma potencjał na singiel. Więc może coś innego - jeszcze nie wiem. To trudna decyzja.
Czym nowy album będzie różnił się od “DMNS and Mosquitoes”?
Marko: - Największa różnica to energia. Pierwszy album miał większą różnorodność - nawet popowe piosenki, takie jak “And I”. Ten jest ogólnie dużo cięższy. “Face on Your Phone” to jeden z najcięższych numerów, więc będzie to od razu słychać. Różnią się też tematycznie - pierwszy album często patrzył na zewnątrz, na ludzi i kulturę. Ten jest dużo bardziej introspektywny.
Jaki jest obecnie twój ulubiony utwór z “DMNS and Mosquitoes”?
Marko: - W tej chwili chyba samo ”Demons and Mosquitoes”. Zacząłem naprawdę doceniać ten kawałek i świetnie sprawdza się na żywo.
Dlaczego zorganizowałeś konkurs związany z albumem?
Marko: - Poza tym, że to po prostu fajny pomysł, chodzi o budowanie społeczności. Zawsze myślę jak fan - co mnie samemu by ucieszyło? Bycie na okładce albumu to coś namacalnego, prawdziwego. Możesz powiedzieć: “Hej, jestem na tej płycie”. To wyjątkowe. Myślę, że będę robił więcej takich rzeczy - mamy sporo oryginalnych pomysłów zaplanowanych na najbliższe miesiące i naprawdę się nimi ekscytuję.
Jak Baby Lasagna ocenia swój występ na Eurowizji?
Patrząc wstecz, jak oceniasz Eurowizję?
Marko: - Myślę, że było dobrze. Ale szczerze mówiąc, nie zastanawiam się nad tym zbyt często. Kiedy są przed tobą ekscytujące rzeczy, nie oglądasz się tak bardzo za siebie. Poza tym był to bardzo stresujący okres, więc samo myślenie o nim przywołuje tamte emocje. Ale dało nam to impuls, którego potrzebowaliśmy, więc jestem szczęśliwy. I nie - nie zmieniłbym niczego. Zrobiłbym dokładnie to samo.
Czy słuchałeś piosenek z tegorocznej Eurowizji?
Marko: - Niezbyt - chociaż słyszałem kilka. Oczywiście “Bangaranga”, kiedy wygrała - to było miłe zaskoczenie. Także “Lavinę” z Serbii, ponieważ to metal i znałem ich wcześniej. No i oczywiście Chorwację. Więc tak, kilka utworów.
Dlaczego do zespołu Baby Lasagna dołączył nowy artysta?
Co nowy członek zespołu wnosi do procesu twórczego?
Marko: – Właściwie za tym kryje się zabawna historia. Nikola - ten rudowłosy chłopak- dołączył do nas, ponieważ podczas nagrywania teledysku przypadkiem złamał Mihaelowi łokieć, kiedy się wygłupiali. Miała być zabawa, ale cóż… takie rzeczy się zdarzają. Mihael nawet od razu tego nie zauważył - dopiero następnego dnia nie mógł ruszać ręką i trafił do szpitala.
Marko: - Nikola jest też naszym producentem. Muzyką zajmuje się od ósmego roku życia, jest niesamowicie utalentowany - śpiewa lepiej ode mnie, jest bardzo kreatywny. Jego energia naprawdę podnosi cały zespół. A co najważniejsze - jest świetnym człowiekiem. To liczy się bardziej niż wszystko inne.
Jaki był pierwszy album, który kupiłeś?
Marko: - Korn - “Take a Look in the Mirror”. Potem Slipknot, a następnie System of a Down. To moja święta trójca.
Jaka jest ostatnia piosenka, która poruszyła cię emocjonalnie?
Marko: - Ostatnio naprawdę popłakałem się przy jakiejś piosence, ale nie pamiętam już której. Daj mi pomyśleć… O! Motionless in White, “Another Life”. Jest emocjonalna, trochę smutna, ale jednocześnie pełna nadziei. Tekst mocno uderza, ale muzyka jest bardzo potężna.
Co Baby Lasagna sądzi o Polsce i polskich fanach?
Które miasto zrobiło na tobie największe wrażenie podczas trasy?
Marko: - Szczerze? Polska. I nie mówię tego tylko dlatego, że jestem teraz w Krakowie. Jest między nami a polskimi fanami prawdziwa więź. Energia jest niesamowita. Nawet teraz sprzedaż biletów jest najlepsza właśnie w Polsce. To relacja działająca w obie strony - czujemy to. Ale serio - wszystko tutaj działa, nawet zaplecze za sceną. To rzadkość.
Co robisz w wolny dzień podczas trasy?
Marko: - To zależy, gdzie jesteśmy. Niektórzy chłopaki po prostu leżą cały dzień w łóżku. Ale ja, Vedran i kilku innych lubimy wychodzić, spacerować, zwiedzać, próbować lokalnego jedzenia. Takie podstawowe rzeczy. Jako grupa mamy jednak jedną rzecz - uwielbiamy kręgle. To nasze hobby.
Co fani powinni poczuć po waszym koncercie?
Marko: - Chcę, żeby czuli energię - coś w stylu: “Oni są tacy głupiutcy, ale to było niesamowite”. Po prostu wybuch pozytywnej energii. Niekoniecznie łzy - chyba że wydarzy się to naturalnie - ale przede wszystkim ekscytację i dobrą zabawę.
Jakie było twoje pierwsze wrażenie z Polski?
Marko: - Czułem się jak w domu. Kultura jest podobna do naszej, ludzie wydają się znajomi. W porównaniu z miejscami takimi jak Finlandia, gdzie wszystko jest bardzo inne, Polska jest nam bliska. Jak większy, trochę czystszy Zagrzeb.
Co wiedziałeś o Polsce przed pierwszą wizytą?
Marko: - Spodziewałem się, że będzie podobna do nas - szczególnie jeśli chodzi o jedzenie. Ciężkie, sycące, bardzo słowiańskie. Ziemniaki, gulasz i tego typu rzeczy. I miałem rację. Jeśli chodzi o kulturę czy historię, zwykle dowiaduję się więcej dopiero po przyjeździe - lubię oglądać dokumenty o krajach, które odwiedzamy.
Czym wyróżnili się dla ciebie polscy fani?
Marko: - Zdecydowanie są jednymi z najbardziej zapadających w pamięć, podobnie jak fani z Finlandii. Kiedy wróciliśmy do Polski po raz drugi, publiczność trzymała kartki z napisem “Witajcie z powrotem w domu”. To mówi wszystko. Naprawdę czujemy się tutaj jak w domu.
10 najlepszych zespołów rockowych w historii. Tak wybrała redakcja "Rolling Stone"
Źródło: Radio ZET