Reżyser wstydził się przed rodzicami i przeprosił sławnego kolegę. To tak zły film
Są filmy tak złe, że aż dobre i w ten przedziwny sposób przechodzą do historii. Jednym z takich tytułów jest amerykańska produkcja z lat 80. “Dziewczyna z kawałków” (oryg. “Frankenhooker”). To film tak absurdalny, że reżyser wstydził się go przed rodzicami i przepraszał Billa Murray’a. Historia “Dziewczyny z sąsiedztwa” jest tak samo osobliwa, jak sam film, dlatego musicie ją poznać.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego film “Frankenhooker” wywołał tyle kontrowersji w latach 90.
- Dlaczego reżyser wstydził się produkcji przed rodzicami.
- Co z filmem ma wspólnego Bill Murray
“Frankenhooker” - film, który wstrząsną latami 90.
Historię Frankensteina zna chyba każdy. Szalony naukowiec pragnący zagłębić tajemnicę życia i śmierci tworzy z części ciał zmarłych ludzi stwora, którego ożywia. Stworzenie nie wygląda zbyt sympatycznie i rozmija się z oczekiwaniami naukowca. “Dziewczyna z kawałków” opiera się na tym właśnie motywie. Dodajcie jednak do tego komedię, kino klasy B i szalone lata 90.
Quiz: Kochasz kino? Ten quiz z amerykańskich filmów to będzie dla ciebie pestka
Zacznijmy jednak od początku. Współscenarzystą i reżyserem filmu jest Frank Henenlotte. To przede wszystkim on stoi za stworzeniem historii o ekscentrycznym naukowcu-pasjonacie, który po śmierci narzeczonej postanawia ją wskrzesić. Problem w tym, że kobieta zginęła w makabrycznym wypadku, tracąc przy tym całe ciało oprócz głowy. Jeffrey Franken (James Lorinz), bo tak nazywa się nasz bohater, postanawia wybrać swojej ukochanej najlepsze części ciała, które chce pozyskać od lokalnych pracownic seksualnych.
Tak powstaje tytułowa dziewczyna z kawałków, która po ożywieniu wcale nie jest tą osobą, której spodziewał się Jeffrey. Produkcja jest kiczowato krwawa, abstrakcyjna, komediowa z wieloma scenami seksu lub nawiązań do niego. Powiedzieć, że wywoływała kontrowersje, to jak nie powiedzieć nic.
Z tego właśnie powodu Henenlotte bał się obecności swoich rodziców na premierze, ponieważ ci byli bardzo konserwatywni. Ci jednak mieli nalegać, by móc zobaczyć produkcję w reżyserii syna na nowojorskiej premierze i ku jego zdziwieniu nie poczuli się urażeni elementami, których najbardziej się obawiał.
Film tak zły, że aż dobry
Produkcja została zakwalifikowana do kategorii B, czyli do tych niższej jakości. Mimo to znalazła swoich sympatyków, a jednym z nich miał być Bill Murray, przyjaciel reżysera. Magazyn “E!” pisząc o “Frankenhooker” zacytował słowa aktora, który miał powiedzieć, że jeśli ktoś mógłby zobaczyć tylko jeden film z roku 1990, to powinien być właśnie “Frankenhooker”.
To zawstydziło Henenlotte’a, który bał się, że wykorzystanie aprobaty znanego kolegi może źle wpłynąć na ich znajomość. Zaczął go unikać, jednak to nie mogło długo trwać i panowie w końcu się dogadali.
Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Twórcy postanowili, że kaseta VHS (to były czasy świetności kaset i wypożyczalni), będzie zawierała niespodziankę. Po jej otwarciu wydobywał się głośny dźwięk kobiecego, nęcącego głosu, który mówił “chcesz się spotkać?”. To zawstydzało wielu zainteresowanych filmem i denerwowało samych właścicieli wypożyczalni, ale nie brakowało też i tych, którym podobał się ten żart.
Źródło: RadioZET/Wikipedia