“Melania” to nie jest najgorszy film roku. Recenzja produkcji o pierwszej damie USA

4 min. czytania
02.02.2026 15:26
Obserwuj nas na Google

Dokument o Melanii Trump wywołuje niemałe emocje, bo żona słynnego biznesmena, który został prezydentem USA, zdołała wyrobić sobie już dość konkretny wizerunek. Kojarzona jest z poglądami swojego męża, nawet jeśli sama stroni od potwierdzania czy zaprzeczania czemukolwiek, a z racji tego, jak dołączyła do rodziny Trumpów, od lat uwikłana jest w stereotyp znacznie młodszej, pięknej żony szalenie bogatego męża. Czy Melania w wyprodukowanym przez siebie filmie, w którym opowiada o samej sobie pokazała nam swoją prawdziwą twarz? Czy tak ogromna niechęć do tej produkcji jest uzasadniona? 

Melania Trump
fot. Materiały promujące produkcję

Z tego artykułu dowiesz się:

  • O czym jest film “Melania”?
  • Czy film “Melania” jest dobry?
  • Czy warto obejrzeć tę produkcję?

O czym właściwie jest film “Melania”?

Dokument o Melanii Trump wywołuje szereg mało przyjemnych emocji. Po pierwsze, żona słynnego biznesmena, który dwukrotnie został mianowany prezydentem USA przez lata wypracowała sobie dość konkretny wizerunek. Melanii nigdy nie zależało na zostaniu “królową ludzkich serc”, choć nie da się zaprzeczyć, że ma grono swoich sympatyków. Zanim znaleźli się w nim polityczni zwolennicy jej męża, wzbudzała czysto celebryckie zainteresowanie kolorowej prasy. Najpierw związek charyzmatycznego milionera ze znacznie młodszą modelką z zagranicy ciekawił pod kątem obyczajowym, by później, gdy emocje już opadły, okrzyknąć Melanię ikoną mody. Dość standardowy przebieg zdarzeń.

Melania jest postacią mało dostępną, postacią o jednej twarzy - w przenośni i dosłownie. Film dokumentalny o niej samej miał chyba przybliżyć światu to, jaka jest, pokazać, co robi, gdy nie pozuje do zdjęć u boku swojego męża, bo produkcja zaczyna się od słów Melanii: “Chcieliście, to macie”. Bohaterka zapowiada film, jakby miała w nim zrzucić maskę, albo co najmniej oderwać od twarzy jej kawałek, jakby miała pokazać choć najmniejszy dowód na swoje człowieczeństwo. Jakby miała chociaż spróbować sprzedać nam jakąś opowieść o tym, że zakochała się w Donaldzie przez jego poczucie humoru, czy że na śniadanie je prostą owsiankę, bo taka z niej swojska dziewczyna. Melania jednak nawet nie próbuje.

Film opowiada o 20 dniach Melanii Trump przed inauguracją Donalda na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jest o wybieraniu stylizacji, o przymiarkach, o dopinaniu na ostatni guzik przyjęć inauguracyjnych, trochę o zmarłej mamie pierwszej damy. Widzimy, jak Melania przesiada się z konwoju wielkich, luksusowych aut do prywatnego samolotu, by wsiąść w kolejny konwój i wkroczyć do jednej z luksusowych rezydencji, gdzie czeka ją jej “praca”.

 

Co robi Melania Trump?

Przez cały film bohaterka podkreśla to, jak bardzo zależy jej na dokładnym wykonywaniu jej zadań, jak dzieli bycie matką, żoną, córką, przyjaciółką, biznesmenką z byciem pierwszą damą. Problem w tym, że żadnej z tych ról nie widzimy. Melania nam o tym opowiada, ale nie widzimy tego, jak spędza czas z Barronem, wiemy, że kiedyś uczyła go grać w tenisa i że uważa, że jest bardzo mądry. Z Donaldem zamienia zaledwie kilka grzecznościowych zdań, za to wiele zbliżeń na to, jak małżonkowie trzymają się za ręce, ma dowodzić temu, że wciąż są w sobie szaleńczo zakochani.

Jaką jest przyjaciółką, jak prowadzi wspomniane biznesy, jaką jest córką? Bliscy pierwszej damy nie dostali miejsca na to, by powiedzieć kilka słów o tym, jaka jest naprawdę albo nawet na niby. Głos zabrał projektant jej kreacji, który mówił, że z “M.” świetnie się pracuje, bo wie, czego chce i pokazuje dokładnie, co należy poprawić. Była też scena, w której ojciec Melanii opowiadał o jej matce, ale mężczyzna został wyciszony i narrację przejęła jego córka. Podobnie sprawa miała się, gdy Donald zdecydował się na dłuższą wypowiedź na temat żony. Po kilku słowach o jej wspaniałości prezydent został wyciszony, a narrację znów przejęła gwiazda produkcji.

 

Melania mierzy sukienkę, mierzy płaszcz, wysyła je do kolejnych poprawek, znów opowiada o swojej perfekcji i o tym, że nabyła ją dzięki matce, ale robi to innymi słowami, niż 15 minut temu, a później wybiera się do pracy. Jak wygląda jej praca? To na przykład projektowanie wnętrz Białego Domu, bo wystrój Białego Domu to zadanie pierwszej damy. Melania sprawdza więc sporządzony przez architektkę projekt, wybiera tkaniny, ze wskazanych jej wzorników. Podobnie zaprojektowała wystrój sali i stołów na bal inauguracyjny. “Praca” Melanii polega na tym, że jej obowiązki wykonuje sztab innych ludzi. Ona po prostu jest, mówi, co należy poprawić i leci prywatnym samolotem sprawdzić, jak idzie praca innemu sztabowi.

“Melania” to wcale nie jest najgorszy film roku

Melania nie pokazuje żadnej ludzkiej strony - cały dzień przemierza w wysokich szpilkach i nawet oglądając wiadomości na kanapie nie zdejmie ukochanego obuwia. Nie rozwiewa się jej włos, można odnieść wrażenie, że ona już wstaje zapakowana w modną marynarkę, uzbrojona w makijaż i doskonale ułożone włosy.

Jak możecie zauważyć, staram się w tym tekście pomijać wątki polityczne, jednak w kontekście aktualnych doniesień z USA, to co słyszymy w filmie “Melania”, brzmi jak nieśmieszny żart, jak poważny błąd w symulacji. Już komuniści w PRL-u byli bardziej subtelni w przekazywaniu swojej propagandy, niż twórcy filmu “Melania” próbujący sprzedać nam laurkę o wspaniałości i pracowitości pierwszej damy Stanów Zjednoczonych. Rodzina Trumpów jest tak oderwana od rzeczywistości, że nawet nie wie, jak udaje się człowieka.

“Melania” to nie jest najgorszy film roku. To jeden z najgorszych filmów ostatniej dekady. Nie dowiadujemy się o bohaterce niczego, jest nudno, sztywno, a na koniec smutno, gdy zdajemy sobie sprawę z tego, że za sterami tego świata stoją elity-wydmuszki.

Oglądaj

Źródło: Radio ZET