`

Narodziny nowego gatunku czy niepotrzebny eksperyment? Oto co myślę o “Martwych przed świtem”

4 min. czytania
29.10.2025 19:17
Obserwuj nas na Google

Widziałam już “Martwych przed świtem” w reżyserii Dawida Torrone. Czy warto iść na nowy polski horror do kina, czy lepiej się nie fatygować i znaleźć sobie coś innego? Zapraszam na recenzję tej produkcji, bo jak się okazuje, jest o czym rozmawiać. 

Bartłomiej Topa w filmie "Martwi przed świtem"
fot. Materiały od dystrybutora

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kiedy “Martwi przed świtem” będą już w kinach?
  • O czym jest ten film?
  • Czy warto iść na “Martwych przed świtem” do kina?

Horrory w Polsce nadal czekają na swój złoty moment

W Polsce horror jest gatunkiem, który ma jeszcze wiele przestrzeni do eksplorowania. Rodzimi twórcy wyspecjalizowali się w tworzeniu świetnych dramatów, mocnych filmów psychologicznych i komedii (pozwólcie, że w tym przypadku odpuszczę sobie przymiotnik, bo sami wiecie, jak jest). Pojawienie się nowego polskiego horroru jest więc niemałym wydarzeniem, które zazwyczaj nie przechodzi bez echa, a “Martwi przed świtem” w reżyserii Dawida Torrone nie są tu wyjątkiem.

Film do polskich kin wchodzi w halloween, czyli 31 października, a mnie udało się go obejrzeć chwilę wcześniej podczas pokazu premierowego i oto co mogę o nim powiedzieć. Oczywiście bez spojlerowania.

O czym jest film “Martwi przed świtem”

Grupa młodych aktorów na czele z ekscentrycznym reżyserem przybywa do owianego złą sławą teatru. Zbliża się Boże Narodzenie, ale przygotowanie tego spektaklu jest dla nich okazją życia. Problem w tym, że mają na to niewiele czasu, więc będą mieli próby dniami i nocami. O ile przeżyją do wschodu słońca, bo okazuje się, że w opustoszałym teatrze jest jeszcze ktoś spoza teatralnej ekipy i nielicznego personelu pracującego na miejscu.

Recenzja filmu “Martwi przed świtem”

Jakiś czas temu, gdy w sieci pojawiły się pierwsze informacje na temat “Martwych przed świtem”, pisałam o tym, że powstaje film, który reżyser, Dawid Torrone, opisuje jako “giallo polo”. A że do giallo mam pewną słabość, moja uwaga została kupiona. No i jak wygląda to pojęcie na ekranie? Czy doczekamy się nowego gatunku horrorów zrodzonego na polskiej ziemi? W filmie widać elementy charakterystyczne dla giallo, jak zamaskowany morderca dokonujący zbrodni w rękawiczkach, ale dla mnie całość bardziej wpisuje się jednak w granice slashera. Przejdźmy więc do drugiego człona wspominanej wyżej nazwy - polo. Bo nie tylko o Polskę tutaj chodzi. Tak, disco polo.

Na szczęście tego typu muzyka nie pojawia się w produkcji, “polo” zwiastuje tutaj kicz, z którego reżyser świadomie korzysta. W “Martwych przed świtem” w ironiczny sposób wykorzystywane są sztampowe dla horrorów elementy jak: “ej, mam świetny pomysł, jest niebezpiecznie, więc musimy się rozdzielić”, co zazwyczaj zwiastuje pogorszenie sytuacji bohaterów. Produkcja pełna jest oczek puszczanych w stronę widza, a jeśli widzieliście przerażającą maskę filmowego zbója, to wiecie, że jest co puszczać. Świadomie wykorzystany kicz okryty warstwą ironii jest zdecydowanie łatwiej strawny niż taki, który jest wynikiem przypadku i losowości.

Fot.

Pozostając przy mocnych stronach tego filmu, bo jego zabawność oceniam oczywiście w kategorii plusów, bo śmiech to zdrowie, a w tych czasach nieładnie jest zdrowiem pogardzać, to należy wspomnieć też o warstwie technicznej. “Martwi przed świtem” to po prostu dobrze zrobiona produkcja, która wygląda świetnie, jest dobrze zmontowana i może wywołać efekt “wow”. Klimatyczne światło, kolory, klimat, jest, jak powinno być.

I po tym nieśmiało przejdę do wady, niestety znaczącej wady, którą jest scenariusz. Brakowało w nim sensownego, gładkiego wprowadzenia, nici nie tylko łączącej kolejne rozdziały, ale przede wszystkim wiążącej je tak, by wszystkie razem stworzyły dobrze trzymającą się całość, a nie koślawy sznureczek, tu związany na trzy supły, a tam dalej na jeden. Dialogi miały swoje mocne momenty, mocne teksty z potencjałem na mema, ale miały też chwile budzące zwątpienie. Jest w tym scenariuszu jakaś dziura, której nie przykrył ani udany humor, ani ładny obraz.

 

Doceniam nawiązania do klasyki horroru, doceniam umiejętne wykorzystanie gatunkowej sztampy i ironię, której było więcej niż strachu. Kupiłam też te bardziej psychodeliczne momenty, bo i takie się tu pojawiły, ale brak spoiwa w postaci scenariusza w tym wszystkim razi.

Czy warto zobaczyć “Martwych przed świtem” w kinie

Jeśli lubicie horrory na wesoło, a jeszcze lepiej, jeśli macie ekipę, która lubi horrory na wesoło i chcecie razem obejrzeć w okolicach halloween coś w tym stylu, to warto. Jeśli jednak oczekujecie produkcji, która zmrozi krew w waszych żyłach i na najbliższy tydzień zaburzy zegar biologiczny poprzez spowodowanie bezsenności, poszukajcie sobie czegoś innego.

Czy obejrzę “Martwych przed świtem” jeszcze raz? Raczej nie, ale nigdy nie mówię nigdy i jeśli trafi mi się randka z tą produkcją w tle, to nie będę cierpieć katuszy. Czy jeśli powstanie druga część to pójdę do kina? Tak, bo widać w tym wszystkim duży potencjał, któremu kibicuję.

Oglądaj

Źródło: Radio ZET