Ten film Barei wytykał absurdy życia w PRL-u. Miał mieć inny tytuł

2 min. czytania
20.08.2025 15:39
Obserwuj nas na Google

„Nie ma róży bez ognia” to kultowa komedia Stanisława Barei, która w krzywym zwierciadle ukazuje absurdy codziennego życia w PRL-u. Mało kto jednak wie, że film miał nosić zupełnie inny tytuł. Dlaczego go zmieniono?

"Nie ma róży bez ognia"
fot. FilmPolski.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie absurdy PRL-u obnaża film „Nie ma róży bez ognia”
  • Dlaczego pierwotny tytuł „Lawina” został odrzucony
  • Jak cenzura i realia epoki wpłynęły na scenariusz i humor filmu

Ten hit obnażał absurdy PRL-u

„Nie ma róży bez ognia” to polska komedia z 1974 roku w reżyserii  Stanisława Barei według scenariusza napisanego wspólnie z Jackiem Fedorowiczem. Choć film rozbawia widzów, jednocześnie bardzo celnie punktuje absurdalną i biurokratyczną rzeczywistość PRL-u. Fabuła skupia się na nauczycielskim małżeństwie, Janie i Wandzie Filikiewiczach, zmuszonym do goszczenia w swoim ciasnym mieszkaniu byłego męża Wandy oraz jego obecnej żony, narzeczonego i kolejnych postaci, przez co ich codzienne życie coraz bardziej się komplikuje.

Rozwiąż quiz filmowy. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem..

Quiz: "Sami swoi" czy "Kogel-mogel"? Przypisz sławny cytat do filmu

Screen z Filmpolski.pl
1/15 "Marian, tu jest jakby luksusowo" to cytat z filmu:

Film ukazuje zarówno humor sytuacyjny, jak i satyrę na absurdy prawne PRL-u, m.in. przez sceny z przytrzaśniętym krawatem czy urzędnikiem żądającym 20 groszy za plombowanie drzwi. Główny bohater, uczciwy Filikiewicz, zderza się z bezduszną biurokracją, podczas gdy sprytny kombinator Dąbczak lepiej odnajduje się w systemie. Produkcja obrazuje też desperację Polaków, by zamieszkać w Warszawie, sięgającą nawet do podpaleń własnych domów.

 

Tak początkowo miał brzmieć tytuł kultowej produkcji. Dlaczego go zmieniono?

Mało kto wie, że kultowa komedia miał mieć całkiem inny tytuł na początku. Dzieło nazwano „Lawina”. Ten roboczy tytuł miał symbolizować eskalację absurdalnych zdarzeń, które dotykają głównych bohaterów. W scenopisie ojciec Lusi miał borykać się z urzędem skarbowym i wspominać o „domiarze” – termin mógł zostać zakwestionowany przez cenzurę. Obawiając się odmowy, twórcy wycofali ten wątek i zastąpili go sceną podpalenia – bardziej absurdalnej i komicznej, ale też bardziej do zaakceptowania przez cenzurę, co przyczyniło się do zmiany tytułu filmu.

Oglądaj

„Nie ma róży bez ognia” – to gra słów, skrzyżowanie dwóch polskich przysłów: „nie ma róży bez kolców” oraz „nie ma dymu bez ognia”. Bareja celowo stworzył nonsensowną, ale humorystyczną i zapadającą w pamięć frazę, która oddaje groteskowy charakter całego filmu. Dialog, w którym dzielnicowy wypowiada ten tytuł, staje się ironicznym komentarzem do filmowej sytuacji.

Źródło: Radio ZET/Wikipedia