`

Widziałam już “Eden”. Nowy film laureata Oscara mrozi krew w żyłach

4 min. czytania
03.09.2025 17:21
Obserwuj nas na Google

Niech tytuł was nie zmyli, bo tej wyspie daleko do raju. Nowy film nagrodzonego za film “Piękny umysł” Rona Howarda to wycieczka w najdziksze zakamarki natury oraz ludzkiej psychiki. A najlepsze jest to, że to prawdopodobnie wydarzyło się naprawdę. Dlaczego prawdopodobnie? Zapraszam na recenzję filmu “Eden”. 

Jude Law i Vanessa Kirby
fot. Monolith Films materiały od dystrybutora

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czy film “Eden” jest oparty na faktach. 
  • O czym jest ten film.
  • Czy warto iść na niego do kina. 

Czy film “Eden” jest oparty na faktach?

Gdybym nie wiedziała, że “Eden” to film na podstawie prawdziwej historii, pewnie wyszłabym z kina z poczuciem, że to wszystko jest lekko naciągane i kto w ogóle wpadł na taki pomysł. Z tym że po części to wydarzyło się naprawdę. A dlaczego po części? Dr Friedrich Ritter i jego żona Dore Strauch istnieli naprawdę i naprawdę w 1929 roku opuścili rodzinne Niemcy, by osiedlić się na niezamieszkanej dotąd wyspie archipelagu Galapagos o nazwie Floreana. Prawdą jest też to, że dołączyła do nich rodzina Wittmerów oraz baronessa Eloise Bosquet de Wagner Wehrhornm, która wraz ze swoją świtą chciała wybudować na wyspie luksusowy hotel. 

Co wiesz o klasykach amerykańskiego kina? Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem. 

Quiz: Kochasz kino? Ten quiz z amerykańskich filmów to będzie dla ciebie pestka

1/13 Don Vito Corleone zagrał:

Nie wiadomo jednak, co naprawdę wydarzyło się między mieszkańcami wyspy, którzy w pewnym momencie się ze sobą mocno skonfliktowali. Film oparty jest na opowieści Margret Wittmer, kobiety, która od 1932 roku aż do śmierci w 2000 roku mieszkała na wyspie. Problem w tym, że jej relacja różni się od tego, co opowiadała inna osoba, która była świadkiem wydarzeń, czyli Dore Strauch. 

O czym jest film “Eden”? 

Dr Friedrich Ritter z wykształcenia stomatolog, z pasji, i jak twierdził, z powołania, filozof, postanowił porzucić dostatnie życie w europejskiej cywilizacji na poczet zamieszkania kompletnie dzikiej wyspy. Odcięcie się od świata miało mu pomóc w ukończeniu książki z nowymi ideami i zasadami, które miały zbawić ludzkość i ich kruchą psychikę. Rotterowi na Floreanie towarzyszyła żona Dora Strauch. 

 

Niespodziewanie na wyspie pojawia się rodzina Wittmerów, która zainspirowana przesyłanymi przez doktora relacjami do niemieckiej prasy, również zdecydowała się osiedlić w dziewiczym raju. Chwilę później pojawia się baronessa, która chce skorzystać z fali popularności i dr Rittera, i wyspy, budując na miejscu luksusowy hotel. 

Każdy ma inny plan na swoje na swoją przyszłość na Floreanie, co szybko okazuje się źródłem konfliktów. Zaczyna się więc walka o teren, o honor, a to wszystko w cieniu tej najważniejszej walki - o przetrwanie. Do czego zdolny potrafi być człowiek obolały, głodny, upokorzony, niezadowolony albo walczący o życie swojego dziecka? 

Fot.

Czy obraz przedstawiony przez Rona Howarda odpowiada temu, co rzeczywiście wydarzyło się na miejscu? O tym wiedzą tylko sami zainteresowani, którzy niestety już nie żyją. Reżyser wraz ze scenarzystą Noah Pinkiem zebrali dostępne informacje na temat mieszkańców wyspy Floreana z lat 30. ubiegłego wieku i przedstawili nam w filmie “Eden”, według siebie, najbardziej prawdopodobną wersję zdarzeń. 

Recenzja filmu “Eden” 

Piękne kadry przedstawiające dziką naturę, gwiazdorska obsada, w skład której wchodzą między innymi Jude Law, Vanessa Kirby, Sydney Sweeney, Daniel Brühl i Ana de Armas, a jednak coś jakby tu nie do końca grało. Podczas seansu kilka razy odnosiłam wrażenie, że film jest aż nadto melodramatyczny, przerysowany, że prawdziwy ludzki dramat został w jakiś dziwny sposób przypudrowany manierą telenoweli. To wrażenie łagodzi jednak fakt, że, jak już wspominałam wyżej, relacje świadków tych zdarzeń były różne, a poza tym, film oparty na prawdziwych zdarzeniach, co mocno ogranicza elastyczność tworzenia scenariusza.

 

Czego nie można odebrać tej produkcji, to tego, że utrzymuje uwagę widza. Nie oszukujmy się - jesteśmy na wyspie zamieszkałej przez kilka osób w latach 30. XX wieku. Tu nie będzie wybuchów, ilość bohaterów jest dość ograniczona, a i scenografia, choć tworzy ją piękna wyspa, w pewnym momencie może się nieco opatrzeć. Emocje w bohaterach kumulują się i choć czasami jest aż zbyt dramatycznie gęsto, to chce się wiedzieć, co będzie dalej, nawet jeśli zna się tę historię. 

Fot.

W “Eden” moim zdaniem najlepiej wypadła Sydney Sweeney, która świetnie zagrała Margret i choć na początku nic na to nie wskazywało, okazała się tą najbardziej wyrazistą postacią i chociażby dla jej popisu warto się zainteresować tą produkcją. Najsłabiej z kolei wspominam Anę de Arams, która w roli baronessy została aż przedramatyzowana, przez co wydała mi się wręcz karykaturalna. 

Czy warto iść na “Eden” do kina? To nie będzie hit tego roku, ale nie można też powiedzieć, że nowy film Howarda jest zły. 6/10, Historia dr Rittra, jego żony Dory i rodziny Wittmerów ma jednak zdecydowanie większy potencjał. 

Oglądaj

Źródło: Radio ZET