`

Gwiazda PRL i żona legendy. Jedna decyzja zrujnowała jej karierę

4 min. czytania
05.05.2025 08:51
Obserwuj nas na Google

Maja Wodecka, po udanych występach w produkcjach Jana Batorego, została okrzyknięta objawieniem polskiego kina. Media porównywały ją do słynnej Elizabeth Taylor, a krytycy wróżyli międzynarodową karierę. Być może to właśnie ze względu na te przepowiednie aktorka zdecydowała się wyemigrować do Francji i spróbować swoich sił w tamtejszej branży. Niestety, mimo wielkiego talentu i urody, ostatecznie nie udało jej się podbić świata filmu… Jak potoczyły się jej losy?

Maja Wodecka i Bogumił Kobiela
fot. Film Polski
  • Maja Wodecka to polska aktorka i tłumaczka, znana m.in. z filmu „Człowiek z M3”.
  • Artystka przez 30 lat mieszkała we Francji, gdzie poślubiła poetę Adama Zagajewskiego.
  • To właśnie z inicjatywy męża, w 2002 roku, zdecydowała się na stałe wrócić do Polski.

Została aktorką z przypadku

Maja Wodecka była studentką psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, kiedy trafiła na plan filmu „Jowita”. Choć, jak opowiadała później, wybrała się na spacer po ulicach Krakowa, by popatrzeć na Barbarę Kwiatkowską i Daniela Olbrychskiego, sama wzbudziła zainteresowanie twórców. Asystent reżysera (Janusza Morgensterna) zaproponował studentce statystowanie w scenie, którą nagrywano w Akademii Sztuk Pięknych. „Byłam zachwycona, bo bardzo lubiłam tańczyć. A do tego mieli mi jeszcze zapłacić” – wyznała na łamach tygodnika „Film”.

Mimo że zagrała jedynie epizod, została dostrzeżona w branży. Krótko później zaproszono ją na casting do filmu psychologicznego Jana Batorego „Dancing w kwaterze Hitlera”, i ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich, ogłoszono, że to ona wcieli się w główną bohaterkę! Rola Anki, dziewczyny niemieckiego turysty, którego zagrał Andrzej Łapicki, otworzyła jej drzwi do kariery. Jeszcze przed odebraniem dyplomu, Wodecka miała na koncie występy w filmie „Człowiek z M3” i sensacyjnym „Ostatnim świadku”.

Quiz: Najpiękniejsze kobiety PRL. Poznasz je po 1 zdjęciu z młodości?

Screen Filmpolski.pl
1/15 Aktorka ze zdjęcia to

Ze względu na charyzmę, nietuzinkową urodę i zgrabne ciało, media z miejsca okrzyknęły wschodzącą gwiazdę mianem „Elizabeth Taylor znad Wisły”. Pochlebne recenzje i sympatia widzów dodały aktorce pewności siebie i popchnęły do podjęcia decyzji… o emigracji. Wodecka w 1970 roku spakowała walizkę i postanowiła wyjechać do Francji, gdzie jak mniemała, miała szansę podbić europejskie kino.

Wielka miłość sprowadziła ją do Polski

Tuż po przyjeździe, choć usilnie starała się o nowe role i zaistnienie w branży, przez lata pozostawała niemal niewidzialna. Zagraniczni twórcy skupiali się wówczas na wielkich gwiazdach kina, jak Catherine Deneuve, Claudia Cardinale, czy Brigitte Bardot. Dla pięknej Polki zwyczajnie zabrakło miejsca. Wodecka zagrała kilka epizodów, potem na krótko wróciła do Polski (wystąpiła w serialu „Misja”) i pod koniec lat 70. na dobre porzuciła aktorstwo.

Swoją przyszłość, mimo porażki w zderzeniu z artystycznym światem, postanowiła związać z Francją. Tam wyszła za mąż, urodziła córkę i… rozwiodła się. Jako samotna mama, imała się różnych zajęć – pracowała w biurze architektonicznym, zajmowała się handlem, aż wreszcie została psychoterapeutką. To mniej więcej w tym czasie o pięknej aktorce przypomniał sobie poeta Adam Zagajewski. Para znała się jeszcze z okresu studiów, jednak przez lata łączyła ich tylko przyjaźń, utrzymywana głównie dzięki korespondencji. Od czasu do czasu widywali się też na kawie w Krakowie, aż wreszcie artysta zdecydował się zrobić kolejny krok… „Byłem bardzo w niej zakochany. Pojechałem za nią do Francji” - opowiadał „Gazecie Wrocławskiej”.

 

Ślub wzięli w 1990 roku. Zagajewski był już wtedy uznanym na świecie artystą, a Wodecka… tłumaczką jego poezji na język francuski. Nowa praca okazała się jej powołaniem. „Współczesna poezja francuska straszliwie mnie rozczarowała. Od momentu, kiedy mogłam już czytać swobodnie po francusku, okazało się, że to zupełnie do mnie nie przemawia, że to jest niemożliwe do przeżycia tak jak poezja polska. I stąd jakby tak trochę dla zabawy zaczęłam tłumaczyć wiersze Adama, które znam od samego początku i które cenię bardzo” – mówiła w rozmowie z Polskim Radiem.

Za swoją pracę była wielokrotnie nagradzana. W latach 90. otrzymała m.in. nagrodę im. Jean Malrieu za przekład tomu „Palissade. Liserons. Marronniers. Dieu”. W tym czasie wciąż zajmowała się także psychoterapią. Choć we Francji przez niemal trzy dekady wiodła ustabilizowane życie, nie wahała się zbyt długo, kiedy mąż zaproponował, by wrócili na stałe do Polski. „On chciał żyć i pisać w Polsce” – mówiła w jednym z wywiadów. W 2002 roku zamieszkali w Krakowie. Krótko później Zagajewski odniósł ogromny artystyczny sukces - otrzymał nagrodę Neustadt, nazywaną „małym Noblem”, a w 2014 r. Zhongkun – chiński poetycki Nobel. Poeta miał być też wielokrotnie brany pod uwagę, podczas wyboru laureatów literackiej Narody Nobla. Niestety, tego wyróżnienia nie udało mu się zdobyć. Zmarł 21 marca 2021 roku

Maja Wodecka, po mężu Zagajewska, po powrocie do Polski otworzyła swój gabinet psychoterapii i została prezeską Fundacji Promyk. To z jej inicjatywy, jak przekazywał kilka lat temu Pomponik, powstał pierwszy w Polsce Zielony Domek - miejsce spotkań, zabawy i odpoczynku dla rodziców i dzieci do lat trzech.

Maja Zagajewska (Wodecka), fot. Jan Graczynski/East News
Fot.

Źródło: Radio ZET/Pomponik/Plejada