To jeden z największych polskich hitów, ale twórcy popełnili błąd. Nieliczni zauważyli
Film „Nie lubię poniedziałku” okazał się wielkim przebojem lat 70. i do dziś ma miliony fanów. Komedia Tadeusza Chmielewskiego opowiada o perypetiach kilkunastu osób których pechowe i skomplikowane losy słabiej lub silniej zazębiają się ze sobą. Jedną z nich jest słynny piosenkarz – Bohdan Łazuka, który spaceruje po Warszawie z… korbą w dłoni. To właśnie w jednej ze scen z popularnym artystą twórcy popełnili drobny błąd… Ciekawe, czy zauważyliście tę nieścisłość.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaka była geneza powstania filmu „Nie lubię poniedziałku”.
- O czym opowiada kultowa komedia i kto wystąpił w głównych rolach.
- Jaki błąd popełnili twórcy, montując film.
Kultowa komedia PRL
„Nie lubię poniedziałku” to film, który powstał… przez przypadek. Pomysł na produkcję wynikał z improwizacji reżysera Tadeusza Chmielewskiego, który zapytany przez szefa kinematografii Czesława Wiśniewskiego o nowy projekt, odpowiedział: „Myślę o zrobieniu jakby książki telefonicznej. W filmie występowałoby tyle postaci, ile zmieści się w pełnym metrażu”. Choć artysta nie wierzył wówczas, że ktoś weźmie tę ideę na poważnie, już następnego dnia otrzymał zgodę na realizację filmu.
Rozwiąż quiz, w którym pytamy o kultowe filmy PRL. Tylko mistrz zdobędzie komplet punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem…
Quiz: Poznasz kultowy film z PRL po kadrze? Młodzież przegra na 4. Pytaniu
Twórca kultowej komedii „Jak rozpętałem II wojnę światową” zabrał się więc za pisanie scenariusza i wkrótce rozpoczął prace na planie swojej nowej produkcji. Mając na koncie wiele filmowych sukcesów, nie musiał zbyt długo namawiać aktorów, by zgodzili się zagrać w tym projekcie. W efekcie, na ekranach oglądamy prawdziwe gwiazdy polskiego kina, w tym:
- Kazimierza Witkiewicza
- Jerzego Turka
- Bogusza Bilewskiego
- Halinę Kowalską
- Mieczysława Czechowicza
- Bohdana Łazukę
- Joannę Kasperską
- Wacława Kowalskiego
- Ludwika Paka
- Mariana Glinkę
Rzecz dzieje się pewnego feralnego poniedziałku w Warszawie, a głównym bohaterem jest kilkanaście osób, które akurat tego dnia przebywają w stolicy. Jedna z tych postaci to włoski przemysłowiec Francesco Rovanelli (Witkiewicz). Mężczyzna przyjeżdża do Warszawy w sprawach handlowych, lecz dyrektor centrali, który miał go podejmować, tkwi uwięziony w windzie biurowca. Włocha uroczyście witają Polacy oczekujący kogoś zupełnie innego. Już na lotnisku wsiada do niewłaściwej taksówki, zostaje sam w centrum obcego miasta. Ostatecznie trafia do biura matrymonialnego, borykającego się z problemem manka, gdzie poznaje piękną sprzedawczynię kosmetyków.
W tym samym czasie milicjant kierujący ruchem musi równocześnie opiekować się synkiem, który nie może wejść do przedszkola, zamkniętego z powodu panującej tam epidemii różyczki. Pracownik gminnej spółdzielni, będąc w delegacji, poszukuje części do kombajnu rolniczego, kłócąc się jednocześnie z taksówkarzem. A pijany artysta – Bohdan Łazuka jako on sam – próbuje dotrzeć do domu, jednak korba od samochodu klinuje się w torach tramwajowych…
Twórcy popełnili drobny błąd
Sceny, w których Łazuka przemierza budzącą się Warszawę, prowadzony przez tory tramwajowe, w których utknęła korbka do jego auta, szybko zyskały status kultowych. To właśnie dzięki nim wielu widzów zapamiętało tę znakomitą komedię Chmielewskiego. Jak się jednak okazuje, podczas realizacji tych fragmentów, twórcy zaliczyli… wpadkę. Z pewnością niewielu widzów zauważyło ten błąd.
Pamiętacie moment, gdy Bohdan Łazuka odchodzi spod restauracji Sofia? Choć zegar wskazuje godzinę 2:17 na zewnątrz jest zdecydowanie jaśniej i bardziej słonecznie niż w następnej scenie, w której mleczarze zaczynają rozwozić mleko (jest wówczas 5:29), a także w jeszcze następnej - z sąsiadami i listonoszem o 6:01.
Źródło: Radio ZET/ Wikipedia/Film Polski/Filmweb