Recenzja filmu “Bird”. Wyszliśmy z kina ze łzami w oczach

4 min. czytania
04.08.2025 13:16
Obserwuj nas na Google

“Bird” to zdecydowanie jedna z najciekawszych sierpniowych premier kinowych. To produkcja, która wywoła skrajne emocje, wzruszy i wielu na pewno skłoni do przemyśleń. Zapraszam na recenzję filmu “Bird”. Jak zawsze - bez spojlerów. 

Bird fot. Atsushi Nishijima
fot. Materiały prasowe dystrybutora Gutek Film

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Szczegółów na temat filmu “Bird” Andrei Arnold.
  • O czym jest “Bird”. 
  • Czy warto iść na “Bird” do kina.

O filmie “Bird”

O “Bird” mogliście już słyszeć, a nawet widzieć jego fragmenty. Film w reżyserii Andrei Arnold (“American Honey”, “Fish Tank”) światową premierę miał w maju 2024 roku i był ubiegłorocznym kandydatem do Złotej Palmy. Wyścig o słynną canneńską statuetkę przegrał z “Anorą”. W styczniu tego roku ukazał się teledysk do utworu “Bug” irlandzkiego zespołu Fontaines D.C., w którym zobaczyć można kadry właśnie z produkcji Arnold. Ba, Barry Keoghan w “Bird” wciela się w postać o imieniu Bug. 

Oglądaj

Ścieżka dźwiękowa w to bardzo mocna strona “Bird” i nic dziwnego, w końcu odpowiadał za nią słynny brytyjski producent muzyczny William Bevan, znany jako Burial. W filmie usłyszeć można wspomniane wcześniej Fontaines D.C., Blur czy The Verve. Jest też Coldplay i jego słynne “Yellow”, które jedni kochają, inni nienawidzą, a “Bird” daje temu utworowi zupełnie nowe, bardzo abstrakcyjne życie.

No i Irlandia. To ona jest tłem “Bird”, to tu piękno natury miesza się z ubogimi blokowiskami, skłotami, przemocą, trudnym dorastaniem i szemranymi biznesami. To tu najlepszą ucieczką od bolesnej codzienności jest wycieczka nad morze, czy wspięcie się na dach, a jeśli to jest niemożliwe, wystarczy popatrzeć na ptaki. 

Fot.

O czym jest film “Bird”? 

Główną bohaterką jest 12-letnia Bailey (w tej roli Nykiya Adams), która mieszka na skłocie z bratem Hunterem (Jason Buda) i ekscentrycznym, skrajnie niedojrzałym ojcem Bugiem (Barry Keoghan). Rodzina żyje w ubóstwie, a Bug, zamiast zająć się zapewnieniem dzieciom lepszych warunków bytowych, planuje ślub z poznaną 3-miesiące wcześniej Kayleigh (Frankie Box). Głośna muzyka, alkohol, narkotyki, wiecznie spłukany ojciec, który zakochany okazuje się nie do zniesienia - temu codziennie przygląda się dorastająca Bailey. Narasta w niej frustracja, której sama jeszcze nie potrafi nazwać. 

Ucieczką od rzeczywistości jest dla niej obserwowanie i nagrywanie rozbitym smartfonem otoczenia. Powstałe kadry ogląda później w swoim kącie na mini projektorze, szczególną sympatią darzy morze i ptaki. W końcu poznaje wyraźnie starszego od niej Birda (Franz Rogowski), który w mieście Bailey szuka swojej rodziny. 12-latka postanawia mu pomóc. Okazuje się, że nowy kolega też może okazać się przydatny. 

Recenzja filmu “Bird” 

Dzieciństwo Bailey nie jest usłane różami, a dysfunkcje i braki powoli zaczynają dawać się jej we znaki. Widz podąża za momentem, w którym 12-latka zaczyna się buntować i mówiąc “podąża” mam na myśli nie tylko warstwę fabularną, ale również techniczną. W filmie jest wiele ujęć tzw. “z ręki”, niestabilnych, dynamicznych, nieostrych, sprawiających wrażenie, jakby się biegło obok bohaterki lub oglądało dokument o jej życiu. Tym bardziej wrażliwym (do których sama należę) może się nawet zakręcić odrobinę w głowie, wzbudzić pewien dyskomfort, a nawet frustrację. Witajcie w świecie Bailey. I ostatnie słowo o kadrach - to film z kategorii tych dziwnie ładnych. Bo tak, przyglądamy się skłotowi, graffiti na ścianach i brudowi, ale zdjęcia do “Bird” są w jakiś dziki sposób po prostu ładne. 

 

Z wielu stron pojawiają się głosy o tym, że Arnold w “Bird” za bardzo idzie w cliché, z czym po części się zgadzam, a po części nie. Można odnieść takie wrażenie, ale nie zapominajmy, że widzimy tu świat z perspektywy buntującej się, 12-latki dorastającej na skłocie. Dziecko na tym etapie odkrywa te warstwy, które później w starszym wieku są już tylko frazesami, ale każdy przez moment pewnego zrozumienia siebie i otaczającego go świata musiał przejść. Nieważne, czy wychował się w rozpadającym się budynku z ojcem, który chce zarobić na wesele dzięki halucynogennej żabie, czy w willi w Konstancinie z zapewnionym funduszem powierniczym. 

A skoro już o żabie, to scena, w której Barry Keoghan tańczy z wielką ropuchą do “Yellow” Coldplay to abstrakcja na innej orbicie. Jestem jej fanką, zostanie w moim sercu na dłużej. 

W “Bird” brutalny realizm miesza się z baśniowym pierwiastkiem. Skrajnie niedojrzały ojciec, który bez skrępowania zażywa przy swoich pociechach biały proszek, okazuje się być tym “lepszym rodzicem”, który kocha, jak potrafi. Buntująca się 12-latka jest dojrzalsza od każdego dorosłego, którego spotyka na swojej drodze, a w tle tego wszystkiego ropucha i ptak z magicznymi mocami, ale nieco innymi, niż te, które znamy z bajek. Disney w patologicznym, krzywym i porozbijanym na kawałki zwierciadle. 

Salę kinową opuściłam wzruszona i nie byłam jedyną osobą, której podczas seansu “spociły się oczy”. Cliché? Momentami może i tak, ale czy idąc do kina, musimy szukać w nim motywacji do wszczęcia rewolucji? Ta opowieść o dorastaniu, samotności i rodzinie mimo wszystko jest na wielu płaszczyznach inna. 7,5/10. 

Oglądaj

Źródło: RadioZET