To najdziwniejszy film, jaki zobaczysz teraz w kinie. Przeczytaj, zanim pójdziesz na “Drugi akt”

3 min. czytania
18.07.2025 21:15
Obserwuj nas na Google

Choć na ekranie nie uświadczycie szczególnie wielu krwawych scen, nie ma tu pościgów, seryjnego mordercy, zagadki, suspensu, czy zjawisk nadprzyrodzonych, to i tak najnowsza produkcja Quentina Dupieuxa wpisuje się w kategorię “dla tych o mocnych nerwach”. Wybieracie się do kina na “Drugi akt”? Zapraszam na kilka słów o tym niecodziennym filmie (bez spojlerów). 

Louis Garrel w "Drugim akcie"
fot. Materiały od dystrybutora Velvet Spoon

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kim jest Quentin Dupieux i z jakich filmów jest znany.
  • O czym jest film “Drugi akt”.
  • Czy warto iść na “Drugi akt” do kina.

O czym jest film “Drugi akt”?

Zacznijmy od reżysera “Drugiego aktu”, czyli Quentina Dupieuxa. Jeśli to nazwisko niewiele wam mówi, to może kojarzycie “Morderczą oponę”, “Złe gliny”, “Deerskin” albo nieco świeższe “Yannick” czy “Daaaaaali!”. Jeśli widzieliście chociaż jeden z tych filmów, to już pewnie domyślacie się, czego po Quentinie Dupieux możecie się spodziewać. Wszystkiego. 

Francuz porzuca logikę na rzecz absurdu, groteski, dziwactw czy surrealizmu, co ma doprowadzić widza do pewnych filozoficznych przemyśleń. Ale nie musi, bo istnieje prawdopodobieństwo, że kino nie ma większego sensu, że nic nie wnosi, a to, co się tam dzieje, nie dzieje się z jakiegokolwiek powodu. 

Taki właśnie jest Dupieux - bawi się z widzem, bawi się formą, a to wszystko sprawia, że jest jednym z najbardziej osobliwych zjawisk współczesnego kina europejskiego. 

 

“Drugi akt” to zabawa totalna, która doprowadza do szaleństwa tak samo aktorów, jak i widzów. Film jest opowieścią o procesie tworzenia filmu. Na ekranie widzimy czterech aktorów (Louis Garrel, Vincent Lindon, Raphaël Quenard i Léa Seydoux), którzy nie mają ochoty w nim grać. Kłócą się, sceny co chwila przerywane są kolejnymi bezsensownymi przekomarzaniami, które ciągną się praktycznie bez końca, nie wnosząc nic oprócz eskalacji negatywnych emocji. Absurd goni absurd, wszyscy marzą o tym, by zakończyć zdjęcia. 

Widz przed ekranem również może zacząć się irytować, gubić i nie do końca wiedzieć, o czym to wszystko tak naprawdę jest. I zapewne właśnie o to Dupieux w “Drugim akcie” chodziło, dlatego w idealnym momencie otwiera, nomen omen, drugi akt. 

Fot.

“Drugi akt” recenzja filmu 

Jeśli chodzi o fabułę, to tak naprawdę niewiele się tu dzieje, aktorzy albo chodzą, albo siedzą i po prostu ze sobą rozmawiają, a właściwie to kłócą się o sprawy, które z pozoru niewiele wnoszą. Satyrę na film w metafilmie Dupieuxa odczytujemy jednak między wierszami, dopiero w pewnym momencie to, co wydawało się być schowane, okazuje się, że było w rzeczywistości mocno uwypuklone.

Reżyser tworzy pewien portal, dzięki któremu możemy wejść do kinowego świata, by zobaczyć, co gryzie artystów i czego się boją. Jest o sztucznej inteligencji i lęku przed zagrabieniem przez nią pracy, jest o poprawności politycznej i złym odczytywaniu znaków na płaszczyźnie romantycznej, które mogą doprowadzić do nieporozumień (albo zniszczenia kariery). Musicie jednak wiedzieć, że ten portal prowadzi nas do krzywego zwierciadła satyry i stereotypów. 

Quentin Dupieux na swój sposób definiuje też komedię. Nie jest to humor, który wciśnie was w fotel, prędzej zirytuje i zniecierpliwi i choć trudno to zrozumieć, to wcale nie jest minus tego filmu.

Czy warto iść na “Drugi akt” do kina? Jeśli szukacie seansu nieoczywistego, niecodziennego i nie boicie się filmowych eksperymentów, to zdecydowanie warto. Jeśli z kolei jesteście tradycjonalistami i nie lubicie przekombinowywania, to rozejrzyjcie się za czymś innym w repertuarze waszego kina. 

Oglądaj

Źródło: RadioZET