To przez niego zmieniła nazwisko na Zającówna. Pożegnał ją w pięknych słowach

3 min. czytania
31.10.2024 13:15
Obserwuj nas na Google

Elżbieta Zającówna zmarła 29 października w wieku 66 lat. Zasłynęła rolą w filmie „Vabank”, w którym zagrała jeszcze jako studentka. Okazuje się, że aktorka zmieniła nazwisko, na takie, które bardziej pasowało do fabuły filmu.

Elżbieta Zającówna
fot. ADAM JANKOWSKI/REPORTER/East News

Elżbieta Zającówna zmieniła nazwisko na potrzeby filmu

29 października 2024 roku media obiegła informacj a o śmierci aktorki. Informacje podał Związek Artystów Scen Polskich na swojej stronie na Facebooku. Elżbieta Zającówna urodziła się 14 lipca 1958 Warszawie. Dużą popularność zdobyła dzięki filmowi „Vabank”, w którym zagrała jeszcze jako studentka. Okazuje się, że reżyser Juliusz Machulski nie tylko stoi za zatrudnieniem aktorki w kultowym  filmie, ale także to on namówił ją na zmianę nazwiska.

Elżbieta Zającówna w filmie Vabank zagrała, będąc jeszcze na studiach. Wszystko zaczęło się od tego, że reżyser Juliusz Machulski nie mógł znaleźć aktorki, która w kultowym już filmie wcieliłaby się w rolę Natalii. Zależało mu na tym, aby odtwórczyni była nieznaną widzom aktorką. Z pomocą przyszedł mu wówczas Jerzy Stuhr, który wykładał w szkole teatralnej i podzielił się z nim listą studentek. Wśród nich była wspomniana aktorka. O wspomnieniach związanych z zatrudnieniem aktorki, Juliusz Machulski opowiedział w rozmowie z Onetem.

Kiedy kompletowałem obsadę do filmu „Vabank”, to wiedziałem, że Natalię powinna zagrać osoba kompletnie nieznana, a to z powodów dramaturgicznych. Gdybyśmy kojarzyli ją z innych ról, to od początku byłoby wiadomo, że jej postać będzie miała znaczenie. Sprawa byłaby spalona. Szukałem długo. Byłem już właściwie zrezygnowany i przekonany, że nie znajdę nikogo wystarczająco dobrego. Chciałem też namówić Jerzego Stuhra na mały epizod w tym filmie. On nie miał czasu, ale wykładał w szkole teatralnej i zapytał, czy nie szukam młodych aktorek. Dał mi listę swoich studentek i wśród nich była Ela - wspominał reżyser.

Jak wspominał dalej Juliusz Machulski, aktorka okazała się być najlepsza spośród konkurencji. Mimo iż ich pierwsze spotkanie nie było zbyt udane, to w później relacja przerodziła się w przyjaźń. Być może nie wszyscy wiedzą, ale aktorka zupełnie inaczej się nazywała. To właśnie wybitny reżyser namówił początkującą aktorkę Elżbietę Zając na zmianę nazwiska. Przekonywał, że nazwisko Zającówna będzie bardziej pasowało do klimatu przedwojennej historii opisanej w filmie "Vabank".

Kiedy przyszła na spotkanie, ja miałem 25 lat, a dawano mi 17. Wyglądałem jak drugi asystent reżysera. Zapytałem ją, czy mogłaby ściąć włosy. Zdziwiła się i powiedziała, że oczywiście, jeżeli reżyser ją poprosi, to tak. Tłumaczyłem, że to ja jestem reżyserem. Chwilę trwało, zanim mi uwierzyła. Wtedy jeszcze nazywała się Elżbieta Zając. To ja ją namówiłem, żeby zmieniła nazwisko na Zającówna, co bardziej pasowało do przedwojennej historii „Vabanku'"  - tłumaczył w rozmowie z Onetem.
Zawsze, kiedy ją spotykałem, było tak, jakbyśmy się przed chwilą rozstali. Wszystkie nasze przypadkowe spotkania były jak nieprzerwana rozmowa. Chyba na tym polega przyjaźń. Zawsze jest się połączonym myślami. Widzieliśmy się i mówiliśmy: „O, fajnie. Wypijemy kawkę, pogadamy”. Z trudem przychodzi mi mówienie o niej w czasie przeszłym - wspominał dalej.

Quiz: Ekranizacje polskiej literatury. Będziesz mistrzem, jeśli odpowiesz na 4. pytanie

---
1/15 Na początek łatwizna. Z którego filmu pochodzi ten kadr?

Elżbieta Zającówna i jej ostatnia rola

Współpraca Elżbiety Zającówny i Juliusza Machulskiego nie zakończyła się tylko na filmie „Vabank”. Zagrała również m.in. w „Matki, żony, kochanki” czy „Seksmisji”. To również on reżyserował serial, w którym zagrała swoją ostatnią w życiu rolę.

Kiedy tylko było to możliwe, pracowaliśmy razem. Kilka lat temu zadzwoniła do mnie i powiedziała: "Słuchaj, nie miałbyś dla mnie roli?". Od jakiegoś czasu nie pracowała i myślałem, że zrezygnowała z aktorstwa. Kręciłem akurat serial i wszystkie role miałem poobsadzane. Ale wynalazłem jakiś drobiazg specjalnie dla niej i w jednym odcinku zagrała nauczycielkę. To był chyba jej ostatni występ przed kamerą - mówił.

Reżyser nie tylko pożegnał ją w pięknych słowach, ale także przyznał, że praca z nią była przyjemnością, a ona sama była jedną z nielicznych osób, u których uśmiech nie znikał z twarzy.

Była jedną z nielicznych znanych mi osób, której prywatnie nigdy nie widziałem bez uśmiechu. A miała ciężkie życie, cierpiała na chorobę związaną z krzepliwością krwi, o której właściwie nie mówiła - zaznaczył.

Źródło: Radio ZET/Onet/Film.wp.pl/Wikipedia