`

Recenzja filmu “Naga broń”. Jedna taka komedia na milion

4 min. czytania
01.08.2025 19:47
Obserwuj nas na Google

“Naga broń” to definicja lat 90. - policja w krzywym zwierciadle, totalny brak poprawności politycznej, absurd, Leslie Nielsen i absolutne szaleństwo. Trylogia słynnej trójcy ZAZ, w skład której wchodzą David Zucker, Jim Abrahams i Jerry Zucker, zyskała miano kultowej i ukształtowała nowy rodzaj humoru, który jest dość trudny do przełożenia na obecne czasy. Czy Akivie Schafferowi, Danowi Gregorowi i Dougowi Mandowi to się udało? Zapraszam na recenzję nowej “Nagiej broni”. Spokojnie, bez spojlerów. 

Pamela Anderson and Liam Neeson
fot. Rex Features/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były kulisy powstania nowej “Nagiej broni”. 
  • O czym jest ten film. 
  • Czy warto iść na “Nagą broń” do kina.

Kulisy nowej “Nagiej broni”

Powrót do kultowego, a do tego do dość specyficznego tytułu po ponad 30 latach, był bardzo ryzykownym przedsięwzięciem. Szczególnie jeśli nie spotykało się ono z aprobatą twórcy oryginału, bo krążą pogłoski, że jeden z braci Zucker miał być mocno niezadowolony z reaktywacji “Nagiej broni”. Być może dlatego, że Paramount jego scenariusz miał odrzucić. 

Sprawdź, jak dobrze znasz polskie komedie. Dalsza część artykułu pod quizem.

Quiz: Dokończ złote myśli z polskich komedii. "Klient w krawacie..."

1/13 "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie___"

I tak projekt wpadł w dłonie nowych twórców, ale kojarzonych tylko z komediami - reżyserią zajął się Akiva Schaffer (“Straż sąsiedzka”, “Hot Rod”, “Chip i Dale: Brygada RR”), a za scenariusz odpowiadają Dan Gregor i Doug Mand (“Crazy Ex-Girlfriend”, “Magiczne wakacje”). Cała trójka miała już okazję spotkać się w pracy nad jednym projektem (chociażby przy okazji tworzenia “Chip i Dale: Brygada RR”), więc nie był to ich pierwszy wspólny raz. Ale zanim o tym, jak im wyszło, to słowo o fabule nowej “Nagiej broni”.

O czym jest “Naga broń”? 

Głównym bohaterem znów jest Frank Drebin, ale tym razem z dopiskiem “junior”. Tak, to syn tego Franka Drebina. W juniora wciela się Liam Neeson, a “pierwowzorem” był oczywiście Leslie Nielsen. Młody Drebin poszedł w ślady ojca - rówineż zaciągnął się w policyjne szeregi, trafił do wydziału akcji specjalnych, jest generatorem kłopotów i podobnie jak jego rodziciel ma swój charakterek i nie grzeszy inteligencją. Jego partnerem zawodowym jest Ed Hocken Jr. (Paul Walter Hauser), syn kapitana Eda Hockena (w którego przed laty wcielał się George Kennedy). 

Panowie dostają śledztwo związane z wypadkiem samochodowym, które okazuje się nie być tak oczywiste, jak od razu założyli. Zapewne nie zawracaliby sobie tym głowy, gdyby nie pojawienie się siostry denata - Beth (którą gra Pamela Anderson). Beth wpada w oko Drebina, dlatego postanawia skrupulatniej przyjrzeć się wypadkowi. Trop prowadzi go do Richarda Cane’a (w tej roli Danny Huston) - miliardera o apokaliptycznych zapędach. 

 

Czy warto iść na “Nagą broń”? 

Obserwując relacje na temat filmu z kraju i ze świata zauważyłam, że często przewija się stwierdzenie, że “takich filmów się już nie robi”. I trudno się z tym nie zgodzić, lata popularności i świetności komedii z takim humorem i poziomem absurdu mamy już dawno za sobą. I tu pojawia się pytanie - czy nie powinno tak już zostać?

Nie zrozumcie mnie źle - nowa “Naga broń” ma swoje momenty i na pewno rozbawi wielu, ale nie brakowało tu też tzw. “bezbeków”, scen, w których absurd przewyższał humor i których jedyną funkcją było pokazanie czegoś głupiego. I tak, to jest film, który ma generować głupawkę absolutną, ale między tym a żenadą jest dość cienka granica. Podczas tego seansu chyba częściej się skrzywiłam, niż zaśmiałam na głos. 

Fot.

Początkowo nie chciałam porównywać Liama Neesona do Lesliego Nielsena, bo w końcu gra on inną postać, jego zadaniem nie było odwzorowanie tego samego Franka Drebina, a wykreowanie juniora. Nie da się jednak nie zauważyć, że Neeson i Nielsen mieli jeden wspólny punkt - obaj mieli być najjaśniejszą, najzabawniejszą gwiazdą filmu. I moim zdaniem Neesonowi to po prostu się nie udało. Jest sztywny i nie pozbyłam się tego wrażenia ani przy scenie w dziecięcej spódniczce, ani przy scenie, gdy paradował bez spodni. A fakt, że jest kojarzony głównie z filmami akcji i thrillerami, wcale tu nie pomaga. Nielsen przed pierwszą “Nagą bronią” również nie był znany ze swojej komediowej strony i dopiero produkcja ZAZ pozwoliła wydobyć z niego “to coś”, ale mam wrażenie, że historia Neesona potoczy się zdecydowanie inaczej. 

 

Za to mocną stroną tej produkcji jest Pamela Anderson. Muszę przyznać, że miałam lekki zgrzyt, gdy dowiedziałam się, że zobaczę ją w “Nagiej broni”. Myślałam, że po “The Last Showgirl” (recenzję filmu przeczytacie tu:  “The Last Showgirl”. Pamela Anderson w wielkiej chwale czy w wielkim zawodzie?) w życiu zawodowym Pameli nastąpi zupełnie nowa era, że produkcja najmłodszej Coppoli jest otwarciem innego rozdziału, a tu znów powrót do korzeni. Tylko Pamela Anderson świetnie się tą rolą bawi. Wypada zdecydowanie lepiej od Neesona jednocześnie nie przygaszając go. Dojrzała Pamela wzbudza we mnie o wiele więcej sympatii niż ta sprzed lat. 

Czy warto iść na “Nagą broń”? Tak, jeśli jesteś fanem serii i po prostu chcesz zobaczyć, jak wypada jej reboot, tak, jeśli lubisz absurd i masz ochotę na głupawkę z trochę innej orbity. Warto liczyć się z tym, że to humor z kategorii tych ciężkostrawnych, nie dla każdego i o każdej porze. Jeśli masz to na uwadze - miłego sensu. 

Oglądaj

Źródło: RadioZET